type="application/x-shockwave-flash"> http://mail.google.com/mail/?attid=0.1&
romantycznie i normalnie
RSS
wtorek, 18 grudnia 2018
chatka z piernika

 

 

 

Dzisiaj zamiast wpisu ładną piernikową chatkę pokazuję.

Bo to już nadciągnął mamy ten przedświąteczny już  tydzień.

Taki piękny obrazek kojarzy się z tym wszystkim, co piękne pozostaje w naszej pamięci, a co sięga najprzyjemniejsze momenty z życia. z lat dziecinnych.
Na kilka dni przed nienadchodzącymi świętami już czuło się tę niesamowitą świąteczną  atmosferę.
Wszystkie kąty już były wysprzątane, kurze gdzieś poznikały, a  mieszkanie obowiązkowo pachniało pastą do podłogi.
Czy jest ktoś, kto teraz pastuje podłogi? Chyba ta czynność zdecydowanie do przeszłości należy, teraz parkiety pokrywa się lakierem, czy bejcem i mokrą szczotką - mopem  co najwyżej ja się przejeżdża.
A przedtem obowiązkowo nakładało się  na nią pastę i było tak ślisko w mieszkaniu, jak na lodowisku, można było sobie ząbki powybijać.
A potem taką podłogę się froterowało. Oczywiście dopóki nie wynaleziono froterki, jeździło się po podłodze  nogami.  na specjalnych miękkusich szmatkach i po chwili podłoga pięknie już błyszczała.
W wannie obowiązkowo kąpały się karpie i trzeba było uważać, żeby jakiś kawałek mydła nie wpadł im do wody, bo wtedy rybki  przedwcześnie kończyły swój żywot. Wodę trzeba było co najmniej dwa razy dziennie zmieniać, żeby świeżego tlenu rybkom dostarczyć i trzeba było uważać, żeby za dużo jej do wanny nie nalewać, bo karpie miały to do siebie, że lubiły z wanny sobie na podłogę wyskakiwać i okropnie wtedy się tłukły ogonami, nie mówiąc, że były takie śliskie, że bardzo trudno je było złapać i do wanny  z powrotem wrzucić. Już nie wspominając, że gdyby ktoś w nocy po ciemku chciał z toalety skorzystać, mógłby się na śliskiej rybce leżącej na posadzce  dobrze się "przejechać".
W kuchni zaś pięknie pachniały pieczone pierniczki i obowiązkowe makowce.Bo co to by były za święta bez tych tradycyjnych świątecznych wypieków.
W wielkich, kamiennych misach - makutrach robiło się najpierw zaczyn drożdżowy i trzeba było uważać, żeby w kuchni cały czas ciepło było, żeby zaczyn, a później  ciasto, pięknie wyrosło. Oczywiście  w tym celu nie stosowało się żadnych mikserów, trzeba było ręcznie, bardzo długo to ciasto wyrabiać, żeby się dobrze napowietrzyło, a potem podwoiło co najmniej swoja objętość.
Potem na olbrzymiej stolnicy starannie rozwałkowywało się placki na odpowiednią grubość i nakładało się na niego przepyszny farsz zrobiony z mielonego maku i przeróżnych  bakalii, ciasto zwijało się w rulonik, zlepiając boki i znów poddawało się ciasto ciepłemu leżakowaniu. Pamiętam, że u nas w domu też  jeszcze robiono podobnie przekładańce, czego w nim nie było i skórka pomarańczowa i wiśnie, orzechy, migdały i koniecznie konfitura z dzikiej róży,
I ciągle tylko było słychać groźny  głos, zamknij drzwi, nie wchodź, bo ciasto się przeziębi i potem nie wyrośnie.
A zapach pieczonego ciasta drażnił tylko nasze dziecinne noski, aż ślinka do ust sama napływała.
W tej pachnącej pastą i świeżym ciastem czekaliśmy do poprzedzającego Wigilię wieczoru, gdy umieszczało się w solidnym krzyżaku wielką aż po sufit choinkę. Oczywiście w moich dziecinnych pierwszych latach nie było jeszcze lampek, one dopiero się pokazywały wiele lat później, a zastępowały je małe świeczki umieszczane w specjalnych łapach na gałązkach choinki. A w Wigilię choinka oświetlana była jeszcze dodatkowo sztucznymi ogniami, od której nie jedna choinka spłonęła.
Obok wielokolorowych , lśniących baniek wieszało się na choince orzechy, wcześniej złota farbą pomalowane, lśniące jabłuszka, wycinanki, robione  z papieru kolorowego,   oraz lepione łańcuchy -  kolorowe kółeczka. głownie przez maluchy w szkole lepione, no i koniecznie w kolorowych papierkach powieszone cukierki i czekoladki.
Ale była potem frajda wyjadać te cukierki z choinki, przeważnie na choince  zostawały już tylko puste papierki, bo łasuchowanie było głownie  domeną dzieci, ale czasem i ktoś z dorosłych jakąś pyszna czekoladkę z papierka  też wysupłał.
W przededniu Wigilii robota w kuchni już szła całą para. Nie miłym akcentem co prawda było pozbawianie tych nieszczęsnych karpi życia, zawsze uciekałam wtedy do ostatniego pokoju i zatykałam mocno uszy, żeby nie słyszeć tego tępego uderzania pałką o rybia głowę.
A potem rozchodził się po kuchni zapach gotowanych jarzyn, cebuli i głów i płetw z karpi, aby na tym wywarze przygotować pyszną, ulubioną przez nas wszystkich potrawę : karpia po żydowsku.
Trzeba było tę potrawę wcześniej przygotować, by potem miała czas na zsiądziecie się galarety, w której pływały migdały , orzechy i rodzynki.
A gdy choinka była już pięknie ubrana i obsypana anielskim włosem, można było śmiało iść spać, by raniutko wstać, chwilkę się pobawić na śniegu, który jakoś wtedy był przeważnie w święta wszechobecny , a potem  oczekiwać na pierwszą gwiazdkę. która nam pozwalała zasiąść do wspólnego wigilijnego stołu i nakazywała podzielić się opłatkiem (u mnie obowiązkowo przekładanego miodem) i składać sobie serdeczne i szczere życzenia. Wtedy wszystkie niesnaski odchodziły na bok i wszyscy razem radowaliśmy się wspólną rodzinną uroczystością.
Żaden  amerykański indyk nie jest w stanie zastąpić tej naszej pięknej opłatkowej i rybnej  tradycji.
Na stole królowała ryba - karp , w galarecie, po żydowsku, czy smażona, oczywiście lśnił się czerwony barszcz z przepysznymi grzybowymi uszkami, pachniała grzybami przewspaniała kapucha A na deser obowiązkowo był kompot z suszu, wcześniej odpowiednio na balkonie wystudzony, zimniutki, pyszniutki,  pachnący wędzonymi śliwkami i suszonymi jabłkami. mniam, mniam, jak on wspaniale smakował, szczególnie lubiłam się go napić jeszcze po powrocie z Pasterki.
No i oczywiście pod choinką zawsze było multum kolorowych większych lub mniejszych prezentów, ale była frajda, gdy każdy swoje prezenty rozpakowywał i cieszył się niespodzianką. Bo prezenty z moich dziecinnych i nieco późniejszych lat zawsze były olbrzymie, wspaniałe i bogate.

