type="application/x-shockwave-flash"> http://mail.google.com/mail/?attid=0.1&
romantycznie i normalnie
RSS
sobota, 21 lipca 2018
Wakacje Pepy




Wczoraj Pepa pojechała z Polą  na zasłużone wakacje do Zawoi.No cóż, pieskowi też należy się.
Ale to wcale nie oznacza, że jeszcze do mnie nie powróci, wcale, a wcale nie oznacza.
Przyznam się, było mi wczoraj bardzo smutno bez niej, tak jakoś pusto, nie miał kto się do mnie przytulić, po nosie polizać , trochę poskakać po mojej głowie i po kolanach   i ........na spacer wyprowadzić.
Trochę dziwnie mi z tym było. Co prawda po 21 nie musiałam już po parku ganiać, ale....... tyle nagle wolnego czasu, z którym nie wiedziałam jak spędzić mam............
Jedno co mnie nieco pocieszyło to to, że podobno Pepa po wyjściu z Polą z mojego domu potraktowała to tylko jako krótki spacerek, a nie powrót do domu. Szybko załatwiła swoje psie potrzeby i zaczęła z powrotem do mojego domu ciągnąć, jakby chciała Poli powiedzieć, nigdzie z tobą nie idę, bo mi jest u Ciotki Ewy bardzo dobrze.  A Pepa jest taka, że jak nie chce gdzieś iść, potrafi się mocno zaprzeć czterema łapami, wiec Pola musiała wziąć ją pod pachę, żeby do auta ją zaprowadzić.
Kochana Pepa!!!!  - ciekawe, czy chociaż troszkę za mną tęskni. Ale fakt, dużo razem dokazywałyśmy, bawiłyśmy, Pepa wymaga jednak bardzo dużo czułości, którą nie wiem, czy na co dzień w swoim domu, gdzie wszyscy zapracowani, otrzymuje?
No ale w końcu to jest ich, a nie mój pies, musi do swojej rodziny powrócić.
No to i ja muszę do "normalności" powrócić, chociaż tak jak już na początku pisałam, Pola chce mi jeszcze na następne kilka dni Pepunię podrzucić.
Tylko nie wiem, czy to dla niej będzie dobre, bo znów się przyzwyczai  (nie mówiąc o mnie) i znów potem będzie jej (i mnie) smutno.
Ale takie jest już życie.

Zresztą ogólnie mówiąc, nie mam ostatnio dobrego humoru. Nie ukrywam, że wczorajsze polityczne rozwiązania dokładnie mnie z psychicznej równowagi wyprowadziły.Czuję się tak, jakby ktoś dał mi w pysk, wyśmiewając się przy tym, że cieszyłam się z jakichś mrzonek, które brałam za pewnik.
A tymczasem jednym ruchem można wszystkie mrzonki rozgromić i....... pozostaje czarna dziura.
Tak, własnie się czuję, jak w czarnej dziurze.
I nic mnie już nie cieszy, bo wiem, że następny dzień może być tylko gorszy.
Wróciliśmy do PRL-u, tylko ten kaczy PRL jest jeszcze gorszy niż poprzedni.
Gdy patrzę na te akcje przeprowadzane przez policję, przypomina mi się stan wojenny i ZOMO.
Co prawda nie ma jeszcze armatek wodnych, ale to kwestia czasu, kto wie, co tej spisiałej policji do łba przyjdzie.
"Chłopaki" biorące udział w tych policyjnych starciach wydają się być bardzo z siebie zadowoleni, niestety.
Ale dobrze, że ludzie ich filmują, kiedyś przyjdzie czas, że te wszystkie "mordy" odpowiedzą za swoje działanie i wtedy nie będzie zmiłuj się.
Zresztą widać, że na ich twarzach nie ma żadnej skruchy, są pewni siebie, butni, kiedyś przestana takimi być!!!!

DLACZEGO LUDZIE LUDZIOM ZGOTOWALI TAKIE PIEKŁO NA ZIEMI??????
Przecież jednym z praw demokracji jest prawo do demonstracji, do wyrażania swojego niezadowolenia z działalności rząd, jeżeli działa on na szkodę państwa.
I rząd nie może takich demonstracji tłamsić, bo robi się tym samym rządem  t o t a l i t a r n y m !!!!

BOŻE, ZLITUJ SIĘ NAD BIEDNA POLSKĄ, POZWÓL JEJ WRÓCIĆ NA DROGĘ DEMOKRACJI!!!!

TO NAPRAWDĘ NIE JEST DOBRA ZMIANA!!!!!!  TO JEST DLA POLSKI KOSZMARNY POWRÓT DO  KOSZMARNEJ PRZESZŁOŚCI!!!!!

No to co, mamy dzisiaj sobotę?

Za oknem słonko, pogoda ma nam podobno sprzyjać.
Dobrze, że przynajmniej pogoda!!!
Na co innego nie ma (na razie) co liczyć.
Słonka na dzisiaj i ........nadziei na lepszą pprzyszłość

piątek, 20 lipca 2018
Źle się dzieje!!!!

 

 

 

Już prawie rozmontowali nam Sąd Najwyższy. Kwestia godzin, gdy okaże się, że poprzedni Sąd Najwyższy wraz z Panią  Iszą prezes nie istnieje. Będą wprowadzane nowe porządki, nowy prezes, nowa konstytucja.
I wszystko to pod dyktando komunistycznego prokuratora Piotrowicza, który dostał wolną ręke od prezesa.

ZAKŁAMANY JARUŚ CHOLERA JASNA WALCZY NIBY Z KOMUCHAMI, RÓWNOCZEŚNIE UŻYWA KOMUNISTĘ  DO WALKI Z POLAKAMI!!!

Kaczyńskiemu wyraźnie komunizm się podoba, nic dziwnego, z niej się wywodzi i w niej wyrastał niczym pączek na maśle.

OBŁUDA !!!!!! OBŁUDA!!!!! OBŁUDA!!!!

Pozwala swoim ludziom łamać polskość, łamać niepodległość, włączając w to swoich posłów, których jedyną  poselską legitymacją jest obraza opozycjonistów, nazywając ich BYDŁEM"

ZNISZCZYLI TRYBUNAŁ KONSTYTUCYJNY, ZNISZCZYLI SĄDY POWSZECHNE, TERAZ ROZMONTOWUJĄ  SĄD NAJWYŻSZY !!!! 

Następnym etapem będzie przerabianie Konstytucji według wygodnych dla nich zasad, które pozwolą im  na  niezniszczalne, długie rządy.
Nie będzie wtedy opozycji, będzie tylko jedna jedyna słuszna partia, podobna do tej kiedyś PZPR, jedynie wiążącej wszystkie prawa ludzi mieszkających w Polsce, bez prawa jakiegokolwiek protestu!!!
Będziemy niczym baranki na rzeź prowadzeni!!!!!!

JESTEŚMY NA DRODZE DO ŁAP PUTINA!!!! Jemu taka sytuacja w Polsce na pewno bardzo się podoba.

ZWĄTPIŁAM!!!!!!  Już mi się nie chce żyć w takiej Polsce.

