type="application/x-shockwave-flash"> http://mail.google.com/mail/?attid=0.1&
romantycznie i normalnie
RSS
sobota, 23 września 2017
bez umiaru

 

 

 

Pada i pada ten deszcz bez żadnego umiaru. Jeszcze troszkę i Kraków nam powódź zaleje, już poziom Wisły jest niebezpiecznie podniesiony.
W Małopolsce  są ogłoszone alarmy przeciwpowodziowe, a tu końca tego deszczu nie widać.
Na całe szczęście byłam wczoraj na tyle mądrze, że towar sobie w Tesco zamówiłam i mi go przywiozą do domeczku, no mam nadzieję, że gdzieś po drodze nie zatrzyma ich ulewa???
Jak to dobrze, że mam nawyk chomikowania, dzięki temu mam jeszcze zakamuflowane 2 paczki papierosów , bo nie wiem czemu nagle Tesco nie wozi ani papierosów, ani alkoholu, pewnie dbają o nasze zdrowie. Jak sobie przypominam niedawno takie towary też były dostępne , ale widać i u nich nastąpiła dobra zmiana :-)  Przykład z góry idzie. Brawo Pis, uczysz nas poprawności moralnej i zdrowego sposobu na życie. Raz za coś ich muszę przecież pochwalić, chociaż wcale nie jestem z takiej zmiany zadowolona, bo gdyby nie zapasy, musiałabym dzisiaj moknąć.

W domku już jest ciepło, bo nareszcie moje piece (dzięki oczywiście Maciusiowi) odpaliły i widoczna jest zmiana na lepsze. I całe szczęście, bo chyba bym wreszcie z tego zimna na zapalenie płuc w szpitalu wylądowałam, ale  akurat szczęśliwie mam ten problem z głowy, chociaż w poniedziałek idę na badania krwi, a we wtorek do lekarza rodzinnego. Trzeba się za siebie zabrać w końcu, ile można cierpieć i cierpieć? Chociaż wczoraj wieczorem złamałam się i zażyłam jednak ketonal, dzięki temu jako tako, prawie bez bólu, dzisiejszą noc przespałam.
Opracowałam sobie nową metodę zasypiania, pod bolący lewy bark podkładam sobie mały, miękki  jasieczek i dzięki temu ból jest mniejszy.
Każda metoda jest dobra, prawda?
Jak już pisałam, w domku jest, a raczej byłoby całkiem miło, gdyby nie remont u sąsiadów u góry. Wczoraj pół popołudnia  stukali młotkiem  i coś tam burzyli, co chwilę słychać było spadający tynk, dzisiaj od rana zaś świdrują. Czuję się, jakbym na dentystycznym fotelu siedziała. Jak ja nie cierpię remontów, ani u siebie, ani u sąsiadów. Ale jakoś trzeba to przeżyć, mam nadzieję, że sobotnie popołudnie i jutrzejsza niedziela będzie wolna i od stuków, puków i innych odgłosów.

 



 

 

Dzisiaj serdecznie pozdrawiam Anię Z, która jest moją wierną Czytelniczką, jakże mi miło, ze tu tak często mnie odwiedzasz.
A ponieważ dzień jest ponury, podsyłam Jej wesołe uśmiechnięte kwiatki, żeby Jej miło na sercu się zrobiło.
Aniu! Czasami zaglądam na Twój blog, co prawda pewnie nie tak często jak Ty na mój, ale jednak  Cię podziwiam za wspaniałe wpisy. 
Dużo uścisków z mokrego Krakowa Ci podsyłam.

A Uli i Wszystkim innym moim Czytelnikom życzę całkiem przyjemnej soboty, bo co prawda w czasie deszczu nie tylko dzieci się nudzą, ale zawsze coś ciekawego można na te deszczowe godziny wymyślić. Zawsze coś tam w TV można znaleźć, ewentualnie na kompie można oglądnąć, a jeszcze jest też taka możliwość, że można się po prostu porządnie wyspać, bo w takie deszczowe dni śpi się całkiem smacznie, prawda? Ja tego czasami doświadczam w takie ponure właśnie  dni.
Wszystkiego więc dobrego życzę, niech każdy dzisiaj będzie szczęśliwy na swój własny sposób.

piątek, 22 września 2017
Korek - gigant

 

 