To były piękne, niezapomniane ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA .

Były... teraz pozostają tylko wspomnienia i ten piernikowy domek........
I kolędy, które własnie słucham, pisząc ten blog i wspominając dawne dobre lata.

Miłego przedświątecznego wtorku

poniedziałek, 17 grudnia 2018
w oczekiwaniu na Święta



Jeszcze tylko pozostało nam siedem dni do Wigilii.
Nie długi to czas, pewno teraz bardzo na wszelakich porządkach i zakupach skupiony.
Mam nadzieję, że w dniu Wigilii przynajmniej Rodziny nie zasiądą tak politycznie  rozdzielone, jak teraz są niestety wszyscy podzieleni w kraju.
A mnie jest już wszystko jedno, niech się dzieje co chce, niech rządzi nawet Kaczyński nawet  przez następne 100 lat, bo nie mam już siły na denerwowanie się wszystkimi idiotyzmami, które nas otaczają.
Z jednej strony idiotyczna prawica, z drugiej opozycja, która nie ma ciągle nic do gadania i podskakuje tylko i warczy, szczerząc kły, ale nic z tego warczenia nie wynika.
Partia Kaczyńskiego kiedyś się wypali, to wiadome, pewnie, że im szybciej tym dla nas lepiej. Na nasze szczęście robią tyle błędów, tyle głupich kroków, że coraz więcej ludzi dostrzega ich głupotę tylko....no własnie co tylko potem????
A niech tam, nie będę dzisiaj, przy poniedziałku tym się przejmowała.
Przyznam, że mam dzisiaj  zły humor, tym razem nie z powodów politycznych, ale z powodu pewnej głupiej (według mnie) ustawy, która weszła w życie we wrześniu tego roku.
Otóż okazuje się, że internetowo nie można zamówić nie tylko normalnych papierosów, ale także i tych E - luiguidów, które nie zawierają nikotyny.
To po co mi taki zerowy liguid, to tak jakbym nic nie paliła, tak jakbym lizała czekoladę przez szybę. DURNOTA!!!!!!
I dlaczego ktoś za mnie decyduje czy mam palić papierosy, nawet te E, czy nie?To jest zniewolenie człowieka!!!!!
A co ma powiedzieć na przykład taki nałogowy palacz, który jest zmuszony na pozostanie w domu z powodu choroby, czy na przykład z powodu  złamanej nogi?
Co ma złamana noga do zdrowia?
Ja wiem, wiele osób tu będzie mi tłumaczyć, że tak lepiej  dla mojego zdrowia, ale to, czy chcę palić, czy nie, powinno zależeć  tylko ode mnie samej, nikt nie ma prawa mi narzucać, co mam robić, a czego nie mam robić. Nawet dla tak dobrej pozornie idei jak zdrowie.
Bo teraz będę musiała wyjść na dwór i przejść się po zasmogowanym Krakowie, nawdychać tej smoły z powietrza, aby kupić zwyczajny luiguidi czuć się zdrowszym?? a może własnie jeszcze bardziej narażę swoje płuca wdychając te dymy i pyły??
A co będzie, gdy się nie daj Boże  poślizgnę na oblodzonym chodniku i złamie sobie rękę, czy nogę??????
Jakie kryteria oznaczają wtedy moje zdrowie??????.
No dobra, nie będę się już wywnętrzała tutaj więcej, bo i tak nic to nie da, trzeba jakoś pomyśleć, zebrać  się w sobie i wyruszyć w ten zimowym śnieżny Kraków, aby zdobyć to, co jest mi akurat bardzo potrzebne.
Bo bez papierosa robię się wściekła i tym bardziej go potrzebuję, im bardziej ktoś mi w osiągnięciu tego przeszkadza.
Uważam, że jest to DURNY ZAKAZ, uderzający w moje własne JA.
Niedługo zabronią mi jeść mięsa, czekolady i nie wiadomo czego jeszcze, co też jest dla zdrowia szkodliwe.
BO KOMUŚ SIĘ WYDAJE, ŻE WIE NAJLEPIEJ, CO MI DO SZCZĘŚCIA JEST POTRZEBNE!!

I w tym całkiem bojowym nastroju kończę ten mój dzisiejszy wpis, życząc, by każdy WOLNY CZŁOWIEK mógł robić to, co uważa za słuszne.Dobrego tygodnia

niedziela, 16 grudnia 2018
a dzisiaj mamy niedzielę !!!

Gdy bardzo chcesz o, o. 

 

 

No tak, znakiem wczoraj była sobota i takiej miłej własnie soboty powinnam Wam była życzyć.
Ale co poradzę, że ja tak bardzo na tych środach się zafiksowałam, że inne dni tygodnia jakoś mi uciekają spod palców? Hi, Hi, Hi.
Nawet Uleczka, która lubi środy zauważyła  moją wczorajszą pomyłkę.Tak Uleczku, pewnie, że miało być napisane przyjemnej soboty, do środy niestety jeszcze troszkę muszę poczekać......
Ale już dzisiaj taką malusieńką różyczkę dla Ciebie dołączam, aby te dni oczekiwania miło Tobie, moim Czytelnikom i oczywiście mi szybciej minęły.
Bo jednak róża to najpiękniejszy z kwiatów, nie darmo nosi nazwę Królowa kwiatów.

Chciałam Was się tylko spytać, jakie macie marzenia?
Nie, nie te grudniowe, świąteczne, ale te wszystkie inne?
Bo wczoraj na specjalnej konwencji pan Kaczyński raczył powiedzieć, że on i jego formacja chce stworzyć Polskę marzeń wszystkich Polaków.
Chyba zapomina ten pan, że to są marzenia tylko garstki Polaków, no dobrze, może teraz  nawet około jeszcze ociemniałych  30 procent Polaków, chociaż zaczynam co do tej liczby mieć wątpliwości. 
Jednak zdecydowana część Polaków, w tym oczywiście i  ja  z d e c y d o w a n i e  nie chcą realizować marzeń pana Kaczyńskiego, uznając go za człowieka bez żadnych pomysłów na Polskę, zacofanego i cofająca  Polskę  w rozwoju.
Pan Kaczyński mówi, że tylko my możemy spełniać te marzenia.
Nieprawda, panie Kaczyński. I chociażby nie wiem jak daleko i jak silną rękę pan wyciągał, ( a brzmi to, przyznacie, nieco jako pogróżka), nie spełnią się te marzenia, bo to są tylko marzenia twoje i twojej formacji, która się bezczelnie, bez żadnych skrupułów  bogaci naszym kosztem, w dodatku ohydnie i brutalnie okłamując lud, rodem z lat 50-tych, gdy Gomułka przemawiał całkiem podobnie.
Wtedy ludzie przestali się nabierać na słodkie słówka, chociaż nie mieli siły się jej przez długi czas przeciwstawić, teraz również wiemy, że po prostu kłamiecie, ale tym razem różnica jest w tym, ze pomału zbieramy siłę i wkrótce będziemy mogli zdecydowanie przy urnach wyborczych wam się przeciwstawić.
W jedności siła, mam nadzieję, że opozycja, zwłaszcza po ostatnich wyborach, gdy zawiązana Koalicja przeciwstawiła się w miastach pisowskiej sile, wreszcie to zrozumiała i w odpowiednim momencie razem stanie przeciwko kłamliwej i aroganckiej obecnej władzy.|
A to, co potem się stanie będzie niestety  wielkim mozołem odbudowania fundamentów demokracji w Polsce.
I oby się to udało.
Niech słowo KONSTYTUCJA, z którym tak walczy dzisiejszy rząd będzie mieć przywrócona wartość jej należną.
Bo jak można wierzyć partii, która jeszcze niedawno wyprowadzała z debat unijne flagi, która określała te flagi jako szmaty, która mówiła, że Unia jest rodzajem zaborów Polski, której trzeba się poddawać, a potrzebna nam jest tylko do budowania ulic teraz głośno mówi, że Unia jest bijącym sercem Polski.
To przecież zakrawa na jawne robienie  z Polaków durni, idiotów, którzy znów maja się nabierać tylko po to, by na was zagłosować, a potem, gdy już dojdziecie do władzy, znów będziecie robić wszystko, żeby Polskę z tej Unii wyprowadzić.
Raz Polacy dali się nabrać, teraz zdecydowanie powiedzą Pisowi VETO.
Przebierania wilka Kaczyńskiego  w owczą skórę w tej chwili już nie zadziała.
Wilk zawsze pokaże w końcu kły i pazury.