JUŻ W NIC NIE WIERZĘ!!!!!!!!!!

czwartek, 19 lipca 2018
ulewy opanowały miesiąc lipiec

 

Dziś Sejm zajmie się ustawą, która przyspieszy wprowadzenie do Sądu Najwyższego sędziów wskazanych przez upolitycznioną KRS. Żeby wybrać „swojego” I Prezesa, partia Jarosława Kaczyńskiego będzie musiała sprawić, by w SN zasiedli sędziowie popierający „dobrą zmianę”. I Prezesa wskaże prezydent spośród pięciu kandydatów wybranych przez zgromadzenie sędziów SN. Dziś, by to umożliwić, trzeba poparcia 110 sędziowskich głosów w liczącym 120 miejsc Sądzie Najwyższym. Po zmianach wystarczy 80.

Czy trzeba coś jeszcze do tej informacji dodać?? WSZYSTKO WIADOMO!!!!
Pis opanował Trybunał Konstytucyjny, teraz próbuje przejąć Sejm Najwyższy i to nie tylko po to, aby zapewnić sobie dalsze rządzenie( bo to SN zatwierdza legalność wyborów), ale także po to, że I prezes Sądu Najwyższego jest zarazem Przewodniczącym Trybunału Stanu, a więc Pis zapewnia sobie bezpieczeństwo,  nawet gdyby jakimś cudem nie udało im się przedłużyć swojego "panowania" nikt z obecnej władzy nie stanie przed trybunałem Stanu i nie poniesie żadnej konsekwencji tego, co teraz z Konstytucja  wyrabiają. Czyli z tego wynika, że świetnie zdają sobie sprawę z tego, że lamią Konstytucję, ale zabezpieczają się przed ewentualnymi poniesionymi z tym faktem karami.

Tylko  nie przewidują tego, że po upadku ich władzy może dojść do całkowitej zmiany wprowadzonych przez nich praw, bo nie sadzę, żeby następna, już nie pisia władza zgadzała się na takie bezprawie, jakie obecnie panuje, a wtedy biada tym, którzy zamieszanie i zamęt w Polsce czynią.
       
   " Wciąż płyną ludu gorzkie łzy, Nadejdzie jednak dzień zapłaty, Sędziami będziem wtedy my!" "

Najbardziej wkurza mnie, gdy czytam, lub słyszę wszystkie oskarżenia Pisu w stosunku do poprzedników, niestety tak bardzo charakterystyczne własnie dla pisiej partii.Przez moment oglądałam wczoraj transmisję z Komisji śledczą w sprawie Amber Gold, przed którą stanął opanowany i merytoryczny Wincent Rostowski, który z wielkim spokojem odpowiadał na wszystkie zaczepki Małgorzaty Wasserman, co raz bardziej zdenerwowanej faktem, że niestety nie udaje jej się pokonać przeciwnika, musiała w końcu  zrezygnować z dalszych przesłuchań i scedować tę swoją funkcje na kogoś innego.
Ale jej słowa "przyszłam do polityki po co, żeby odsunąć takie osoby jak pan", zarzucając mu cynizm to już jest dowodem na to, po co ta komisja powstała.
Szczyt szczytów, cynicy, oszuści, złodzieje jakimi są pisowscy partyjniacy  oskarżają o podobne przewinienia innych.
To dopiero jest szczyt bezczelności!!!!!
Ale o tym już przecież my, nie omamieni przez pisowców, normalni Polacy wiemy, prawda?????


Dość o polityce - ja naprawdę albo pójdę siedzieć, albo wykończę się nerwowo przez tę  politykę .Wracam do realnego życia.

Wczoraj był koszmarnie lejący dzień. Nawet psa nie można było na spacer wyprowadzić. Biedna sunia, były tylko trzy malutkie spacerki, z tym, że już ten nocny był rzeczywiście super short, małe siusiu i do domu, bo z nieba leciała istna fontanna. Po powrocie  musiałam ręcznikiem pieska powycierać, bo kapała jej woda z łap i z uszów i sunia była nieszczęśliwa.
Na szczęście chyba już się  wypadało to, co miało wypadać, bo ranek powitał nas co prawda pochmurny, ale przynajmniej bezdeszczowy. Co prawda po trawce nie da się chodzić, bo łatwo można nogi przemoczyć i katar wtedy gotowy, ale najważniejsze, że już nic nie leci z nieba za kołnierz.
Zresztą pobyt Pepy u mnie pomału dobiega końca, własnie dowiedziałam się, że rodzinka pomału już się zjeżdża, więc albo dzisiaj, albo jutro po nią na pewno przyjdą.
Na pewno będzie mi na początku smutno, ale już nie będę musiała się denerwować, że trzeba szybko psa na spacer wyprowadzić.
Coś, za coś.
Nie, jednak zdecydowanie psa też nie chcę mieć, nie mam siły na te kilkukrotne spacerki bez względu na pogodę.
To już nie dla mnie.
Jestem za stara?
Podziwiam te wszystkie babcie, które ledwo nogami powłóczą, a jednak z pieskiem wychodzą na spacerek.
A może po prostu jestem na to zbyt leniwa??????  Coś w tym jest.......

Póki co na razie ani kota ani psa nie przewiduję w mim  życiorysie, może dopiero w następnym moim wcieleniu???

Najgorsze jest to, że te ulewy w Polsce już zaczynają przynosić straty, wiele miejscowości jest już pod wodą, potrzebna była interwencja straży pożarnej, a niestety nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie coś mogło się poprawić w naszej pogodzie.

 Mimo to życzę Wszystkim przyjemnego i spokojnego czwartku.

środa, 18 lipca 2018
jedna róża, dwie róże, trzy róże.....

 

........  to za mało dla mojej Kochanej Uleczki.
Dzisiaj, w kolejną środę wyrosło  dla Ulki w moim blogu całe drzewo róż.
Wszystkie  pięknie rozwinięte różyczki uśmiechają się dzisiaj do Ciebie Ulu, tak, jakbym to ja do Ciebie się uśmiechała.
A razem z uśmiechami posyłam Ci  mnóstwo całusków i serdeczne pozdrowienia z niestety deszczowego od dwóch dni Krakowa.
Mam nadzieję, że podeślesz mi chociaż jeden słoneczny promyk, który przemienię w piękną słoneczną pogodę tak, że  mój ukochany Kraków znów lśnić będzie swoją pięknością.

Dzisiaj dowiedziałam się, że rodzinka już z wojaży powraca, pewnie więc Pepa będzie u mnie najwyżej jeszcze jeden dwa dni.
Z jednej strony to smutne, bo już się przyzwyczaiłam, że jest do kogo gębę otworzyć, chociaż z drugiej strony z telewizorem tez można sobie pogadać,  chociaż on nie wykazuje wcale empatii.  A z drugiej strony będę miała spokój od porannych i wieczornych spacerków, szczególnie porą deszczową, bo to ani mnie, ani Pepie jednak się nie podoba.
No ale jednak pies w domu nauczył mnie pełnej porannej mobilizacji, jakoś szybciej się rano zbieram, przecież około ósmej muszę już być gotowa na poranny spacerek, a wcześniej  tak mitrężyłam niepotrzebnie dzień.....
Wczorajszy dzień był całkiem do niczego, deszczowo, chłodno, na krótkie  spacerki tylko przemykałyśmy z Pepą pomiędzy kroplami deszczu.
Niestety dzisiejszy dzień zapowiada się całkiem podobnie, ani grama słonka, przelotne deszcze o różnym natężeniu, brrr, całkiem nieprzyjemnie.