Chciałam sobie ułatwić życie...no to sobie ułatwiłam. Niech to kaczka, nie, nie kaczka, raczej niech to  gęś  kopnie.
Calutki dzień lało wczoraj  w Krakowie jak z cebra, dosłownie!!!
Chyba Aniołki robiły nie tylko wielkie pranie, ale i wielkie sprzątanie i rozlewały tę wodę ile wlezie. Ale do rzeczy.
Ponieważ jak już pisałam lało okrutnie, postanowiłam powrócić z pracy do domu taksówką.
Niby prosta sprawa, zatelefonować na Icar, Barbakan i już auto za kilka minut jest podstawione w żądane miejsce.
Tylko w praktyce nie było to wcale takie proste.
 Ani Icar, ani Barbakan, ani inna dostępna telefonicznie taksówkarska korporacja albo nieodbierła telefonów, albo przepraszała, że nie mogą podstawić żądanej taksówki. Nie rozumiałam jeszcze wtedy dlaczego.
Po jakiejś pół godzinie udało mi się zamówić w Barbakanie taxi i.... zaczął się prawdziwy Armagedon.
Tak zakorkowanego Krakowa dawno nie było, nawet przemiły zresztą, pan taksówkarz to potwierdził.
Auta i autobusy też dosłownie stały w miejscu. Światła zmieniały się z czerwonych na zielone, a korek stał i ani milimetra do przodu nie poruszał się. OBŁĘD!!!
Całe szczęście, że mój an kierowca nie był gburem i jakoś nawet tę godzinę całkiem przyjemnie w taksówce spędziłam, chociaż mina mi zrzedła, gdy przyszła zapłata, dokładnie dwa razy tyle zapłaciłam jak zawsze, No tak, ale to stanie w korku, nawet,, jeżeli pan kierowca robił sprytne objazdy. Teoretycznie, bo te objazdy też były zakorkowane do imentu. Chyba nie było wczoraj żadnej normalnie przejezdnej ulicy w Krakowie.
 W pewnej chwili pan kierowca popatrzył na swój taksówkarski informator i okazało się, że na 167 jeżdżących (a raczej stojących w korkach() taksówek, tylko 6 jest dostępnych, reszta jest "uziemniona" Dlatego wczoraj tak trudno było postarać się o taksówkę, nareszcie to zrozumiałam.
Tak więc, jak pisałam, jechałam dokładnie spod Przychodni pod mój dom 58 minut (zazwyczaj ta droga wymaga około 10-15 minut przejazdu) i zapłaciłam za nią jak za woły, ale gdy nareszcie stanęłam pod własnym domem zawołam gromko  HURRRRRA!!! NARESZCIE!!!!
Bo był już taki moment, że wydawało mi się, że chyba będę już nocowała w tej taksówce. Nie byłoby tak  źle, jakby coś, to jakąś wałówkę nawet przy sobie miałam (przez te spadki cukru nie mogę czuć głodu, bo zaraz się trzęsę jak galareta, a cukier spada mi poniżej 3), bo po drodze do pracy zrobiłam małe zakupy i chwała Bogu, już po tej powrotnej drodze nie miałabym na nie siły i chyba bym musiała z głodu paść. No, bez przesady, zawsze jakieś małe zapasy w lodówce posiadam, gorzej byłoby z chlebem, bo nawet papierosy mam sprytnie zamelinowane, tak na wszelki wypadek.
W ogóle jakiś chomik ze mnie się ostatnimi czasy zrobił i zawsze coś chowam na "gorsze czasy", więc lodówka prawie że pęka z zapasów (znów przesadzam, ale zawsze  coś tam  w niej jest), ale gdyby ktoś przyszedł głodny do mnie, służę jakąś szybko przygotowaną przekąską.
Kurtkę miałam tak przemoczoną, że do tej pory suszy się na suszarce. Czemu przemoczoną, skoro jechałam taksówką? Ale jakoś do tej taksówki musiałam  dojść, a potem z niej wyjść i do domu kawałeczek przez chodnik dojść, ale dosłownie było tak mokro, jakby ktoś wiadrami z nieba wodę wylewał.

 

Dzisiaj jest podobnie, to znaczy mży, ale jest piekielnie zimno (tylko 11 stopni), aż nie miło wychodzić z domu.I pomyślec, że dzisiaj mamy pierwszy dzień jesieni.
No tak, żegnaj lato na rok.......stoi zła i brzydka jesień za mgłą. W domku też mam zimno, trochę utrudnia mi to palenie papierosów, bo w cieplej porze roku mogę po prostu otworzyć balkon i wietrzyć nawet cały dzień, teraz chłód leci. 
Chyba wyniosę się z tym paleniem na balkon, albo..........przestanę w ogóle palić te wstrętne śmierdzące papierosy. To by było nawet fajnie, tylko.... no własnie co robić z tym porankiem o kawusi i o papierosku????
Ech te głupie i szkodliwe przyzwyczajenia............

Dzisiaj zaczynamy weekend. Prawdziwie jesienny weekend, zimny, mokry i nijaki.
Ale i tak życzę sporo humoru na te 3 dni "spokoju"

Uśmiechu, uśmiechu, uśmiechu..........