NO TO JAKIE SĄ W KOŃCU  TWOJE, MOJE, NASZE MARZENIA??????

Ale mam świetną wiadomość dla Was, można by powiedzieć, że niedzielny, przedświąteczny prezent.
Dzisiaj przeczytałam, że Krystyna Pawłowicz postanowiła wycofać się z polityki.
I tak się zastanawiam, czy to Wodzu ją w cztery litery kopnął, by dłużej już Pisowi nie bruździła, czy to Ojczulek Grzybek jakieś fantastyczne stanowisko i związane z tym korzyści przyobiecał?
Przyznam, trochę dziwna ta wiadomość, ale.....


Wszystko się może zdarzyć 
Gdy głowa pełna marzeń 
Gdy tylko czegoś pragniesz,
gdy bardzo chcesz o, o ......... 

No to ja jeszcze marze, by Pis poszedł do Lamusa, wolno mi, prawda???

A za oknem piękna, regularna zima.I w dodatku jeszcze słonko świeci.
Żyć nie umierać, nareszcie nie ma tej szarości.Aczkolwiek i tak dosyć szybko zrobi się i dzisiaj ciemno za oknem.

Na dłuższy dzionek jeszcze poczekamy. Dopiero nas Nowy Rok przybędzie dnia na barani skok.

Życzę bardzo przyjemnej niedzieli wszystkim, tak, tak, tym razem nie  pomyliłam dni, miłej niedzieli :-)

sobota, 15 grudnia 2018
Entree

 

 

Okropne korki były wczoraj w Krakowie.Najpierw Magda nie dojechała do mnie na czas, później już taksówką ( a dokładnie Taxify) błądziliśmy po okropnie zapchanym Krakowie, tak więc na wczorajszą uroczystość przyjechałyśmy ogromnie spóźnieni.
Oczywiście samo przywitanie szanownych gości przez Dyrekcję nastąpiło chwilę wcześniej, a w momencie, gdy  chwilę potem pojawiłam się w drzwiach naszej sali przywitał mnie ogromny, entuzjastyczny wprost aplauz, 
Byłam zdumiona, czym na takie huczne entree sobie zasłużyłam, ale okazało się, że akurat dopiero co   został odczytany mój wiersz, który na tę okazję napisałam, z wiadomością, że autorka jeszcze się nie pokazała, wiec gdy weszłam, wszyscy zrozumieli, że to jest  właśnie mój własny wytwór i stąd ten aplauz. No a potem wiele osób podchodziło do mnie i upewniało się, czy to ja rzeczywiście jestem autorką tych wierszykowanych  życzeń i  mi gratulowali polotu.
Miłe to było, nie powiem, Może nawet zresztą dobrze się stało, że nie byłam obecna podczas czytania tego wiersza, pewnie bym się i denerwowała i wstydziła, przyszłam post factum i od razu zrobiło mi się tak przyjemnie.
Cała gwiazdkowa impreza była winnym lokalu niż dotychczas. Był on złożony z trzech bardzo wypełnionych sal, a na końcu tego budynku była nasza sala, w której zmieściło się około 80 osób, więc był raczej wielki ścisk i do tego niesamowity gwar, trudno było zrozumieć najbliższego sąsiada, a co dopiero porozmawiać z innymi gośćmi.
W dodatku, gdy chciałam wyjść na mojego elektrona (teraz nawet tego nie można palić w lokalu) musiałam przebijać się  w holu przez tłumy ludzi, oczekujących na swój stolik.
Jednego nie rozumiem, tyle w pobliżu jest fajnych restauracyjek, czemu akurat większość  prywatnych ludzi, w tym i cudzoziemców, upatrzyło sobie akurat restauracje Kompanię Kuflową?
Ale nie narzekam, siedziałam w bardzo miłym towarzystwie z jednej strony miałam Madzię, a z drugiej bardzo miłego pana z Warszawy, z którym świetnie mi się rozmawiało i popijało wspaniałą śliwowicę, robioną przez męża Basi - Pawła.   Ostra byłam, nie powiem, miała 50 procent, ale co prawda na początku lekko się wzbraniałam, jednak, gdy posmakowałam tej pysznej wódeczki, zmieniłam zdanie i chyba ze 4 kieliszki jej wypiłam.
Sporo jak na mnie, zwłaszcza, ze ostatnio jestem osoba nie pijącą, ale wierzcie mi, Paweł robi wspaniałą śliwowicę.
Menu było urozmaicone, ale mnie szczególnie zafrapował śledzik w śmietanie, który też raczej rzadko, zważywszy na moje żołądkowe kłopoty, jem, ale wczoraj bardzo mi zasmakował, podobnie zresztą jak smażony karpik który nie miał w sobie w ogóle ości.
Jak już mówiłam, panował spory harmider, bo w tak sumie niezbyt wielkiej sali zmieściło się sporo ludzi i gdy każdy zaczął rozmowę, a po to w sumie tam się spotkaliśmy, aby raz do roku nie czuć się medykami, a zwyczajnymi ludźmi, było bardzo głośno. W dodatku na początku jeszcze przygrywała nam do towarzystwa bardzo kulturalna skądinąd orkiestra,ale na szczęście pograli tylko chwilę i  poszli ukulturalniać inne sale.
Impreza trwała w najlepsze, gdy już z Magda zaczęłyśmy się około 22 do domu zbierać, ale byłam trochę tym harmiderem zmęczona.
Na szczęście w drodze powrotnej taxify jechało już w nie takim samym korku, jak poprzednio, wiec dosyć szybko byłyśmy w domu.
No i nie obeszło się bez małego kłopotu, po prostu zostawiliśmy w samochodzie aparat fotograficzny, który ze sobą wzięłam na te  imprezę i trzeba było szukać na nowo tego  auta, który nas wiózł  do domu i odebrać od pana kierowcy mój  aparat.
A tak w ogóle to  taszczenie tego aparatu na imprezę było wielkim nieporozumieniem, bo okazało się, że jest on zepsuty i nie chcę się w ogóle włączyć.
Mój błąd, że nie sprawdziłam tego wcześniej, w domu, tytko go woziłam tam i z powrotem i jeszcze musiałam myśleć, żeby go nie zgubić.
Po prostu Wydawało mi się, że jeżeli jak zwykle naładowałam baterie  to aparat będzie działał.
No cóż, nie zadziałał, a ja teraz muszę szukać dobrego punktu naprawy aparat ow fotograficznych, bo co prawda teraz na ogół robię zdjęcia aparatem z telefonu, ale szkoda, żeby ten naprawdę dobry sprzęt jaki jest mój Pentax  (za który zapłaciłam kiedyś mnóstwo pieniędzy)  wsadzić do lamusa i potraktować jako obiekt muzealny.
No i tak całkiem przyjemnie  minął mi wczorajszy dzionek, a rano obudziłam się..... nie, wcale nie z kacem, bo znów tak wiele wcale wczoraj nie piłam tego alkoholu, ale i tak mój humor siadł, gdy zobaczyłam za oknem znów tę szarość, mój Boże, jak ja tęsknię za słoneczkiem, ale na niego jeszcze  troszkę niestety musiała poczekać, pewnie aż do wiosny.
A teraz zbieram się na zakupy, wiec kończę dzisiejszą moja pisaninę, życząc wszystkim przyjemnej soboty