A co w polityce?
Do niedawna pierwszą, najważniejszą osobą na świecie był prezydent USA, niestety po wyborze na to stanowisko Trumpa okazało się, ze jednak światem rządzi ...... Putin. Tak, niestety, nawet Trump jest przy nim takim malutkim człowieczkiem, który musi tańczyć tak, jak mu Putin zagra.
Niestety, taka jest smutna prawda, zresztą ten fakt zupełnie nie podoba się Amerykanom i nie dziwie się. Każdy dotychczasowy prezydent mówił o wielkości i dumie USA, teraz niestety te słowa się zdewaluowały.
A co to oznacza dla nas? Niestety, nie mam dobrych przeczuć. Co prawda nigdy specjalnie nie byliśmy pod specjalną troską tego wielkiego państwa, ale jednak zawsze mieliśmy przynajmniej poczucie bezpieczeństwa. Teraz jak widać obecny prezydent nie przejąłby się wcale losem Polski, gdyby na przykład Putin zechciał nas zaanektować. Niestety obecni  polscy ministrowie są na tyle nierozważni, że nie widzą zagrażającego nam niebezpieczeństwa, a szkoda.
Niedawno czytałam, że Estonia zaczęła obawiać się, że może  stracić swoja niezależność i w związku z tym zaczęła się zbroić.
A Estonia przecież jest tak blisko Polski.........
Niestety my z jakąś dziwną upartością odsuwamy się od tych, którzy ewentualnie w trudnych sytuacjach mogliby nam pomóc.
Dla Trumpa NATO i Unia nie są wcale priorytetami, on ma swoją własną, niezrozumiałą politykę, która może być niestety zaczątkiem zła dla całego świata.

A Polska? a cóż znaczy takie niewielkie państwo, które nie potrafi dłużej niż 30 lat utrzymać się na powierzchni, po tym czasie samo siebie niszczy, dopuszczając nieodpowiednie osoby do pełnienia kluczowych państwowych stanowisk.
Tak mamy i teraz. Mamy państwo, którym rządzi jedna partia, opanowując po kolei wszystkie kluczowe ośrodki rządzenia.
Nie ma już trójwładzy w Polsce, jest tylko jedna jedyna władza na ulicy Nowogrodzkiej, która według swojego widzi misie ustala swoje własne ustawy, nawet  pod osłoną nocy.
Obecny rząd świadomie podejmuje ustawy, które mimo, że są sprzeczne z obowiązująca Konstytucją zapewniają im pełnię władzy teraz i w najbliższej przyszłości.
Bardzo niepewna jest teraz sprawa I-szej Prezes Sądu Najwyższego, która postanowiła powrócić do pracy, aby zabezpieczyć ewentualne zakusy na praworządność, bowiem według partii Pis nie pełni ona już tej funkcji i może być siłowo niedopuszczona do swojego stanowiska, a to może przynieść niebezpieczne  rozwiązania.
Wczorajszy dzień przyniósł tez zupełnie niezrozumiałą decyzję wydana przez Trybunał Stanu, który był reprezentowany przez działaczy Pisu, o zgodności z prawem decyzji Prezydenta ułaskawiającego jeszcze nie mającego wyroku Mariusza Kamińskiego oskarżonego o zdradę państwa i sprzeniewierzenie się prawu. To jeszcze raz dowodzi tego, że o winie albo o niewinności orzekają......zainteresowani w sprawie. Gdzie tutaj jest miejsce na praworządność i niezależność, o której Pis tyle mówi?

Szkoda nawet  tyle pisać o tej naszej polityce codziennie, bo na razie nic się niestety nie zmienia, a mający szalony tupet rząd coraz bardziej drąży swoje ścieżki, czując się przy tym całkiem bezkarnie.  Do czasu Pisie, do czasu, przyjdzie kiedyś pora, że za wszystkie swoje szalbierstwa, kłamstwa, za swoje bezhołowie zapłacicie.

I znów musiałam się zdenerwować. Ale nie potrafię inaczej, zwłaszcza, gdy czytam odpowiedzi na moje posty, które wystawiłam w Onecie. Uwierzcie mi, jest jeszcze wiele tych ciemnych ludzików wciąż nie wiadomo czemu wierzących w dobrą zmianę, mimo tylu dowodów, że ta władza jest o wiele gorsza nie tylko jak dwie poprzednie PO i SLD, a nawet jest bardziej szkodliwa niż władza komunistyczna której tez kiedyś się wydawało, że będą trwać wiecznie, a jednak upadli. 

No to kończę ten mój wpis jakaś dozą małą chociaż  optymizmu:


  

wtorek, 17 lipca 2018
lejący wtorek

 

Na specjalne życzenie Hanuli zamieszczam fotkę Pepy

 

 

 

 

Chciałam jej wczoraj zrobić jakieś lepsze zdjęcie, ale suka się zaparła, że nie będzie modelem i koniec.To zdjęcie wykonałam tylko dzięki pomocy jakiegoś młodego mężczyzny, który sunie potrzymał na smyczy, bym mogła ją  sfotografować.
Ale wyraźnie wczoraj Pepa nie miała ochoty na sesję zdjęciową, chociaż jej tłumaczyłam, że Hanula czeka na jej zdjęcie. No to co robić z upartą sunią??? Nie ma na nią silnych, jak powie nie to znaczy nie i już.

Wczoraj o raz pierwszy sunia została sama trochę dłużej w mieszkaniu sama, gdy ja musiałam iść do pracy. Oczywiście przed wyjściem do pracy raz jeszcze obleciałyśmy park, tak by wszystkie swoje psie potrzeby odpowiednio  pozałatwiała. Przyznam, że wracałam do domu z duszą na ramieniu, bo co prawda Pepa nauczona jest sama zostawać w domu, przecież właściciele pracują, albo się uczą, ale jakby nie było ten dom jest dla niej jednak trochę obcy.
Kto wie, co by jej mogło przyjść do głowy, żeby się na przykład odstresować?
Ale nie, sunia była bardzo grzeczna, za to po przyjściu witania i radości z powodu mojego powrotu nie było końca.
Oczywiście powitanie musiało skończyć się spacerkiem po parku. Sunia chyba polubiła te spacery, bo tyle fajnych piesków można tam spotkać.
Inna sprawa, że nie wszystkie chcą akurat się z nią bawić. Zresztą i tak nie jest taka zabawa całkiem pełna, bo jednak nie odważyłabym się jej ze smyczy puścić.
A smycz ma co prawda długą, wysuwaną, ale zawsze na jej końcu niestety jestem ja :-). Musi to jej wystarczać, zawsze może sobie "porozmawiać" z jakimś psim kumplem. Inna sprawa, że gdy jest pogoda takie spacerki są całkiem miłe, gorzej, gdy jest taka deszczowa pogoda jak dzisiaj.Chociaż nie zauważyłam, żeby suni bardzo deszczyk przeszkadzał, zwłaszcza, gdy spotkałyśmy kilka przyjemnych piesków, z którymi, mimo deszczu wyrażała chęć na zabawę.
No ale rano tylko zrobiłyśmy małe kółeczko po Parku i wróciłyśmy do domu, bo ja zdecydowanie jednak moknąć nie lubię.Co prawda spacerki są tylko po parku ale i tak mamy tam kilka swoich tras, jedna dłuższa, którą pokonujemy w słoneczny dzień, jest to jedna długa ścieżka naokoło parku i kilka małych, w razie niepogody jest tylko kilka niedużych  alejek które pokonujemy i uciekamy do domku.
Zresztą gdy jest słonecznie można sobie na chwilkę przysiąść na jakiejś ławeczce, porozglądać się wokoło, znowu troszkę pospacerować.....Niestety nikt nie zapewni nam, mimo letniej pory samej słonecznej pogody - taki mamy klimat :-)