czwartek, 21 września 2017
pogoda pod psem






Mogę sobie ponarzekać troszkę?
No to narzekam.
Pogoda pod psem, nawet pod wściekłym Azorkiem. 
Zimno, deszczowo i .......reumatycznie.    
Ja się na taką Polskę nie zgadzam i już.
A wszystko to wina....oczywiście, że Tuska. Niech go wreszcie do tego więzienia wsadzą i będziemy mieć  święty spokój i sielsko - anielskie życie.
No bo za co on nie jest odpowiedzialny?
Na pewno jest winny katastrofie w Smoleńsku, podobno z pistoletem siedział za plecami pilota i kazał mu lądować, a sam się z fotelem w porę katapultował...Winny też jest za  aferę Amber Gold, bo to on namówił tego aferzystę do zabrania pieniędzy z konta Banku i sam przy tym nieźle się obłowił, już nie mówiąc, że za to ustawił życiowo również i swoja córkę i swojego synalka. No i także, przez kumoterskie stosunki z agentką  Stasi, niejaką Merkel, doprowadził do tego, że na pewno nie dostaniemy należnych nam reparacji wojennych i biedny Kaczyński nadal w swojej norze będzie musiał pomieszkiwać. Pewnie jest jeszcze wiele innych win Tuska, więc należy tylko strzelić sobie...nie, nie w łeb, tylko kielicha jakiegoś dobrego wina i położyć się do łóżka, bo dzisiaj wychodzenie na zewnątrz kojarzy się tylko z marznięciem i z moknięciem. 
Paskudne jest to życie, prawda????

E, nieprawda, życie jest cudne!! Teraz pora na wyjaśnienie tajemniczego skrótu C.P.B.,   bo już przestało być to sekretem, na szczęście.

Zostanę CIOCIĄ PRA BABCIĄ!!!!!! Fajnie prawda?
Ileś lat temu (przez grzeczność nie powiem ile) zostałam dzięki narodzinom najstarszej córki mojego brata, Moniki, Ciocią, ale się wtedy cieszyłam, potem przyszła pora, że na świat przyszedł jej najstarszy syn Ksawery, automatycznie czyniąc mnie Ciocią Babcią (też jeszcze wtedy byłam całkiem jeszcze młodą osobą, no prawie, że młodą), a teraz....... Ksawer zostanie Ojcem, a ja automatycznie Ciocią Prababcią  Ale to dumnie brzmi !!!!!
I przyznam, że też bardzo ucieszyła mnie ta wiadomość, chociaż......
Stanowczo za szybko pcham się na ten wierzchołek genealogicznego drzewa. 
Jeszcze nie tak znowu dawno temu byłam tą najmłodszą w rodzinie słodziutką Ewusią,  której wszystko z racji rodzinnej pozycji się należało, a teraz po raz trzeci oddaję pałeczkę tych zaszczytów.
Ce la vie, taka jest kolej rzeczy.
No to teraz czekamy te osiem i pół miesiąca i powitamy nowego członka naszej licznej i wspaniałej  Rodziny. Ciekawa jestem, czy to będzie chłopak, czy dziewczynka.
Ksawer optuje za dziewczynką, jako że własnie same dziewczyny go w rodzinie otaczają, on jest sam i ma aż cztery siostry. Twierdzi, że z jego szczęściem na pewno będzie miał córeczkę :-)
Poczekamy, zobaczymy, ważne, żeby dziecko zdrowe było.
A nadmienić jeszcze muszę, że nie dość, że dla Ksawra jestem Ciocią Babcią, to jeszcze jestem jego Chrzestną Matką i w związku z tym pewne zobowiązania na mnie dodatkowo spadną, ale spokojnie, dam sobie radę.

A za oknem chlupie i chlupie, trzeba jakąś ciepłą  nieprzemakalną kapotę na grzbiet ubrać i iść w ten zamazany krajobraz.
Cholewka, do wiosny jeszcze tak strasznie daleko........

Mimo złej pogody życzę dobrego czwartku :-)

 

środa, 20 września 2017
słonik na szczęście

 

 

Wpisałam dzisiaj do przeglądarki najpiękniejsze róże - gify i wyskoczyła mi ta piękna różowa, ze słonikiem na szczęście.
To dla Ciebie Ulu, wiadomo, dzisiaj jest przecież kolejna środa.
Ja wiem, że jesteś szczęśliwa, ale jeszcze jedna porcja szczęśliwości nie zawadzi, tego nie można mieć nigdy w nadmiarze, a  właśnie słonik   przynosi podobno szczęście.
A więc dobrego dnia Uleczko Kochana Ci życzę i dziękuje za wczorajszego Misia, niestety nie udało mi się przesłać tego gifu Tobie, ale wiesz, że i tak codziennie do serca Cię przytulam, a już na pewno w każdą środę :-)
A zresztą miś, czy słonik, co za różnica, grunt, że moje życzenia są jak zawsze dla Ciebie szczere.