.

piątek, 14 grudnia 2018
a dzisiaj nic ciekawego się nie dzieje

 

 

Tak sobie czekałam i czekałam, czy wena na mnie dzisiaj spadnie, ale nic takiego się nie stało.
Może to dlatego, że pochmurnie jest za oknem i cały dzień świecić światło trzeba?
Właściwie to dzisiaj powinnam mieć dobry humorek, bo dzisiaj mamy to nasze wigilijno - firmowe spotkanie.
Trochę wiec muszę się do niego przygotować, chociaż, zasadniczo wcale dobrego, imprezowego  humorku  na ten dzień nie posiadam.
Po prostu dzisiaj jestem na NIE  czasami tak bywa
I na tym na dzisiejszy dzień  pozostanę.
Ale na firmowe spotkane oczywiście pójdą, nie może mnie tam przecież zabraknąć.

czwartek, 13 grudnia 2018
jak kartka ze starego kalendarza






pamiętnego 13 grudnia......   

Stare kalendarze mają to do siebie, że chociaż już nie są aktualne, ich czas już minął, a jednak potrafią przypominać o niektórych tak ważnych dla nas datach.
Takim dniem był pamiętny 13 grudnia.
Była zima, wokoło biały śnieg, lekko zmrożony  pokrywał ulice, parki, drzewa. Ta niedziela była szczególna.
Nie, nie spałam, jak niektórzy do południa, rano umówiłam się z moim kolega Lechem na psi  spacerek.
Miałam wtedy śliczna bokserkę Tinę, Lech miał  charta borzoja - Ałtaja. Oba psy bardzo się lubiły, my z Lechem chyba też :-), więc prawie codziennie spotykaliśmy się w Parku Jordana, gdzie pieskom wolno jeszcze było wtedy sobie wolno pohasać po trawniczkach. Nikt nie wymagał, by psy chodziły na smyczy, a tym bardziej w kagańcu, czego psy panicznie nie cierpią.Tak więc pieski sobie biegały, my chodziliśmy po alejkach, skąpanych wtedy, nawet mimo mrozu, w lekkim słonku i rozmawialiśmy o naszych psich problemach.
I wtedy do nas dotarła wiadomość: generał Jaruzelski wprowadził stan wojenny.Nie znałam tego pojęcia, ale poczułam trwogę.
Czym prędzej zakończyliśmy spacer i szybciutko poszłam do domu, aby się zapoznać z tym tematem.
Ale normalnego, codziennego  programu w telewizji wtedy nie puszczali, co jakiś czas pokazywali się tylko telewizyjni,  ubrani w wojskowe mundury, prezenterzy, którzy informowali nas o wprowadzanym stanie wojennym, no i wielokrotnie pokazywali tego smutnego generał, który starał się udowodnić nam, że wprowadzenie stanu wojennego w Polsce było konieczne, albowiem nasz kraj stanął na krawędzi niebezpieczeństwa i trzeba było jakoś temu nieszczęściu zapobiec.
Nie bardzo te jego argumenty trafiały do naszej świadomości, byliśmy z jednej strony przerażeni, a z drugiej wściekli, że ktoś przemocą stara się narzucać nam swoje,  obwarowane wojennymi przepisami warunki i uświadamia nam, czym nieprzestrzeganie ich może nam grozić.
Pewnie i oto wtedy głównie chodziło, aby narzucić nam strach, który mógł paraliżować ewentualną niesubordynację.
Bo zasadą utrzymywania przewagi jest używanie strachu, co tamtejszemu rządowi, mającemu w zapleczu wojsko świetnie się udawało.
Obwarowali tę przemoc wobec społeczeństwa ostrymi obwieszczaniami, zapowiadającymi karami, dla zwiększenia jeszcze paniki wyprowadzonymi na ulice czołgami i wodnymi armatkami.
I przez jakiś czas udało im się nawet ten terror polityczny w Polsce utrzymać, tym bardziej, że czołowi wtedy opozycyjni działacze zostali  internowani i osadzeni w aresztach. Ale duch wolności wciąż w Polakach żył.
Argument, że wprowadzenie stanu wojennego miałoby zapobiec ewentualnej interwencji wojsk radzieckich w Polsce nie był do końca przekonywujący.
Przecież i tak byliśmy wtedy pod radziecka okupacją, a nasz rząd był ściśle podległy rozkazom Kremla. 
Dlatego Polacy podjęli działania oporowe, które pokazywały tamtemu rządowi, a dokładnie powstałej wtedy WRONIE, czyli Wojskowej Radzie Ocalenia Narodowego, że nie zgadzamy się prowadzić takiej polityki całkowitego zniewolenia i nie pozwolimy się, jak potulne baranki prowadzić na rzeź.
Dzięki determinacji sporej części Polaków, z czasem udało się łagodzić surowe, wojskowe  przepisy, a z czasem stan wojenny został w Polsce zniesiony i od tego własnie momentu rozpoczęła się  już całkiem inna historia naszego kraju. Pewnie, że w sukurs przyszła nam później rosyjska  pieriestrojka, ale już wtedy wiedzieliśmy, jakiej Polski chcemy.
Już raz wcześniej, dzięki Piłsudskiemu  udało nam się tę niepodległość w Polsce odzyskać , teraz historia miała się powtórzyć, zaczęliśmy budować zręby naszej własnej, polskiej demokracji.
Nie były to wcale łatwe czasy, trzeba było wiele rzeczy się nauczyć, wiele zmian przeprowadzić, co nie zawsze było zgodne z polskimi dotychczasowymi poglądami. Ale udało się i dzięki pierwszym demokratycznym wyborom dostaliśmy we władanie swój własny dom, wolną Ojczyznę, która mogliśmy teraz modelować na zachodni wzór.
I nawet zaczęło nam się i to doskonale  udawać, z czasem staliśmy się wzorem dla innych rodzących się dopiero w postradzieckich demokracjach, w państwach, które powstały wolno i wyzwalały się z radzieckiego konglomeratu. 
Przemiana z systemu komunistycznego na demokratyczny nie zawsze niosła jednak same pozytywne cechy.
Wiele osób, wykorzystując wtedy swoje układy, usiłowało się bogacić kosztem innych.
Może sam fakt bogacenia nie był w założeniu taki straszny, bo w sumie w krajach demokratycznych charakterystyczna jest różnica w statusie niektórych sfer, ale niestety u nas niektóre te procesy przechodziły bardzo drapieżnie,  wypełnione były  świadomą niesprawiedliwościową, szczególnie skierowaną do osób słabszych, nie dających sobie rady z przemianami.
I w ten sposób powstawała w Polsce specyficzna nomenklatura, oparta na pieniądzach i układach, a stan taki niestety trwa do dzisiaj.
Najpierw były  legalnie lub nie legalnie zdobywane pieniądze, aby te  władzę uzyskać, a potem władza przynosiła i przynosi pomnażanie fortuny, a to niestety nie ma nic z demokracją wspólnego, szczególnie, gdy ktoś bogaci się na sprzeniewierzaniu pieniędzy innych ludzi.
Co prawda Kaczyński starając się o zdobycie głosów głośno powtarzał:  do władzy nie idzie się po pieniądze, niestety w sumie okazało się, że był to jeden główny jego i jego formacji cel, teraz tylko te pieniądze,  oczywiście tylko we własnym interesie, wciąż pomnażają.