Poza tym sunia robi się coraz bardziej "czujna", interesuje się, gdy coś za drzwiami mieszkania "podejrzanego" się dzieje, wtedy tak śmiesznie warczy "puf, puf". Ale jest to znakiem tego, że jednak dobrze u mnie w mieszkaniu się czuje, skoro chce go pilnować.

A jednak Blogi też potrafią łączyć, tak jest własnie z naszą znajomością z Hanulką, a ostatnio z Bożenką, która czytając mój blog postanowiła stać się moja znajomą tez i na FB. Bardzo z tej nowej znajomości na Face się cieszę, serdecznie Cię Bożenko pozdrawiam 

A jednak mimo deszczu było coś, co mnie dzisiaj wyraźnie ucieszyło, aż moja gębusia od ucha do ucha się roześmiała.
Otóż przeczytałam w gazeta.pl, że według ostatniego sondażu Kantar Public nastąpiło wyraźne tąpnięcie poparcia Pisu i to jest  dosyć spory spadek poparcia z 41 procent poparcia do 34 procent, czyli o całe 7 punktów.
Co prawda Pis nadal ma spora przewagę nad opozycją, bo PO ma tylko 23 procent, niestety Nowoczesna i PSL są poza progiem wyborczym, ale mam nadzieję, że to tylko na razie. Teraz Pis musi lecieć w dół, bo jednak coraz więcej osób zrozumiało, jak perfidna i podstępna jest polityka Pisu.
Ostatnio o tym przekonali się rolnicy, a wczoraj przeczytałam, że kościół w jakiejś miejscowości na Podkarpaciu, gdzie jest największe poparcie dla Pisu opodatkował każdego mieszkańca kwota 100 zł miesięcznie i przymusową pracą przy kościelnych porządkach.
Co ma do tego Kościół? Ano ma, teraz oni czują się całkiem bezkarni, wiedząc, że do czasu, gdy Pis rządzić będzie, włos im z głowy nie spadnie,
A tak mieszkańcy z tej podkarpackiej mieściny buntują się, bo posłuchali własnie księży, zagłosowali jak zagłosowali, a w "nagrodę" teraz muszą się jeszcze opłacać.
Pis i Kościół to niestety teraz jedna zaraza dla Polski. Oczywiście mówiąc Kościół nie mam na myśli wszystkich księży, bo są i tacy, którym wcale nie podoba się obecnie przeprowadzana  polityka i kościelna i rządowa i nawet stają w stosunku do niej w kontrze.
Co prawda niewielką  mają siłę przebicia, bo większość naszego kleru na mamonę i doczesne radości  są nastawieni, jakby zapomnieli, że gdy wstępowali w stan kapłański ślubowali między innymi ubóstwo i przede wszystkim służbę Bogu i ludziom. Widać już zapomnieli.....

Gdyby jednak te partie opozycyjne zdecydowałyby się na wspólną listę, wtedy na pewno pokonali by ten nieszczęsny obecny rząd, a do tego powinni dążyć własnie dla dobra Polski.  GDYBY.........

No i wtedy wreszcie może cos zmienimy na naprawdę lepsze, może w końcu przyjdzie ta prawdziwa dobra zmiana, tylko może niech zmieni ona nazwę z "dobra zmiana" na .... no własnie jak?????

No to znów odczarowuję dzisiejszą deszczową pogodę (A kysz deszczu, a kysz) i życzę Wszystkim samych miłych godzin 

 

poniedziałek, 16 lipca 2018
a jednak Francja

 

 

Trudno się mówi, jakoś to przeżyję, bo nie mam innego wyjścia.
Co prawda wolałabym, żeby to Chorwacja została Mistrzem świata, bo na to zasługiwali, ale trzeba przyznać, że Francuzi tez  byli  doskonali i zasłużenie ten tytuł sobie wywalczyli.
Przecież nie musi mi się wszystko podobać, prawda?

A wczorajszy dzień był dla mnie szalony i to nie tylko przez  mundialowe rozgrywki.
Wyszłyśmy z Pppą  około  ósmej rano na spacerek, a tu  już zaczynali w Parku rozbijać traki.
Przeczytałam na Facebooku, że w Parku, podczas pikniku odbędzie się pokaz ładnych buldożków francuskich, pośród których będzie przeprowadzony mały konkurs piękności. Jednym z warunków było to, żeby każdy z buldożków miał jakiś francuski element w ubiorze. Niestety nawet nie miała żadnych trójkolorowych kokardek, ale postanowiłam pójść przynajmniej pooglądać ten show, oczywiście biorąc ze sobą Peppę.
Ledwie podeszłam w okolicę stolika jury poprosili mnie, abym wpisała Pepę na listę, więc nie omieszkałam tego zrobić. Dostałyśmy numer 9.
Akurat rozmawiałam przez telefon z Ksawrem, gdy okazało się, że jury własnie ocenia wystawione buldożki i....UWAGA, UWAGA : Pepa  zajęła drugie miejsce. Byłam zdziwiona i przyznam, że ucieszona. Dostałam, a właściwie to Peppa dostała  od jury nagrodę w postaci bonu na pierwszą wizytę weterynaryjną w kwocie 100 zł.
Tam naprawdę były śliczne buldożki, ale widać, że Peppa ma swój wdzięk, którym zauroczyła komisję.
BRAWO PEPPA !!!!!

A swoją drogą dziwny zbieg okoliczności: wczoraj było Narodowe święto. w południe francuskie buldożki w Parku Krakowskim się prezentowały, a na koniec Mundial wygrała Francja.  Czyli przez dwa dni mieliśmy Francji na max !!!

Jednym słowem można wykrzyknąć VIVE LA FRANCE !!!!!!!!