Szczęście, co to właściwie oznacza być szczęśliwym?  Dla różnych ludzi ma ono inne znaczenie.
Są ludzie bardzo rodzinni (ja do nich należę) i każde dobre wydarzenie w rodzinie przyjmują naprawdę z wielką radością. I to jest też i to moje szczęście, naprawdę.  
Pamiętacie ten mój skrót C.P.B. ? Jeszcze nie czas wyjaśniać, ale jest to też mój powód do radości. 
Już niebawem prawda wyjdzie na jaw, chociaż już pomału się odsłania. Ale jeszcze nie jestem uprawniona, by o tym pisać, wszystko w swoim czasie :-)
Nie wyobrażam sobie jednak teraz innego życia, niż to, które posiadam.
Czasami jednym okiem, tak przez przypadek (bo nie mogę powiedzieć, że namiętnie ) oglądam Program Pierwsza randka.
Boże, jakie to głupie!!!! Ludzie po prostu dają się wkręcać w jakieś nie wiadomo jakie i po co podglądane sceny i są przy tym tak strasznie płytcy i głupi, aż głowa boli. Pamiętacie Big Brothera? Kiedyś oglądałam ten program, nawet byłam tym rozentuzjazmowana, dziś gdy to wspominam, uważam, że ten program też był całkiem głupkowaty. Jak można na co dzień pozwalać się podglądać, pozwolić, by każdy nasz ruch, każde nasze słowo było nie tylko śledzone, ale potem i interpretowane.
JA, to jestem  JA. I nikt nie ma prawa na krytykę moich poczynań. Owszem może doradzić, może upomnieć, ale nie może rozkazywać : masz coś robić tak, a nie siak.
Właściwie uwielbiam tą swoją niezależność i nie zmieniłabym ją za żadne pieniądze. Może nie wszyscy to rozumieją, ale ja po prostu tak to czuję.
Może dlatego sobie tak własnie życie urządziłam, jak urządziłam. A czy żałuję? NIE!!!! Zdecydowanie NIE !!!!!
Zresztą na układanie sobie życia razem z kimś jest zdecydowanie najlepszy  czas młodości, potem, gdy człowiek już nabywa różne doświadczenia, różne przyzwyczajenia jest to bardzo trudne przedsięwzięcie. Gdy patrzę na ten randkowy  program i widzę "tokujących" starszych panów, w umizgach do kobiet, byleby tylko którąś podłapać robi mi się wprost niedobrze.
Dawno temu pytałam moją Kochaną Ciocię Irenę, która bardzo wcześnie owdowiała, dlaczego drugi raz nie wyszła za mąż. Przecież miała tylu starających się o jej rękę. A jaka była jej odpowiedź? A po co?? Żebym musiała na starość gacie komuś prać???  I to jest to sedno sprawy, teraz to świetnie rozumiem.
Dobrze, może troszkę trywializuję , przecież (podobno) istnieje wielka miłość, ale i na nią jest odpowiedni ku temu czas.
W moim wieku (jak to fajnie brzmi, prawda?) raczej potrzebna jest przyjaźń, zrozumienie i....luz, przyzwolenie na podejmowanie decyzji takich, jakich ja uważam za słuszne. A takich mężczyzn niestety nie ma, przynajmniej w moim wieku.
A zresztą świat bez mężczyzn też może być kolorowy, z nimi są tylko same utrapienia :-)

Przepraszam, jeżeli któregoś z Panów ubodzie moje stwierdzenie, ale tak to czuję i już.
Bardzo wojownicza jestem prawda? Nie prawda, jestem bardzo łagodna, co najmniej jak baranek no dobra, raczej owieczka, ale gdy ktoś na odcisk mi nastąpi....... biada.

No to co oznacza słowo być szczęśliwym?  Dla mojej Ulki to na pewno wspaniałe towarzystwo, w którym bardzo dobrze się czuje, z którym lubi przebywać i z którym lubi podróżować i podbijać świat.
Dla innych szczęściem jest spokój domowy, możliwość czytania ciekawych książek, czy oglądania dobrego filmu, tylko, że tych ostatnich w TV jest coraz mniej niestety, a do kina jednak najlepiej wybrać się w miłym towarzystwie. A jednak, nie samotnie, ale z kimś.
Podoba mi się, że ludzie (ale raczej ci młodzi) wspólnie wybierają się do restauracji na jakąś dobrą kolację, na miłe wspólne chwile, na ciekawe rozmowy, a potem....każdy wraca do siebie, Tak jest najlepiej. Tylko, że mnie raczej takie spotkania omijają....

A pieniądze? Czy one szczęście dają? Właściwie to tylko pozornie, bo źle jest, gdy ich jest za mało, chociaż z drugiej strony, można poskromić swoje chciejstwo i odmówi sobie kupna następnej sukienki, czy jakiegoś innego drogiego  drobiazgu, albo nie koniecznie drobiazgu.
Tylko pieniądze są przemijające, dzisiaj są, jutro łatwo je stracić. A już na pewno to, co tu na ziemi zgromadzimy koło siebie, nigdy ze sobą na ten drugi świat nie zabierzemy. Tam staniemy goli i weseli, bez majątku, ale za to z własnymi uczynkami, własnymi przemyśleniami, co i kiesy zrobiliśmy dobrze dla innych.
I to jest ta jedna wielka i niezaprzeczalna sprawiedliwość życiowa. !!!!

Coś przy tej szaro - burej pogodzie na filozofię życia mnie wzięło.
Rano odwiedził mnie już kurier, tym razem przyniósł mi filtry do mojego czajnika Britta, będę znów piła zdrową herbatę czy kawę. Chociaż podobno w Krakowie woda jest całkiem pozbawiona wszelakich zanieczyszczeń. Podobno, ale czy naprawdę?