I znów dzisiaj mamy 13 grudnia.
Oby nie był on podobny do tego sprzed   37 lat, chociaż nadal trwa niepokój, przemoc, nadal ludzie nie zgadzają się na zniewolenie, tym bardziej przykre, że skierowane przez grupę  aroganckich Polaków przeciwko innym, normalnym Polakom.
ZGROZA!!!

Trzeba wszystko w Polsce  zrobić,  ani ten sprzed 37 laty, ani ten obecny 13 grudzień już nigdy się w naszej historii nie powtórzył.
I może w niektórych wzbudzanych ulicznych niepokojach pokazuje się policyjna formacja, ale ważne jest, aby nie powracać jednak do tamtego 13 grudnia, gdy padały strzały, gdy ginęli ludzie, gdzie lała się krew,
Jesteśmy krajem demokratycznym i tylko przy urnie wyborczej możemy zadecydować, w jakim kraju żyć chcemy.
I oby tak własnie się stało!!!!

13 grudnia jest dniem imienin Świętej Łucji.
To od dzisiejszego dnia , zgodnie z ludowymi prognozami, odliczamy pozostałe 12 dni do Wigilii, które mają pogodowo określać każdy miesiąc przyszytego roku.
Zatem dzisiaj mamy pogodę na styczeń: chłód, ponurość, brak opadów (na szczęście).
Zawsze obiecuję sobie, że przez te 14 dni będę zapisywała pogodę, aby potem móc porównać ją z ta faktyczną, która w danym miesiącu panuje.
Ale...no własnie, teraz mamy tak dziwne zawirowania pogodowe, związane z atmosferycznymi aberracjami klimatycznego  ocieplenia , że nie wiadomo, czy te wszystkie przepowiednie  Świętej Łucji rzeczywiście się spełniają.
Zresztą i tak jakoś już po kilku dniach o tych pogodowych zapiskach jakoś zapominam.

Mimo tej ponurej pogody i mimo tej ponurej dzisiejszej dacie i związanych z tym niezbyt miłymi wspomnieniami życzę Wszystkim  przyjemnego czwartku

środa, 12 grudnia 2018
w każdą środę nawet w grudniu jest wiosna





I
 pomimo, że śnieg za oknem pada, witam Cię serdecznie i wiosennie Uleczku wierząc, że i w Twojej duszy podobnie jak i w mojej wciąż wiosna trwa.
Przed nami  nie tylko wspaniała środa, ale i czas  oczekiwania na Rodzinne Święta i chociaż akurat zimową pora one wypadają, ale są niezwykle ciepłe i radosne.
Na pewno spędzisz je razem z Magdą i Jej Rodzinką, a i Olcia będzie miała powody do radości z fajnych spacerków, bo na pewno, jak Cię znam,  nie zasiądziesz za stołem, tylko będziesz sporo spacerować.
No, ale do Świąt jeszcze troszkę czasu mamy, jeszcze przed nimi się z Tobą tu spotkam i zdążże Ci świąteczne życzenia złożyć.
Póki co, życzę Ci przyjemnych zimowych spacerków (oczywiście z kijkami) i miłych przedświątecznych koleżeńskich spotkań.
Jednym słowem: Pozdrowienia i całuski z Krakowa do Poznania przesyłam :-)

A ja dzisiaj idę na piękność się zrobić, chociaż  przyznam, że ten prószący śnieżek wyraźnie psuje mi  humor.
Ale nic to, założę kaptur na ogoloną głowę i jakoś może do piątku moja fryzurka przetrwa????

Nie, ja zdecydowanie śniegu nie lubię i jeżeli nie muszę z domu tak jak dzisiaj wychodzić z całą przyjemnością oddaje się domowemu lenistwu.
Chociaż wczoraj miałam nawet dosyć "pracowity" dzień, albowiem ułożyłam krótki wierszyk na powitanie naszych piątkowych firmowych  gości, tylko nie jestem pewna, czy dostanie on przez Dyrekcję na tyle uznanie, że zostanie w piątek wygłoszony.
No cóż, jeżeli nawet nie będzie on ujawniony, pozostanie w moim komputerze jako wiersz  Firmowa Wigilia ANNO DOMINI 2018.

To jeszcze na koniec mojego krótkiego dzisiejszego wpisu dodam wspaniałą  (chyba) dla wszystkich wiadomość:
Prąd co prawda zdrożeje, ale nikt z nas tej podwyżki nie odczuje, natychmiast będzie ona zrekompensowana.To w takim bądź razie może ktoś mi wytłumaczy, po co właściwie  jest ta podwyżka?????.
Co prawda pan minister Tchórzewski tłumaczył, że to będzie stan na rok 2019 (wiadomo, rok wyborczy), potem przyjdą nowe pomysły na nowe rekompensaty i....No właśnie i co dalej?
Miejmy nadzieję, że te dalsze decyzje nie będą już należały do dzisiejszej rządzącej ekipy, co nie oznacza wcale, że będzie lepiej
Taki już nas ten kiepski los.