Oczywiście wczoraj w parku spędziłam około 3 godziny, bo naprawdę tyle się tam działo!!!|
Ludzie leżeli na leżakach, albo wprost na trawie (czasami przeganiał ich mały deszczyk), dzieci miały malowane farbkami buzie, jakie były przy tym radosne, a ja nawet sfilmowałam aerobik, który na trawie był przeprowadzony przez fachową trenerkę. Oczywiście do tego było wiele kolorowych stoisk, ze samymi smakowitościami, które nawet nie da się wymienić, by czegoś nie pominąć, ale prócz jedzonka były stoiska z naturalnymi kosmykami i z suszonymi kwiatami i różnymi z nich robionych pyłkami.
Były też i jakieś konkursy, na przykład jazdy rowerem na czas, ale nie widziałam, żeby się wielkim powodzeniem cieszył, trasa tego przejazdu była krótka i raczej mało ciekawa, ale przy tym tłumie ludzi, który przetaczał się przez alejki trudno byłoby raczej jakiś większy etap przejazdu zorganizować.
Może i posiedziałabym troszkę dłużej w parku, ale jak już pisałam, co chwilkę deszczyk padał, co prawda krótka, ale za to bardzo intensywnie, musiałyśmy się z Peppą chować pod namiot, gdzie zrobił się spory tłumek, a przy drugiej takiej ulewie po prostu ewakuowałam się.
Zresztą czekałam na gościa, przyszedł wczoraj do mnie Maciek  który pomógł mi rozliczyć faktury za prąd. Próbowałam co prawda wcześniej sama jakoś ten problem rozgryźć, ale te faktury to prawdziwa masakra, plątania liczb, osobno za przesył, osobno za sprzedaż, osobno za coś tam jeszcze, plus do tego jeszcze Vat, w dodatku każda z tych pozycji rozdzielana była na taryfę dzienną i na taryfę nocną, a w dodatku jeszcze były dostarczone prognozy wpłat, które nijak nie mają się do faktycznych opłat, raz jest nadpłata, raz niedopłata - jednym słowem czarna magia. A niestety w dodatku te faktury obejmowały cały okres mojego pobytu na nowym mieszkaniu (wcześniej nie dostawałam faktury, więc nie mogłam dokonywać wpłat), czyli za okres od września 2016 do  lipca 2018, więc wyobraźcie sobie, jaki to był galimatias liczb. Całe szczęście, że Maciek jakoś to rozwiązał, ale i tak suma do wpłaty pozostaje niebotycznie wielka, nawet nie chce jej tu wymieniać. Ale tak to jest, gdy ma się ogrzewanie elektryczne - chcesz mieć ciepło, to nie płacz, tylko płać!

No a potem był już mecz do oglądania, ale i tak nie oglądnęłam go w całości, bo w pewnym momencie się zdenerwowałam i przełączyłam TV na inny kanał. No cóż, nie wszystko musi mi się w życiu udawać.
A po wieczornym spacerku z Peppą oglądałam jeszcze ulubione Szkło Kontaktowe, ale też wprawiały mnie w nerwy niektóre zawarte w nim wiadomości, więc poszłam sobie grzecznie spać.


A dzisiaj.....  no cóż, jesteśmy już po pierwszej połowie miesiąca lipca (chyba te dni uciekają coraz szybciej, też tak czujecie??), a za oknem nawet słonecznie i ciepło.Wiem, bo już prawie skoro świt musiałam na spacerek z Peppą wyjść, tak to jest, gdy się ma obowiązki.
Ale jeszcze tylko kilka dni.. Żartowałam, rano park wygląda cudownie, a panowie z obsługi rozpoczynają dzień od porządków w parku i od podlewania roślinek.
Dbają jednak o to piękno wokoło.
Zyczę miłego poniedziałku i bardzo przyjemnego i fajnego całego tygodnia

niedziela, 15 lipca 2018
Brąz dla Belgów

 

 

Mundial pomalutku zaczyna przechodzić do historii. może to i lepiej dla nas, Polaków, bo przecież zapomnimy o naszym niechlubnym występie w tej wspaniałej imprezie. Ale żal pozostanie, bo jednak, gdy człowiek patrzy, jak grają inne drużyny.....
Nie wiem, czy nowemu  selekcjonerowi naszej reprezentacji piłkarskiej uda się "ujarzmić" naszych chłopaków, pewnie to nie będzie łatwe, bo jednak zbyt wiele animozji jest w tej naszej reprezentacji, ale może akurat mu się uda?

Wczoraj odbył się już przedostatni mundialowy mecz o brązowy medal pomiędzy drużynami Belgii i Anglii.
Nie miałam żadnych wątpliwości, postawiłam na Belgów i......... udało mi się dobrze wytypować zwycięzcę, Belgia pewnie wygrała z Anglikami 2:0.
Według mnie zdecydowanie lepsza była drużyna belgijska, chociaż trzeba przyznam, że Anglicy też przeprowadzili wiele bardzo ciekawych akcji, które mogły, a czasami nawet powinny skończyć się dla nich golem.Ale tak już jest, jedna reprezentacja musi wygrać, druga przegrać......
Czasami zależy to od szczęścia, ale w tym wypadku Belgowie wygrali całkiem zasłużenie.

No a dzisiaj doczekaliśmy się finału, dopiero na tych Łużnikach będzie się działo.
I znów moje serce pozostaje przy Chorwatach, ale.....
Nie uprzedzajmy faktów, wszystko już dzisiejszego wieczoru się wyjasni, ktoś będzie płakał, ktoś będzie świętował.
Co prawda juz od samego początku Mundialu stawiałam na Chorwatów, ale nie jestem znów aż takim znawczą przecież.

W 1998 roku obie drużyny zmierzyły się w półfinale MŚ i górą byli Francuzi. Od tamtego czasu minęło 20 lat, więc trudno mówić o wyrównywaniu rachunków.
A Francja musi się  uporać ze swoją finałową niemocą w wielkich turniejach w XXI wieku - w 2006 roku przegrali finał mundialu z Włochami, dwa lata temu w finale Euro 2016 ograli ich Portugalczycy.Teraz na pewno zrobią wszystko by zatryumfować.

Chyba jednak pobyt Peppy u mnie działa na mnie bardzo, bardzo pozytywnie. Nie wiem, czego jest to przyczyną, myślę, że jednak tych spacerków po parku. Ale jednak muszę przyznać, że nóżki jakoś dziwnie mniej mnie bolą. Tylko za kilka dni Peppa sobie pójdzie do domku i co wtedy????
Magda sugerowała mi, że powinnam sobie jednak jakiegoś niewielkiego pieska sprawić. Buldożek francuski byłby dobrym psem, bo on nie wymaga aż tak bardzo forsownych spacerów, a takie łażenie po Parku i tak dodaje mi energii. Jednak rano muszę się zmobilizować, umyć i ubrać, a nie łazić jak senna mara po mieszkaniu i czekać, aż moje  ciało do życia się przebudzi. Wieczorem też muszę iść na spacer, a nie do łóżeczka, same korzyści z tego jak widać wypływają.Tylko, tylko, teraz to fajnie, bo jest ciepło i w miarę pogodnie, a co będzie zimą, gdy znów będą śliskie chodniki?????  Tego najwięcej się jednak boję.Wbrew pozorom jest to problem, bo przecież mam jednak te kłopoty z chodzeniem i każdy upadek może dla mnie nie tylko boleśnie, co z komplikacjami może się skończyć, a przecież mieszkam sama, najwięcej  na siebie muszę liczyć.