Życzę przyjemnej i refleksyjnej środy, bo i pogoda taka własnie jest refleksyjna, przynajmniej u mnie w Krakowie, bo podobno gdzie niegdzie nawet słonko dzisiaj świeci.
Pozazdrościć tylko !!!

wtorek, 19 września 2017
na tapczanie leży leń

 

 

Kto to taki? Ano ja, skoro tak lenie się z tym wpisem do blogu. A niektórzy czekają i czekają na mój blog - przynajmniej mam taką nadzieję.
Wczorajszy dzionek był bardzo milutki i cieplutki. A popołudniu przyjechały na Żabiniec moje trzy Dziewczyny : Olcia, Darka i Wiktoria.
Oczywiście przyjechały nowym samochodem Olki, musiała się przecież przed ciocią pochwalić. No i oczywiście zawiozła mnie do mojego domu. Czy się bałam z nią jechać ?
Może na początku troszeczkę, ale tylko troszeczkę. W sumie trzeba przyznać, że Oliwia dobrze czuje się za kierownicą i jedzie dosyć pewnie, ale przy tym bardzo ostrożnie, bez nijakiej brawury. Niepotrzebnie tak jej Mama o nią się lęka - ale wiadomo, Matka, to Matka.
Po drodze kupiłyśmy pyszne kruche ciasto ze śliwkami i wszystkie trzy dziewczyny wylądowały u mnie na kawusi i herbatce. Dziwne, Daria nie lubi kawy, jak ona się uchowała???? Tak zupełnie bez kawy, nie można żyć przecież.
Daria i Wiktoria wspominały trochę swoje wakacje spędzone w Turcji. Rzeczywiście, oglądając zdjęcia na Wiki telefonie, można było być zachwyconym.
Co za widoki, a co za  jedzonko i picie. Szkoda tylko, że Turcja jest krajem wciąż niebezpiecznym, chociaż podobno właśnie w takich ośrodkach wypoczynkowych jest zapewniona szczególna  ochrona, wiadomo, przecież Turcja głównie żyje z turystyki, więc musza bardzo uważać na wszystko, co się wokoło dzieje.
Zresztą życie i tak jest niebezpieczne, człowiek nie wie co go czeka, można ulec wypadkowi na ulicy (niektórzy kierowcy to prawdziwi piraci przecież), można zachorować, nawet ta przysłowiowa cegłówka może na łeb człowiekowi spaść na łeb. Więc gdyby tak człowiek ostrożnie  podchodził do życia, byłby bardzo ubogi w jakiekolwiek doznania i marzenia.
Czy warto więc  być nadto ostrożnym? Pewnie, nie można być bezmyślnym i nieuważnym, ale jakoś żyć przecież trzeba.
Dziewczyny siedziały u mnie jakieś dwie godziny i smutno mi się zrobiło, gdy oznajmiły, że już musza iść. Tak mało ostatnio mam gości...
Ale przecież to i tak miłe, że poświęciły tyle czasu starej, schorowanej ciotce. Widać, że jednak troszkę mnie kochają......
Gdy jeszcze mieszkałam na Smoleńsk, moje życie w bardziej towarzyskim tempie biegło. Wiadomo, dom pełny ludzi, do których co rusz przychodzili goście i młodzi i nieco starsi.Teraz, gdy mieszkam już sama, prowadzę bardziej spokojne życie, dlatego zawsze takie wizyty bardzo mnie cieszą. Ale jeszcze raz powtarzam, wcale nie żałuję, ten spokój tez mi jest potrzebny. Lubię być sama, bo wtedy mogę robić to, na co akurat mam w danym momencie  ochotę, no i nic nie  m  u  s  z  ę  !!!!
Ale pamiętajcie Najbliżsi : GOŚCIE ZAWSZE SĄ U MNIE MILE WIDZIANI  :-) :-) :-)

Zresztą życie zawsze jest zaskakujące i zawsze jakieś niespodzianki przynosi.
Teraz z niecierpliwością czekam na C.P.B. Ale na razie nie zdradzę tego sekretu, na razie to jeszcze prawie że tajemnica, ale na pewno z Wami w odpowiednim czasie nią się podzielę. 
Ale zapamiętajcie ten skrót C.P.B. !!!!

Za to w zupełności odsunęłam się od polityki, po prostu nie mam na nią siły. Czasami coś tam przeczytam na FB, czasami na Onecie, ale nawet staram się do tego nie ustosunkowywać , nie ma to najmniejszego sensu.
Jedno mnie cieszy, że PIS wewnętrznie się rozdziela, najwyższa ku temu pora.