A jeszcze jedno : Wczoraj w Onecie oglądałam fantastyczna rozprawę sądową, przeprowadzaną w zupełnie realistycznych warunkach, specjalnie dla biorących w tej rozprawie dzieci, aby pokazać im, jak działa i do czego służy prawo na podstawie żarłocznego Wilka i  pokrzywdzonego Kapturka i jego Babci.  W wyniku tej symulacyjnej rozprawy  Wilk został osądzony i ukarany przez jak najbardziej profesjonalnych sędziów i prokuratorów, była to wspaniała lekcja dla biorących w tej rozprawie dzieci, które również miały okazję wypowiedzieć swoje opinie i zapoznać się, czym jest Konstytucja(???), czym jest prawo.
Jeżeli ktoś jest zainteresowany tą rozprawą chętnie podaję link:



https://www.facebook.com/sedziowie/videos/1901751903285948/?fref=mentions&__xts__[0]=68.ARDK2vm6CQAigsWddRUeFpIhtkM-HACeJ4Y6wbMlgqlFmK-ydNza17buJ1Dt7J3QEuB5oZCxDLQb1hn4XvnepTJ8eGAuEf7vA5vqi2Ob7c1dAJC8ShJvgnB7P31sYl9Iky0J_DJrXzY3b3nweMKBOpUYQeSqnilVtc-mw6oTITPbe5Sa1NGX7eI7uMg&__tn__=KH-R

 

 


Mam nadzieję, że i dzisiaj będzie on jeszcze możliwy do oglądnięcia

No to życzę przyjemnej, chociaż nieco burej środy, ale gdy człowiek ma chociaż troszkę wyobraźni i oczywiście dobrej woli , może sobie wyobrazić, że będzie to dzień szczęśliwy, pełen samych radosnych niespodzianek

wtorek, 11 grudnia 2018
zamiast zdjęcia - filmik

 Jestem bardzo ciekawa, czy on sie Wam otworzy, jest zabawny
Zatytułowałam  go : "Wynoś się stąd wstrętny kocie, to moje łóżeczko"  :-) :-) :-)  


https://www.facebook.com/animaltalesbywaggle/videos/234143740667623/?t=0

 

 

Czasami trzeba coś zmienić, więc i ja postawiłam dzisiaj na pewna innowację.
Ale co z tego wyniknie, nie mam pojęcia. Sami oceńcie.

W każdym razie wczoraj sensacja, padał wieczorem śnieg.Takie olbrzymie z nieba płaty spadały, że myślałam, że już całkiem biało się zrobi, a tu.....ZONK.
Popatrzyłam godzinę później przez okno, a tu ani śladu już po śniegu nie zostało, tylko pozostały mokre chodniki i mokre dachy samochodów, które jeszcze niedawno były pokryte białą pierzynką. Ale temperatura nie była niestety ujemna, stąd ten śnieg się nie utrzymał zbyt długo.
Tak wiec wczoraj mieliśmy dziwny dzień, prawie wszystkie pory roku (no oczywiście prócz lata), rano deszczowa i chłodnym wiatrem wiejąca jesień, potem na chwilkę się rozjaśniło i słonko zajaśniało na niebie, późnym popołudnie nastąpiła znów zima, bo śniegiem sypnęło, aby znów deszczem dzień się zakończył.
Na całe szczęście zdążyłam wczoraj załatwić wszystko to, co planowałam, czyli  byłam w Słodkiej Manufakturze, gdzie zamówiłam sernik, orzechowiec i makownik na święta, a potem odwiedziłam plac  i na szczęście okazało się, że mogłam na jednym ze stoisk kupić tę pszenicę do kutii. Tak więc spokojnie, najważniejszą  cześć tej potrawy mam już w domu, resztę zamówię w Tesco, żeby za dużo nie trzeba było dźwigać.
Tak więc już jestem prawie że do świąt przygotowana.
Oczywiście postanowiłam jednak upiec tort w domu, bo żadnego specjału w tej Manufakturze nie wynalazłam, na szczęście Olka już wyraziła chęć pomocy w  tortowych wypiekach.
Niedawno czytałam artykuł o rozbiórce mojego szpitala, więc ponieważ plac, na którym robiłam zakupy był w pobliżu, poszłam przy okazji odwiedzić swoje dawne kąty i........ nic literalnie się tam nie dzieje ciekawego,  budynek po szpitalu jak stał, tak nadal nienaruszony stoi, no chyba, że zaczęli go burzyć od wewnątrz???? Oczywiście do środka nie zagadałam, pewnie i by mnie tam nie wpuścili, a po drugie, pewnie jednak byłoby mi przykro wejść tam, gdzie może jeszcze tylko jakieś zbłądzono duchy dawnych pacjentów  się plątają, a żywego człeka już nie uświadczysz.
Po tej zakupowo - wspominkowej wędrówce wsiadłam już do autobusu, gdyż zmarzły mi już uszy,  bo oczywiście ubrałam się ciepło: zimowe boty, ciepły sweter , zimową kurtkę, ba, nawet rękawiczki miałam przy sobie, zapomniałam jednak o czapce .
Dzisiejszy  poranek też śniegiem lekko postraszył, ale był to raczej deszcz ze śniegiem, a nie sam śnieg, wiec wszystko szybciutko stopniało, znów pozostały tylko mokre chodniki.  Na szczęście pogoda jest plusowa, wiec nie ma ślizgawicy.

A ja tu tak gadu, gadu o niczym, a tyle ciekawych rzeczy się znów w Polsce dzieje.
Afera z księdzem Jankowskim nabiera rozmachu, teraz już na wokandę wszedł wniosek  nie tylko o usunięcie jego pomnika z centrum Gdańska, ale także o pozbawienie go tytułu honorowego Obywatelstwa miasta Gdańska.
Jego pomnik został już kilkakrotnie sprofanowany , a to przez oblanie go czerwoną farną, a to przez obrzucenie go jajkami i teraz padł pomysł, aby ten pomnik po prostu przenieść z centrum miasta na teren któregoś gdańskiego kościoła, czyli de facto kościół nadal chroni pamięć tego, który niby z jednej strony  był osobą oddaną Solidarności, ale z drugiej strony okazał się człowiekiem nikczemnym, moralnie upadłym , na pewni nie będący wzorcem dla katolickiego kościoła. 
Pewnie, że sprawa nie jest łatwa do przeprowadzenia, bo ksiądz Jankowski jako osoba zmarła nie może sam się bronić przed zarzutami, które wobec niego padają, ale z drugiej strony jest tak wiele faktów, które o jego niecnych czynach świadczą, tak że wniosek powinien nasunąć się sam.
Zresztą sam Papież Franciszek bardzo ostro potępia szerzącą się w kościołach  pedofilią i wyrzuca z Kościoła osoby, które tym czynom się poddały bez najmniejszego cienia wątpliwości w olbrzymią szkodliwość i co tu mówić podłość tych osób, które wykorzystują swoje stanowiska i co tu kryć ogólne zaufanie, szczególnie do kościelnych dygnitarzy, którzy mają być wzorcem, a okazują się  bestiami w ludzkich skórach.
Co prawda rodzina księdza Jankowskiego ma podobno wystąpić na drogę sądową przeciwko dziennikarzom z Gazety Wyborczej, którzy ujawnili fakt znamion pedofilii  u tego księdza, twierdząc, że podają oni nieprawdziwe fakty, ale nie sadzę, że jednak do takiego procesu mogłoby jednak  dojść, zbyt boleśnie mogłoby się to na opinii całej rodziny odbić.  Zresztą wiadomo, że żaden pedofil nie przyzna się dobrowolnie do swoich czynów, tym bardziej nie zrobi tego an rodzina, ani kościół, który niestety nadal próbuje cała tę sprawę zatuszować, czym wyrządza sobie tym bardziej wielką szkodę.
Sprawa jest rozwojowa i sądzę, że tylko drastyczne i zdecydowane odcięcie się od tej mrocznej sprawy i zdecydowane jej potępienie mogłoby jeszcze w jakiś sposób pomóc kościołowi w utrzymaniu swojego autorytetu, który jest i   tak bardzo już nadszarpnięty.
Z jednej strony sprawa pedofilii w kościele bulwersuje opinie publiczną, z drugiej nadmierne bogacenie się kosztem ludzi, którzy jednak wciąż wierzą w wielkość kościelnych prominentów, świetnie ustawionych w naszych życiowych realiach.
Negatywnym wzorcem  tu może być chociażby arcybiskup  Głódź, którego codzienne życie bardzo daleko odbiega od katolickiego wzorca człowieka służącego Bogu w ubóstwie i w umartwianiu się, do czego został powołany wstępując w stan duchowny.
Niestety, patrząc na przepych życia niektórych biskupów człowiek zastanawia się , czy Kościół, który na skale postawił Pan Jezus wciąż jest tym samym kościołem, wyznającym nadane im przez Boga obowiązki.
Nie wspomnę tu już o następnym "katolickim" bogaczu, Ojcu Rydzyku, którego działalność nie tylko stoi w sprzeczności z Boskimi ale i z naszymi ludzkimi prawami, a którego bezczelność i cynizm, którym się na odzień posługuje, pobija już chyba wszystkie przyjęte  normy.
A teraz jeszcze jego cwaniactwo może doprowadzić go, co nie daj nam Panie Boże, wyżej, do osiągnięcia celu najwyższego, czyli do  pełni władzy, o która teraz walczy z Jarosławem.
Ale czy na pewno walczy? a może to jest tylko gierka na prawicy, aby nadal władzę utrzymać?
Bo przecież wiadomo, że gdy Kaczyński władzę straci, żaden następny rząd nie będzie już takim wielomilionowym  darczyńcą dla tego klechy, a wtedy jego królestwo w niwecz może się obrócić.
Zresztą i Pis nie może narzekać na finansową niedolę.  Dzisiaj  ze zdumieniem przeczytałam . ile kosztowała taka konwencja Pisu w Jachrance, najbardziej wypasionym ośrodku wypoczynkowym  pod Warszawą, gdzie za nasze podatki partia Pis urządza sobie swoje wyjazdowe i odlotowe spotkania.
A pomyśleć, że to oni kiedyś zazdrościli  i krytykowali PO  o zajadanie się ośmiorniczkami, które w porównaniu z ich wypadami były  po prostu tylko śmieszną namiastką  bogactwa i rozpusty.
A kto, jak nie Pis,  krytykował PO twierdząc, że władze powinna cechować pokora i praca  - niestety to były tylko słowa, wyborcza kiełbasa, gdy Pis do żłoba się dorwał, czerpie ile się da bez żadnych skrupułów i bez umiaru.
Czy to się zmieni?????
Ano zobaczymy za rok, tylko czy następna władza nie będzie też łasa na podobne pokusy?