Dzisiejsza niedziela chyba będzie bardzo przyjemna. Od rana jest już ciepło, słonecznie a w dodatku jeszcze będzie kilka imprez w naszym Parku, na które oczywiście się wybieramy razem z Peppa, bo jedna z takich imprez będzie spotkanie buldożków francuskich, podczas którego będzie przeprowadzony konkurs na najsympatyczniejszego buldożka. Warunkiem jednak musi być jakiś element nawiązujący do kultury francuskiej, bowiem ta impreza organizowana jest w porozumieniu z Ambasadą Francuską, z okazji wczorajszej rocznicy Niepodległości Francji. Niestety nie mam trójkolorowej szarfy, żebym mogła ją Peppie przylepić, ale i tak będziemy stać gdzieś na uboczu, bo przecież sunia jest teraz w okresie zainteresowań nią pieskami, więc zbliżanie się do takich osobników nie jest wskazane.
No chyba, że.........zrobiłabym Tomkowi kawał, tylko jak by to wtedy dla mnie się skończyło?????
Może uda mi się kogoś zwerbować na ten dzisiejszy spacerek po parku, a jeżeli nie pójdę tam tylko z Pepką.

A teraz.... mój paluszek w młynek przemieniam znów zaklinając pogodę na dzisiejszy dzień, bo coś czasami zaczyna się chmurzyć.
Co prawda wczoraj też kilkakrotnie straszyło, nawet trochę i pokropiła, czasami gdzieś zagrzmiało, ale w sumie był to udany pogodowo dzień.
I oby tak było dzisiaj, czego sobie i Wam życzę 

A popołudniu, o godzinie 16.00 zapraszam wszystkich przed telewizor na finałowy już mundialowy  mecz Chorwacja - Francja.

Ale będzie się działo 

sobota, 14 lipca 2018
nadrabiam błędy

 

 

... a raczej powinnam powiedzieć, że tracę.
Co? kilogramy, których mi niestety ostatnio troszkę przybyło.
Niestety, po takiej operacji, jaką ja przeszłam nie można się czuć całkiem bezkarnie, o czym się przekonałam na własnej skórze.
Teraz mam szansę ich się znów pozbyć, bo prócz drastycznego ograniczania jedzonka mam dodatkowo zapewnione spacery z Peppą.
Nie ma to, tamto, przynajmniej trzy razy dziennie trzeba ten park z nią oblecieć. W dzień to jeszcze, jeszcze, gorsze są te wieczorne spacerki.
Kiedyś, to znaczy gdy byłam młodsza chyba jakoś mniej się takich spacerków bałam, chociaż teoretycznie chyba prędzej mogłam być narażona na  jakiś atak. Chociaż to wcale nie do końca prawda, na babcię tez można napaść i dać jej czymś w łeb. A może nawet można na jakiegoś dewianta trafić, zaciągnie w krzaki i....... Ech, co ja mówię!!
Dlatego przyznam wam się, ze wczoraj jednak troszeczkę miałam pietra, gdy po 21 spacerowałam po parku. Spacerowałam, to może za dużo powiedziane, ale jednak kilka alejek sobie przeszłyśmy.Mało raczej ludzi o tej porze jest w parku o tej porze, prawdę powiedziawszy nawet żadnego pieska na spacerku tez nie widziałam. Może chodzą jeszcze w późniejszych godzinach niż my??? Strach - pomyśleć nawet, co by się tam mogło dziać, ale nie będę nad tym sie zbytnio zastanawiała, pozostawiam wszystko opiece sił nadprzyrodzonych. 
I tak nie mam wyjścia, to jedyne miejsce gdzie sunia może zrobić wieczorne siusiu - takie jej prawo, czyli mówiąc klasykiem, a raczej klasyczką, jej się to po prostu należy !!!!!

A nie mówiłam, że trzynastego w piątek może być dniem szczęśliwym, jeżeli tylko tego się chce?



Wczoraj znowu Zeldusia z Rodzicami mnie odwiedziła w domku. Po obfitym obiadku Zelduni (my piliśmy tylko kawkę) poszliśmy na spacerek, oczywiście do parku.
Ale byłam dumna, gdy mogłam popychać wózeczek z Zeldunią. Szkoda tylko, że spacerek trwał  krótko, bo chociaż nawet pogoda dopisywała, ale niestety Diana z Ksawrem musieli już wracać do domu, tak to jest z małym dzieckiem, że musi często jeść.
A my z Peppą jeszcze chwilkę pozostaliśmy w domu, na szczęście deszcz nas nie dopadł, ten wraz z jakąś dziwną wichurą dopiero spadł nieco później.
Na szczęście znów nie był długotrwałym, więc jak już pisałam, mogłam jeszcze i wieczorkiem troszkę z Peppa pospacerować.
Co prawda Peppa jest teraz w okresie godowym, a my spotkałyśmy na popołudniowym  spacerku bardzo sympatycznego francuskiego biało - brązowego buldożka, ale..... nie,  pieski zainteresowały się sobą na szczęście  tylko zabawowo, gdyby było inaczej... dopiero narobiłabym sobie kłopotów.

To co, mam coś teraz jeszcze politycznego w moim wpisie zamieścić?
 Z premedytacją nie oglądałam tego całego cyrku, który odbywał się wczoraj w namiocie rozbitym u wrót Królewskiego Zamku.
Jak dla mnie, była to bardzo żałosna, urągająca powadze i dostojeństwu tak doniosłej rocznicy impreza, ale tak chciał Pis, tak chciała i opozycja.
Jak zwykle, nie poszli na kompromis, każdy z nich miał swoje racje, tylko teraz trzeba zastanowić się, które racje były bardziej racjonalne, bardziej prawdziwe.
No, ale to zalezy od punktu widzenia.
Jak pisałam, żadna wczorajsza racja mi się nie podobała, Pis zrobił swoją prywatną imprezę, opozycja stanęła w opozycji i uczestniczyła też w swojej własnej imprezie, tylko tyle, że  ta pisowska kosztowała nas, podatników  milion złotych, opozycyjna była bezpłatna.
Ale to też o niczym nie świadczy.
A raczej świadczy, że jesteśmy strasznie poróżnionym narodem i  na razie nie ma widoków na to, żeby cokolwiek w Polsce zmieniło się na lepsze.
W takiej politycznej aurze, jaka obecnie u nas panuje, nie można mówić o jedności narodu, a to jest niestety bardzo przykra wiadomość.
A to jest tylko świadectwem naszej słabości politycznej, na której ktoś niestety może skorzystać, w ten sposób własnie można stracić niepodległość, o którą tak niedawno jeszcze  przecież walczyliśmy.
I obym nie była złym prorokiem - Licho na wschodzie nie śpi !!!!!