I tak, jak wczoraj było słonecznie i ciepło, dzisiaj znów ponura pogoda. Co prawda nie pada deszcz, ale jest zimno.
A do mojego  mieszkania,  umieszczonego w starej  kamienicy, na parterze, taki chłód szybciej dociera.
Tak więc już zaczynam się poważnie zastanawiać nad rozpoczęciem okresu grzewczego, czyli na włączeniu elektrycznego ogrzewania. Na początku tak minimalnie, tylko tyle, by ten chłód "złamać", bo gdy zmarznę, moje kostki bardzo się wtedy buntują.
Poczekam do końca tygodnia, gdy wpadnie do mnie na kawkę Maciek, wtedy pewnie odpalimy już ten piec, wszak to już będzie prawie koniec września, najwyższa pora.
Ciekawa jestem, czy w mieszkaniach z centralnym ogrzewaniem , zaczynają już palić w kaloryferach. Musze popytać.

Na razie życzę wszystkim spokojnego popołudnia

poniedziałek, 18 września 2017
kto wierzy w sny?????

 

 

 

Ja wierzę. Bo mi sny się spełniają....czasami.
Ale teraz nad ranem miałam całkiem niemiły sen. Śniła mi się moja Tina, bokserka,w całkiem niemiłej sytuacji, była poprostu umierająca. A ja nie mogłam nic zrobić. Strasznie mnie ten sen umęczył. Ale czemu akurat Tina mi się śniła?
Pewnie dlatego, że często na FB jestem teraz na portalu Psy rasy Bokser - najcudowniejsi przyjaciele, a tam często niestety są wiadomości o tym, że kogoś pupil akurat opuścił ten świat i udał się w Dolinę Tęczy. Fajnie, że tak to właściciele traktują, na pewno trudno się jest rozstać ze swoim psim przyjacielem, kiedy spędzało się z nim wiele dni i nocy, ale niestety, taki moment przychodzi. Niestety pieski żyją stanowczo za krótko. A szczególnie już własnie boksery, jeżeli przeżyją więcej niż 12 lat, to już jest szczę przedwczesnej  śmierci. Nie wiem czemu boksery mają szczególną właściwość na zapadanie na taką właśnie chorobę, ale jest to fakt. Bardzo to smutne.I właśnie, mimo, że nie posiadam psa akurat znów jej śmierć musiałam przeżywać. Koszmar.
Ogólnie mówiąc uwielbiam psy, ale z wielu powodów teraz go nie posiadam. Po pierwsze, może i mam dobre warunki mieszkaniowe, ale ostatnio mam niestety kłopoty z chodzeniem i miałabym kłopoty z wyprowadzaniem psa na spacer. A pies musi się wybiegać, takie chodzenie na spacerze na smyczy jest bez sensu. W Krakowie mało jest takich miejsc, gdzie pies bez problemów może sobie pobiegać, może jeszcze pozostały tylko Błonia, ale z kolei tyle tam innych piesków i o psie awantury w związku z tym jest bardzo łatwo zahaczyć. A nie ma nic gorszego, niż fakt, że twój pies jest atakowany przez innego czworonożnego  współziomka, albo co gorsza, sam atakuje jakiegoś czworonoga. W ferworze walki na ogół psy słabo słuchają właściciela i często takie psie afery kończą się obrażeniami, nierzadko i gorzej. A ja nie miałabym teraz siły na bycie rozjemcą w takich awanturach, już nie mówiąc, że prócz psów do afery zazwyczaj włączają się ich właściciele (co z kolei wcale mnie nie dziwi), no i wtedy robi się  niezła kołomyjka.
Dziękuję, to już nie dla mnie.Tęsknię bardzo za własnym pieskiem, ale zdaję sobie sprawę z tego, że nie potrafiłabym mu teraz zapewnić odpowiednich warunków. ,
Często na spacerze widzę takiego wielkiego bloodhounda, wspaniały, dorodny i nie stary pies, tylko......niestety jego spacer polega na tym, że pan prowadzi go na  smyczy na pobliską ławeczkę, gdzie przesiaduje ze swoim kolegą dłuższy czas, a biedny pies plącze się koło ławki na tej smyczy, od czasu do czasu głucho i smutnie wyjąc. Straszne jest to jego wycie, słychać go na całą okolicę, naprawdę, nie przesadzam. Często idąc nie widzę, a słysze tego biedaka, zawsze tak samo donośnym i bardzo przejmującym głosem  wyje.
No i powiedzcie mi, po co tacy ludzie chowają takie sporej wielkości pieska? To niech sobie jakiegoś kanapowca do głaskania kupi, psa, który nie musi tyle biegać, chociaż  takich niebiegających piesków to raczej  nie ma.

No to poniedziałkowy wpis jest "pod psem"
A czy jest lepiej niż wczoraj?
Pewnie tak, bo przynajmniej deszcz nie pada i nawet świeci słonko.
Co prawda temperatura nie jest jakoś zabójczo wysoka, jak na przykład w Turcji, gdzie jest wciąż ponad 30 stopni, są tacy, który niestety doznali takiego termicznego szoku po powrocie z tych ciepłych okolic i bardzo im współczuję, bo znów będą się musieli do nowych warunków przystosować, ale jakoś żyć trzeba. Poradzą sobie, od czego są ciepłe swetry, a w domu wesoło palący się kominek???
No to życzę tym "powracającym" i Wszystkim innym dobrego dnia i jeszcze wspanialszego tygodnia, wciąż w oczekiwaniu na jeszcze trochę ciepłą, złotą jesień.

niedziela, 17 września 2017
nie cieszy mnie niedziela

 

deszcz, zimno, ohydnie.jednym słowem łóżkowo.
Może jutro będzie lepiej ???????

sobota, 16 września 2017
o czym?