Kończę już te dzisiejsze moje rozważania, bo południe niedługo już  do nas dotrze.
Zresztą mam jeszcze jedno wielkie zadanie przed sobą, któremu będę musiała podołać, a na to potrzebuję tez trochę czasu i trochę weny.
Będzie to........ a może kiedy indziej o tym napiszę......

Życzę przyjemnej drugiej części wtorku

poniedziałek, 10 grudnia 2018
ciągle pada.....

 

 

Miał być śnieg,  tym czasem za oknem deszcz całkiem niemiły sobie z nieba kapie i ludzi burością niby poranek denerwuje.
Pogoda nas zaskakuje, zimą jesień, tylko lato i wiosna były w miarę normalne.  No nie można powiedzieć, jesień też była niezła, więc dzisiaj sobie pogoda może po kaprysi troszkę.
Nimesil już skoro świt zażyty, bo kostki tego już się od samego mojego powstania z łóżka domagały.Rano już załatwiłam sobie wizytę na środę u pani Krysi i u pani Eli ( przypominam, na piątek muszę być super elegancka na tym spotkaniu wigilijnym naszej firmy), a jeszcze dzisiaj przede mną wizyta w Cukierni, która ma wdzięczną nazwę ; "Słodka Manufaktura", gdzie zamówię świąteczne wypieki.
No i własnie z tym  mam taki dylemat, co zrobić z moim imieninowym tortem, czy mam sama upiec ten już mój  tradycyjny koksowy tort imieninowy, czy tym razem skusić się i zamówić jakiś pyszny torcik w Manufakturze?
Mam wiec problem do przemyślenia, ale...Po pierwsze decyzję podejmę po dzisiejszej wizycie w owej cukierni, a po drugie, muszę się spytać Olci, czy jak zwykle pomogłaby mi przy własnym wypieku.
Niech dziewczyna się uczy, gdy kiedyś mnie już zabraknie, będzie mogła taki tort upiec już bez dyktanda i będzie swoim dzieciom, albo nawet i wnukom mogła powiedzieć: taki tort zawsze  piekła moja Babcia Ania i moja Ciocia Ewa.
Tak, bo nasz tort kokosowy jest już tradycją objęty, można by powiedzieć, że nawet mogłabym się starać i licencję w Uni Europejskiej pod nazwą tradycyjny kokosowy tort rodziny Wyrobków. :-) ;-) :-) 
A co, skoro taką unijną  licencję  ma  góralski oscypek, czy krakowski obwarzanek, dlaczego nie miałby mieć go i mój tort?
Żarty na bok, ale jednak  co tu dużo mówić, co domowy wypiek, do jednak inny (lepszy?) smak. Przynajmniej wiem, co do środka dodaję.
No i Rodzinka tez bardzo lubi mój kokosowy torcik. I co najważniejsze, wcale nie jest on trudny do wykonania.
Tym razem nie podam już dokładnego przepisu, bo robiłam to już wielokrotnie przed moimi imieninami, ale tylko nadmienię, że zrobiony jest on tylko z  bitej piany z cukrem i wymieszanym i wiórkami kokosowymi, oczywiście każdy blat, pieczony osobno (a są 3 blaty) ma w sobie też i łyżkę mąki i ciut cytryny by piana nie siadła.
No a masa do niego jest robiona według uznania, oczywiście z prawdziwego masła  (żadna tam Kasia, czy inne smarowidło), można robić ją z budyniu (tak kiedyś robiłam), albo dodawać do niej masę kajmakową  i oczywiście kawę, bo ten tort  zdecydowanie najlepszy jest z masą kawową (ja dodaję Nescafe w granulkach). Oczywiście nie można też zapomnieć o odrobince prawdziwego spirytusu do masy, wraz z tą granulowana kawą  dodają jej takiej fajnej ostrości.
Poza tym oczywiście będę tez musiała pomyśleć o kutii, bo wiem, że gospodarz domu, do którego idziemy na Wigilie w tym roku, czyli mąż Agi - Jarek własnie bardzo moja kutie lubi.
Tak wiec po drodze do cukierni będę musiała jeszcze zaglądnąć na plac na ul Lea, gdzie pewnie już powinna pojawić się w którymś stoisku potrzebna do kutii pszenica , wszak do Świąt pozostało tylko nieco ponad  dwa tygodnie. pomału już we wszelakie dobroci i łakocie pewnie się już pokazały i trzeba zacząć się  w nie zaopatrywać. Stopniowo, nie wszystko na raz, ale niczego potem zabraknąć nie może .
No i właśnie, chociaż pogoda za oknem całkiem nie grudniowa, nie można zapominać, że przed nami już niewiele czasu do rozpoczęcia świętowania nam pozostało.
Zresztą zawsze w tygodniu, w którym wypada nasza Firmowa Wigilia  zawsze już tak jakoś   przedświąteczne  się czuję.
A teraz popatrzyłam właśnie za okno i zaczęło się wyraźnie już przejaśniać, deszczyk sobie odszedł, chmury wietrzyk po przeganiał i nawet coś na wzór słonka pokazuje się na niebiesie - znak, że mogę wyruszać na zakupy.
Życzę przyjemnego poniedziałku i całego tygodnia, niech spełniają się nasze przedświąteczne marzenia, na te świąteczne jeszcze troszkę musimy poczekać.

niedziela, 09 grudnia 2018
a dzisiaj imieniny obchodzą Wiesie i Wiesławy

 Wszystkim Solenizantkom i Solenizantom życzę wiele radosnych i szczęśliwych chwil. 