Dzisiaj 14 lipca- święto Narodowe Francji. Zostało ono ustanowienie na pamiątkę wybuchem Wielkiej Rewolucji Francuskiej, rozpoczętej zburzeniem Bastylii, a skończyła się   obaleniem monarchii absolutnej. Symbolem tego dnia jest Marsylianka, która do tej pory jest hymnem narodowym Francji.

A u nas jest po prostu tylko zwyczajna sobota. Niestety nie słoneczna i pogodna, nawet deszczyk troszkę mnie rano pogonił ze spacerku po parku z Peppą.
Obie zresztą deszczu nie lubimy, trzeba było nawiewać.

Ale od czego moje ABRA KADABRA, deszczu idź precz?
Takie zaklęcie właśnie wykonuję i życzę wszystkim przyjemnej soboty. Niech słonko będzie dzisiaj nasza radością. ☼    




piątek, 13 lipca 2018
Trzynastego.......wszystko (co dobre) zdarzyć się może



I ja w to wierzę.
Chociaż właśnie trzynastego lipca onego roku (a nie pamiętam, czy akurat to był piątek) przydarzyło mi się coś ważnego, ale niezbyt miłego, ale nie chcę tego wspominać. Może tylko wiem, że własnie ta data 13 lipca na zawsze zapisała się w mojej głowie.

Ale dzisiejszy dzionek zaczął się nawet dla mnie bardzo przyjemnie, przynajmniej inaczej, niż wszystkie dotychczasowe, bo musiałam się od bladego świtu zmobilizować.
Wczoraj przyprowadzono mi do domu buldożkę Peppe, która przez kilka dni będzie u mnie. Myślałam, że mogą być jakieś kłopoty, że może będzie tęsknić, tak jak kiedyś na początku tęsknił Banzaj, ale nic z tych rzeczy. Peppa nawet nie poleciała się pożegnać z właścicielami, siedziała ze mną w kuchni, gdy wychodzili. Zresztą też potem nie podchodziła do drzwi wyjściowych, raczej bardziej mnie pilnowała, czy czegoś dobrego przypadkiem w ukryciu przed nią nie jem, bo z Peppy jest okropny łakomczuch. Niestety z powodu jej alergii pokarmowej może dostawać tylko specjalną karmę, inaczej okropnie się drapie. Ale   kupiłam w Buczku moje ulubione paluchy jaśkowe, które są co prawda twarde, ale i tak jej bardzo smakowały, więc ze dwa trzy takie paluchy z wielka radością schrupała, ja zresztą też.
Noc była raczej spokojna, Peppa spała w swoim posłaniu, co prawda dwa, albo trzy raz w nocy łaziła po chałupie i niestety wtedy okropnie chrapała, mruczała i sapała, ale jakoś dało się wytrzymać.
Ranek obudził nas sporym deszczem, chlapało za oknem zdrowo, więc już byłam przerażona, jak będzie wyglądał nasz pierwszy spacer (wczoraj przyprowadzili mi ją późnym  wieczorem, więc na nocny spacer już z nią nie musiałam iść). Ale od czego są moje czary - mary? pokiwałam palcem,w prawo i w lewo, zrobiłam nim kilka młynków, wypowiadając swoje sławetne słowa: deszczu a kysz, idź sobie i.......rzeczywiście po chwili przestało padać.
No to wzięłam szybciutki prysznic, wskoczyłam w ubranko i poszłyśmy na spacerek po parku. Przynajmniej nie muszę teraz po nim chodzić samotnie.
Nie poznawałam Peppy, kiedyś bardzo niechętnie wychodziła dalej niż pod  pobliskie drzewko, a dzisiaj z radością obleciała ze mną przez cały park, wszędzie węsząc i ...zostawiając "swoje namiary". Co prawda trawka była mokra, więc buty nieco mi przemokły, ale w sumie było fajnie.
Jedyny kłopot mam tylko ze smyczą, bo to jest ta taka wysuwana i nie bardzo umiem ją zabezpieczać, by odwijała się tylko na żądaną przeze mnie odległość, trochę się naszarpałam z tą cienką linką, która z zabezpieczenia się wysuwa i mam pocięte w związku z tym paluchy. Ale jeszcze tylko kilka spacerów i zorientuję się, jak zabezpieczać lub odbezpieczać jej długość.
Byleby tylko deszcz nie padał, bo czekają nas fajne spacery, chociaż muszę troszkę uważać na Peppę, bo po pierwsze ma cieczkę i niewskazane by były jakieś w tej sytuacji seks skandale, a po drugie nie bardzo wiem, jakie jest jej nastawienie do innych czworonożnych osobników, więc wolę ich na wszelki wypadek  omijać z daleka. Zawsze to bezpiecznie. Co prawda znam przecież Peppę,  ona też zna i jak widać lubi bardzo mnie i nie czuje się przez to  zagubiona.  Ale może troszkę już zapomniałam, jak to się chodzi z psem na spacery, a poza tym cały czas wiem, ze nie jest to mój pies, więc tym bardziej muszę uważać i być ostrożna, wzięłam  na siebie nie lada obowiązek, ale przecież  też i odpowiedzialność.

Tak więc widzicie, że mimo, że to trzynasty dzień miesiąca i w dodatku piątek, jestem bardzo radosna, pełna energii i przepełniona samymi pozytywnymi myślami.

A jeszcze taka ciekawostka dla tych, którzy mają ogródki działkowe. Znalazłam w internecie fantastyczną szkółkę różaną , gdzie zamówiłam dla mojej Magdy z okazji zbliżających się Jej  imienin pięknego krzewu różanego o fantastycznej nazwie Ghislaine dr Feligonde, popularnie nazywaną Gizelką.
Ma ona przepiękne kwiaty w kolorze morelowo - brzoskwiniowym, pod wpływem słońca wybielające się. A ponieważ kwitną  obficie przez cały czas to różane drzewko wygląda bajecznie w trzech kolorach od białego, przez morelowy po brzoskwiniowy odcień.Oczywiście w szkółce jest cała gama odmian różnych rodzai róż, polecam zatem stronę tej szkółki : https://rozaria.pl/pl/index.
Do tego muszę dodać, że firma jest niebywale solidna, przesyłają zamówione kwiaty w doskonałej kondycji, wspaniale zabezpieczają je przed podróżą, tak, by nie ucierpiała po drodze, a ponad to jest przez cały czas mailowy kontakt z firmą, począwszy od potwierdzenia zamówienia, przez potwierdzenie przygotowania wysyłki, potwierdzenie daty wysyłki i potwierdzenie  daty dostawy, aż po wiadomość od kuriera o przesyłce, a na koniec przysyłają podziękowanie za zakup w ich sklepie.
Naprawdę jestem zbudowana z tak fantastycznie przeprowadzonej transakcji i dlatego z całą odpowiedzialnością polecam ewentualnym klientom. Czas dostawy bł przewidziany do 5 dni,, ale przesyłka została dostarczona już w trzecim dniu od zamówienia.
 