 

 

Właściwie to o niczym.
Cholewka, straciłam ostatnio wenę do pisania.
Albo nic ciekawego się nie dzieje, albo....
No dobra, o oszustwie więc napisze. O oszustwie, którego doznałam od Orangu.
Kilka dni temu przemiły skądinąd młody człowiek zadzwonił do mnie w celu przedłużenia internetu mobilnego.
No i....chwycił mnie. Naobiecywał, naobiecywał, ale prawda okazała się całkiem inna. Niby miano mi przyznać aż 100 GB (???), dostałam tylko ....10, więc nawet mniej, niż ostatnio miałam. Co prawda telefonowałam do firmy i pani, miła skądinąd (sami mili tam przecież pracują) poinformowała mnie, że jeszcze (wtedy, czyli w dniu popisania umowy) nowy program nie wszedł, ale skoro obiecali mi te 100 GB to pewnie je będę miała,  więc nie ważne jest to co pisze na umowie.  Oczywiście bzdura, ważne jest to własnie, co jest podpisane, a nie obiecane na słowo.
Miałam mieć 14 dni na możliwość rozwiązania tej umowy, nieprawda, już po 2 dniach nową usługę mi włączyli, wcale nie czekali te dwa tygodnie.
I co dalej? Ano nic, właściwie mi ten mobilny internet do szczęścia nie jest potrzebnym, bo mam i w domu i w pracy i w komórce dostęp do netu, ale z tej usługi jeszcze ktoś korzysta i nie chcę jej tego kogoś pozbawiać (ot, takie moje ciche zobowiązanie), więc już interweniować nie będę, niech zostanie jak jest.
Dobre jest w  tej całej sprawie to, że dostałam ruter, z którego będę mogła korzystać w miejscach, gdzie nie mam dostępu do WiFi. Czasami tak bywa, że jest się nagle w miejscu bez zasięgu (na przykład kiedyś, gdy byłam w szpitalu korzystałam z netu z telefonu i tych dodatkowych minut z internetu mobilnego), teraz w takiej sytuacji będę  miała ułatwiony taki dostęp, będzie szybszy niż dotąd z telefonu go czerpałam.
Ale obym nie musiała z niego korzystać. Pozostawiam minuty tajemniczej osobie X :-)

Nic innego i specjalnego się nie dzieje, ot nadszedł czas zupełnie nieprzyjemnej jesieni.
Dzisiaj  w nocy  "moi" powracają z wakacji w ciepłych krajach, spotkanie z zimną rzeczywistością na pewno nie będzie dla nich przyjemne.
Ale wszystko kiedyś się kończy i  to dobre i to złe, taka jest kolej rzeczy.
A co porabiam długim i już szybko zapadającym zmrokiem?
Ano fermię sobie w tym swoim Wiejskim życiu, coraz bardziej urozmaicone dostaję tam zadania, coraz trudniejsze i co jakiś czas muszę coś dokupować, ostatnio kupiłam dziwne zwierzę Alpaka, które daje mi ciepłą wełnę (no nie mi, bo szybko ją zbywam, wg. zamówienia, które do mnie wpływa),  dokupiłam też jelenia, bo jest spore zapotrzebowanie na dziczyznę, zastanawiam się nad zakupem....wielbłąda. Mówię Wam, takie fajne są tam te zwierzątka, a jakie zabawne minki robią, można się i zabawić i pośmiać zarazem. 
Może to dziecinne, ale coś zrobić trzeba, zwłaszcza że ostatnio są beznadziejne telewizyjne programy i prócz moich ulubionych seriali właściwie nic innego nie oglądam. Czasami na Ipli powracam do Rodziny zastępczej, co prawda znam już wszystkie odcinki prawie na pamięć, ale to jest tak sympatyczna rodzinka, że zawsze miło z nią się spędza czas.
A ponieważ pogoda jest do niczego ofiarowuję Wszystkim dzisiaj piękną różę na poprawienie humoru.Róża i kawa zawsze humor poprawia, więc tę różę Wam pozostawiam a sama idę zrobić sobie następną kawkę. Wypiję ją za Wasze zdrowie.
Przyjemnej soboty

piątek, 15 września 2017
to nie jest mój dobry dzień

    