Już południe minęło, a jeszcze mojego blogu nie widać dzisiaj.
A to wszystko dlatego, że za mną fatalna noc.
Co prawda poszłam wczoraj jak zwykle po Szkle Kontaktowym spać i prawie natychmiast, gdy tylko zaczęłam oglądać moją "kołysankę", czyli Rodzinę Zastępczą, zasnęłam, ale potem było już gorzej.
Budziłam się  prawie co godzinę, wstawałam, łaziłam po mieszkaniu, znów się kładłam spać i znużona na następna godzinę zasypiałam,.
Do kitu  z taką nocą, człowiek budzi się niewyspany i wręcz przez to wściekły.
Co prawda było nawet przez chwilkę troszkę słonka w moim pokoju, ale zaraz gdzieś ono  znikło i jedyna światłość w moim mieszkaniu mogła płynąć tylko od małej lampki przy komputerze no i od światła telewizora.
Ale jak to zwykle bywa, nic ciekawego w tej telewizji nie ma do oglądania, więc moje frustracje na ten niedzielny dzionek chyba tylko rosną, a nie maleją.
Więc w związku z tym nie będę się dzisiaj politycznie udzielała, chociaż.... wczoraj Zero powiedziało coś, co nawet największe zero na świecie powiedzieć nie powinno, mianowicie, że były szef KNF Wojciech  Kwaśniak jest sam sobie winny, że go bandyci napadli i pobili bo..... ich sam wcześniej rozzuchwalił.
Co najlepsze, te słowa powtórzył dzisiaj w Kawie na ławie byle Jaki.
Chamstwo i arogancja w Pisie rośnie w miarę ich spadania w dół.Co prawda, ktoś może mi tu zarzucić, że ani Zero, ani byle jaki do Pisu nie należą, ale to jest niestety ta sama chora niby prawicowa formacja, podległa jednemu wodzowi, który już pomału tę władze oddawać będzie.
Mam wrażenie, że takie ostre słowa przez Zero wypowiedziane są jego zapowiedzią o walkę o władzę w tej formacji.A będzie miał się z kim bić o tę władzę, bo w Pisie, tym już rodzimym, jest sporo takich, którzy schedę po Kaczyńskim chcą przejąć.
A pomyśleć, że tak niewiele brakowało, żeby Zero przed Trybunał Stanu kiedyś  postawić, niestety przeszkodziło temu lenistwo i opieszałość  kilku posłów z PO, którym nie chciało się na głosowanie w tym dniu iść. Powinni zostać teraz oni oskarżeni o przyzwolenie na dziką działalność  na szkodę państwa pewnego ministra, gdyby wtedy ta ustawa przeszła, nie mielibyśmy dzisiaj tak bezczelnego Ministra Sprawiedliwości i Naczelnego Prokuratora w jednej osobie .
Inna sprawa, kto wie, jaki byłby ten inny prokurator, pewnie też Naczelnikowi podporządkowany, ale mam nadzieję, że nie był by to jednak byle Jaki, bo na stanowisko ministra sprawiedliwości zdecydowanie jest zbyt głupi. Chociaż Jarosław takich powołuje na wysokie stanowiska, głupich i spolegliwych. Minister według koncepcji Kaczyńskiego nie może być jednak zbyt mądry, bo wtedy nie udałoby się nim rządzić. 
Słuchając ostatniego przemówienia Jarosława Kaczyńskiego zastanawiałam się, kogo on jeszcze chce przekonać o tej wspaniałej, pełnej demokracji idei swojej formacji. Wszystko, co się  aktualnie dzieje, akuratnie dokładnie temu zaprzecza.
Wczoraj w Onecie przeczytałam bardzo obszerny artykuł pana profesora  Dariusza Dutka, oskarżonego przez pana ministra Z i jego rodzinę o umyślne spowodowanie śmierci jego ojca. Kto na zdrowym umyśle może przyjąć za pewnik, że lekarz z premedytacją działa na szkodę pacjenta.
I chociaż liczne rozprawy oddaliły wniosek rodziny Zero, to ten, wykorzystując swoje stanowisko, już po objęciu władzy znów powrócił do sprawy śmierci swojego Ojca , próbując wymusić na świadkach niezgodne z prawdą zeznania i na pociągnięcie do odpowiedzialności pana profesora, któremu niestety nie udało się uratować pacjenta, gdyż w ten proces leczenia włączył się najbardziej zagrażający życiu czynnik - zawał serca.
I teraz po 11 latach pan profesor znów przeżywa gehennę pomówień i groźbę utraty całego swojego życiowego, bardzo bogatego zresztą dorobku naukowego., spowodowaną zwykłą mściwością pewnego Zera.
I podobnie działa zresztą cała  pisowska machina , oparta na wykorzystywaniu stanowisk, kolesiostwu i nadmiernego bogacenia się naszym kosztem.
A co z tego wynika??
Niestety wciąż jest sporo osób ślepo wierzących , mimo, że drożyzna zjada nas coraz bardziej, a zapowiada się na jeszcze większe wydatki, przecież skądś ten rząd korzyści czerpać musi..... 
Ostatnio PSL zaproponowało dobrą zmianę dla emerytów, którzy mieliby nie płacić podatków, przez to ich emerytury mogły by wzrosnąć nawet o kilkaset złotych, niestety to PIS, ta taka "wspaniała" i  rzekomo pro -społeczna partia, zablokowała tę ustawę, od razu wyliczając, jakie szkody poniósłby budżet przy wprowadzeniu takiej ustawy.
A czy budżet nie ponosi szkody, gdy rząd kradnie nasze pieniądze, dając sobie lewe podwyżki, nagrody, gdy za nasze pieniądze rozbijają samochody, jeżdżą na wycieczki krajoznawcze, pod wymyślonym wcześniej pretekstem???
Oj biedny emerycie, teraz nie tylko nie będzie cię stać na lekarstwa, ale nawet na suchą bułkę ci zabraknie.
Przecież Pis sam o sobie mówią "PANY" - więc  dla nich pieniędzy zabraknąć nie może.

ALE DO CZASU........

Miało nie być o polityce, a tak jakoś znów mi wyszło, znów się nakręciłam.
Ale przecież sami wiecie (no z małym może wyjątkiem!!), że tylko prawdę piszę. Brutalną, ale jakże wszystkim nam znaną......

Ale i tak wszystkim życzę przyjemnej przynajmniej tej drugiej części niedzieli.
Do Świąt coraz bliżej.......

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 565