Tak więc zasypałam w tym roku Magdę różami, najpierw dwa krzewy na urodziny, teraz dwa krzaki na imieniny, ale będzie kolorowo w Jej ogrodzie, no i ja będę miała co fotografować, gdy do niej przyjadę. Sama radość 


No to jakbym miała teraz denerwować się tym, co nastąpi, tym, że za moje i Twoje pieniądze w wypożyczonym  namiocie przed Belwederem, pan pełniący obowiązki prezydenta będzie wygłaszał orędzie na omen omen 550 lecia polskiego parlamentaryzmu. Tak, jakby nie mógł tego prezydent zrobić w stosownym do tego miejscu, czyli własnie w parlamencie. A potem będzie feta, w której brać znów za nasze pieniądze posłowie napychać będą swoje brzuchy - bo im się to po prostu należy!!!!  I na pewno nie będą to tylko ośmiorniczki.
Ale "totalna opozycja", której już z góry zabroniono zabrania głosu, jednak zdecydowanie od takiej imprezy się odżegnuje, bo jaka to parlamentarna uroczystość, skoro nie można swojej opinii wyrazić.
Co prawda podobno nikt prócz prezydenta nie będzie przemawiał w tej dziwnej uroczystości, ale coś nie wierzę, że nagle ozdrowiony z zabójczej kolankowej bakterii samozwańczy Naczelnik bez żadnego trybu nie wygłosi z tej okazji swojego zdania.
Ale jemu przecież wolno, jemu Marszałek K. nie wyłączy przecież mikrofonu, nieprawdaż?

Ech, miało nie być przecież nic o polityce, zawsze jakieś licho mnie skusi...........

No to cieszmy się piątkiem i nadchodzącym weekendem. Wszystkiego dobrego. 

czwartek, 12 lipca 2018
BRAWO CHORWACJA!!!

 

 

 

TRZYMAŁAM ZA NICH KCIUKI.  UDAŁO SIĘ!!!!

I teraz będę miała problem, bo gra Francuzów też mi się podoba (ach ten Kylian Mbappe ), ale jakoś od samego początku moje serce leżało po stronie Chorwacji, już kiedyś chyba nawet o tym wspominałam.Po prostu jest to drużyna, która od dłuższego czasu sprawiała spore niespodzianki i uważam, że w pełni zasłużenie tak wysoko zawędrowała. A dyby jeszcze udało im się zdobyć MISTRZOSTWO ŚWIATA.........
Życie różne niespodzianki przynosi.

No własnie,  co do niespodzianek, to kiedyś w moim mieszkaniu zamieszkał gościnnie kot Bonzaj, a od dzisiaj ma u mnie zamieszkać buldożka Peppa.
Tak, tak, ta sama Peppa, z którą mieszkałam niedawno jeszcze na Smoleńsk.
I będzie u mnie jakieś 10 - 11 dni, ale będzie wesoło.Ja to nawet się cieszę, bo będę musiała na przymusowe spacerki chodzić, chociaż...... Peppa nie jest w tym kierunku bardzo wymagająca, raczej nie lubi zbytnio spacerować, widać ma to po mnie.
Ale był przecież taki czas, akurat nie wiele przed moja przeprowadzka, że Peppa nawet chętnie ze mną chodziła trochę dalej niż na przysłowiowy skwerek.
A teraz mamy przecież pod samym nosem park, na szczęście już otwarty, więc wystarczy troszkę pogody (oby tylko nie padało, bo ani ja, ani ona deszczu nie lubimy) i już będzie wesoło. 
Na szczęście Peppa jeszcze całkowicie mnie nie zapomniała, co widać było chociażby podczas jej ostatniej wizyty u mnie w domu, więc płakać raczej nie będzie. Postaram się, żeby jej było u mnie wspaniale.

Czyli reasumując nie jest źle. Chyba zgodnie z moimi horoskopami, które są dziwnie podobne we wszystkich przeczytanych przeze mnie brukowcach, moje sprawy idą pomyślnie na przód, zmiany mnie zaskakują (jeszcze nie dawno nie wyobrażałam sobie u mnie w mieszkaniu ani psa, ani kota, nawet na chwilowy pobyt),  więc jeżeli nadal poddam się tej horoskopowej zmianie, to wkrótce i finansowe sprawy ulegną poprawie, a wtedy....
Często puszczam wodze fantazji, bo tego nikt mi przecież nie zabroni, ani nie zabierze.I ciągle powtarzam sobie słowa mojej Magdy, która mówi ; 'marzenia się spełniają, tylko trzeba w to bardzo wierzyć"  No to próbuję w nie uwierzyć !!!!!

Dzisiaj znów słonko nam pięknie zaświeciło. A za oknem od rana wrzawa dochodzi z pola zabaw dzieciaczków. Są takie radosne, szczęśliwe, co wyrażają piskami i nawoływaniami, śmiechem i zabawa. Jak to dobrze być dzieckiem i nie mieć  żadnych problemów, ani żadnych złych myśli.
Nie przejmować się, co włożyć do garnka, jak zapłacić czynsz, ogrzewanie, oświetlenie, jak wykupić lekarstwa - zwłaszcza osoby w moim wieku, bo wiadomo, ze emerytom jest już pod górkę (pieniężnie), chociaż już  z górki (wiekowo). Nie przejmują się polityką i tym co wokoło nich się dzieje, pozostawiając beztrosko te problemy swoim rodzicom.
Nie zazdroszczę jednak dzieciom, niech jak najdłużej mają to swoje szczęśliwe , beztroskie dzieciństwo.

Teraz mam jeszcze do śledzenia jeden ważny fakt, który istnieje w Polsce, co prawda daleko od Krakowa, bo w okolicy Stolicy, ale...... śledzę losy pytona tygrysiego, który w tajemniczy sposób znalazł się na wolności i pełza sobie po zacisznych krzaczastych zakamarkach nad Wisłą.Lepiej dla niego byłoby jednak, żeby go odnaleźli, bo w tej chwili co prawda wąż ma znakomite wprost warunki do takiego bytowania, jest ciepło, znajduje się w okolicy bogatej w chaszcze, wodne zbiorniki, w rejonach bogate w naturalne dla niego składniki pokarmowe.
A propo's: taki wąż może jednorazowo zjeść na przykład  około 3 króliki, ale potem przez  dwutygodniowy okres nie musi starać się o pożywienie, jest wystarczająco najedzony. Aj, biedny taki królik, nie ma raczej szans na ucieczkę, gdy pyton otoczy go swoim cielskiem natychmiast go udusi i połknie w całości.Nie tylko króliki są w tej okolicy w niebezpieczeństwie, wszystkie małe zwierzątka, na przykład wałęsające się nieduże psy też mogą pozostać łupem takiego pytona. Ale wąż  należy do zwierząt  ciepłolubnych, więc jeżeli nie odnajdą go do końca lata, może to dla niego skończyć się tragicznie - śmiercią.Sporo osób zainteresowanych jest w te poszukiwania, dzisiaj przeczytałam, że nawet postanowili go szukać przy pomocy dronów.
I oby im się to udało.

Życzę bardzo przyjemnego i spokojnego czwartku. mam nadzieje, że słonko będzie nam przez cały dzionek świecio i deszcz nie będzie nas tak jak wczoraj powracającymi opadami straszył.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 550