Zdecydowanie nie jest dobry, chociaż czwartek był nawet miły i przyniósł dobre wieści.
Chociażby i taką wiadomość od Uli, która  do mnie miła spłynęła, że jednak pamiętała o środzie, ale....no tak na wakacjach różnie bywa, człowiek cieszy się się miłymi chwilami. Pozdrawiam Uleczko Cię nad tym morzem :-)
Ale to było wczoraj.
Dzisiaj jestem zła i "uboleśniona", więc jak można mieć dobry humorek i w dodatku blog pisać? Musiałabym wszystkie brzydkie wyrazy powtarzać po kilka razy i...straciłabym tę dobra reputację, hi, hi.
Więc nic dzisiaj ciekawego nie napiszę, trudno, na  moje przemyślenia musicie poczekać troszkę.
Niech weekend będzie wspaniały, chociaż zapowiadają niestety i burzowy i deszczowy i do....niczego.
Pewnie dlatego tak się czuję, jak się czuję.
Ale przecież nie zawsze musi być różowo, prawda?
Głowa do góry

czwartek, 14 września 2017
Kaszuby - piękna kraina

 

 

Chyba taka piękna, że Ula nawet o blogu wczorajszym zapomniała? Nie miałam żadnego komentarza na blogu, co prawda mnie nie zdziwiło, ale nawet nie posłała mi MMM-są? Trochę dziwne.
Cierpliwie poczekam na jakąś wiadomość, mam nadzieję, że tam dobrze się bawi. I wcale to nie znaczy, że mam Uli za złe, że się nie odezwała, ani tym bardziej, że jej zazdroszczę. Nic podobnego, nawet się cieszę, że ma tyle okazji do wspaniałego odpoczynku na łonie natury.
A mi się po prostu już nie chce i już. Przecież pisałam wczoraj, że czuję się co najmniej o 10 lat starsza, niż tych lat już mam, a mam ich wcale nie za mało. Gdy idę ulicę i widzę te uśmiechnięte młode dziewczyny, mijające mnie prawie że biegiem tak sobie myślę : Boże, jak ten czas ucieka.... też kiedyś mijałam te wlokące się po chodnikach babcie i nie rozumiałam, czemu one tak człapią. Teraz już świetnie to rozumiem!!!! Znowu się skarżę? nie, tylko całkiem realnie opisuję warunki fizyczne osób starszych, które niestety z powodu wielu dolegliwości zaczynają być nagle ograniczone. Niektórym trudno się z tym pogodzić i wtedy przychodzi załamanie, jak to, już nie jestem taka wartka i szybka? już nie mogę na kolanach froterować podłóg (bolą kolana), ani dźwigać ciężkich zakupów(bolą ręce) ?  Al spora część osób w "słusznym wieku", jak na przykład ja, zaczynają pojmować, że trzeba te niedogodności przyjąć dzielnie na swoje bary i trzeba z nimi się pogodzić.
I teraz już nie wstydzę się prosić kogoś o pomoc, na przykład, gdy ze stromych schodów koło mojego sklepu muszę znieść ciężką torbę. Do tej pory jakoś zawsze spotykałam się przychylnością, jednak nie wszyscy młodzi są zepsuci na tyle, żeby lekceważyć osoby starsze, chociaż w niektórych środowiskach takie osobniki niestety wciąż  występują.
Najważniejsze jest jednak, żeby obojętnie na wiek nieść na  swoich ustach uśmiech, a lico ogarnięte było pogodą ducha. Wtedy życie staje się łatwiejsze i nawet te niektóre niedogodności stają się mniej dokuczliwe. Ot, to tylko takie czwartkowo poranne moje dywagacje o starości, chociaż duchem wcale stara się nie czuje.
Oj chciałaby jeszcze dusza do Raju, tylko.........kości nie pozwalają ha, ha, ha

Pogoda na szczęście dzisiaj jest całkiem przyzwoita, przynajmniej poranek jest słoneczny, mam nadzieję, że tych słonecznych promieni starczy i na resztę dnia. Tym bardziej, że przestałam się już tak bardzo przejmować tym, co się wokoło Polski dzieje.
No własnie, co tam panie w polityce? Ano PIS nadal twardo trzyma, obiecują, obiecując, obiecując i rozdając pieniądze, które niestety kiedyś nasze dzieci, wnuki i pewnie prawnuki zgrzytając ze złości na głupotę i naiwność  swoich dziadków, spłacać będą.
Ale tym Pis nadal przy władzy się utrzymuje, dodając jeszcze nienawiść wobec Niemiec, występując o reparacje wojenne  I tak nigdy tych pieniędzy nie dostaniemy, ale co im zależy grać na antyniemieckich sentymentach, skoro im to sukces przynosi? Przynajmniej do pewnego czasu, bo nie wiem, czy uda się im te 80 procent Polaków zniechęcić do Unii i  skutecznie przeprowadzić Polxit, tak jak zamierzają. Niby obłudnie opowiadają się za Unią, ale czynią wszystko, żeby jak najszybciej nas stamtąd usunęli. No i wtedy usłyszymy, jak ta Unia jest niedobra i niesprawiedliwa, najbardziej oddany im kraj oddalili precz Ciemny lud znów uwierzy, ale może już nie te 40 procent koniecznie?.
Niestety wciąż spora część Polaków daje się chwycić na pisią propagandę, a przy okazji słaba opozycja nie pozwala, by coś w Polsce zmienić.
Ale do czasu, do czasu....

No dobra, mamy piękny czwartek i dobre humory, więc nie będę już o polityce truła, tylko życzę przyjemnego dnia.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 520