type="application/x-shockwave-flash"> http://mail.google.com/mail/?attid=0.1&
romantycznie i normalnie
RSS
sobota, 20 października 2018
20 październik





A dzisiaj moja Mamusia Irenka obchodziłaby swoje Imieniny.
A dzisiaj moja Siostra Ania obchodziła by swoje Urodziny.
Najbliższe mojemu serce dwie moje  Kochane Istoty, tak daleko są ode mnie, a zarazem tak blisko...

Czuję Ich obecność koło siebie, bo wiem, że  Obie o mnie się martwią i obie nade mną czuwają 
 KOCHAM WAS 



Dzisiaj rozpoczynam swój czas wyborczy.
 Już dzisiaj rano mam  zebranie w Komisji wyborczej, jutro przede mną cały dzień pracy.
To będzie dla mnie bardzo pracowity, ale zarazem bardzo ważny weekend, podczas którego będę spełniała swój Obywatelski obowiązek wobec mojej Ojczyzny.
Do tego przecież dobrowolnie się zobowiązałam i wcale tego nie żałuję, że podjęłam taką decyzję.
Będę starała sumiennie się z moich obowiązków wywiązywać.

No, a poza tym, zarówno mnie, jak i Was obowiązuje już tak zwana cisza wyborcza, więc  dzisiaj buzię sznuruję, przyjdzie jeszcze czas na moje spostrzeżenia.
Mam taką cichą nadzieję, że nie zmitrężę dzisiaj wielu godzin w Komisji, ale pewnie jakieś małe przeszkolenie mnie czeka.
Zarówno przewodnicząca, jak i vice przewodnicząca  Komisji miały dodatkowe przeszkolenia, więc dzisiaj pewnie kilka spraw organizacyjnych nam będą miały do przekazania, aby jutro już każdy z nas mógł  być merytorycznym członkiem komisji.
Co prawda, jak to zawsze przy wyborach bywa, będzie na pewno wiele niezbyt jasnych spraw do rozwiązania, ale i tak zdecydowany głos będzie mieć przewodnicząca i jej vice. 
Ale tym będę się martwiła dopiero jutro, a teraz ubieram się i szybciutko biegnę na spotkanie przedwyborcze.
Za oknem jeszcze ciemna noc, nawet nie wiem, jaki mnie dzisiaj dzionek czeka.
Jutro o tej porze będę już i ciałem i duchem obecna w Lokalu Wyborczym.......
Ale jak to dobrze, że mam swoja Komisję tylko kilka ulic dalej, maratonik pomiędzy dwoma komisjami, między tą, gdzie będę pracowała i tą, w której będę zwyczajnym wyborcą, czeka mnie dopiero jutro.
A tu akurat na niedzielę deszczyk zapowiadają.......

Wszystkim Irenkom, które dzisiaj obchodzą  święto  swojego Imienia życzę wszystkiego najlepszego  

piątek, 19 października 2018
masochistka?

 

 

 

Pewnie w tym coś jest, skoro zdjęcie wczoraj Jarosława K. zamieściłam, ale trzeba przyznać, że na jak jego zdjęcie, wyszedł tam całkiem przyzwoicie, jego inne zdjęcia są wprost katastroficzne i karykaturalne.
Mnie po prostu to zjecie rozśmieszyło, bo to taki pijar, że HEJ!!!
Ale przyrzekam Koleżance Atojaxxl, więcej nie będę.
Przepraszam, ze popsułam humor.
POPRAWIĘ SIĘ, A PO PRZEGRANEJ PISU TO JUŻ NA PEWNO SIĘ POPRAWIĘ :-)

 

Ale żarty na bok, a może to wcale nie są żarty???


Dzisiaj ostatni dzień  przed wyborczą ciszą.
Jutro usta trzeba będzie zasznurować i znosić wszelakie niepewności.

Dlatego dzisiejszy dzień raz jeszcze wykorzystuję z  moim apelem - prośbą:::

  RODACY!! MOI  KOCHANI PRZYJACIELE!!!!

IDŹCIE W NIEDZIELĘ GŁOSOWAĆ -  BO KAŻDY WASZ GŁOS JEST NA WAGĘ ZŁOTA!!!!!!


Chcecie mieć dla siebie, swoich dzieci i swoich wnuków mądrą, dobrą Polskę?????

Odsuńmy PIS od władzy.

Przynajmniej na razie w naszych regionach, przyjdzie i czas na szerszy zakres.
Tylko trzeba się odważyć, ten pierwszy krok zrobić.
Gdy wytrącimy im tę cegiełkę w małych Ojczyznach, przestaną się wreszcie czuć tak pewni siebie, będą wiedzieli, że już mogą przegrać.
A potem....poleci już z górki, taką mam nadzieję!!!!!!!!
Bo przecież POLACY to naprawdę mądry naród!!!!
Nie możemy ciągle na pisie plewy dawać się nabierać!!!

 

D  O  S  Y  Ć   PISU W POLSCE !!!!!

To może coś o jesieni jeszcze???
Niestety nie mam najlepszych wieści. Od przyszłego tygodnia przychodzi totalne załamanie pogody i do Polski napływać będzie  bardzo chłodne, arktyczne powietrze.
I nie tylko deszczem ma nas ta jesienna aura straszyć, ale możliwe są też i opady deszczu ze śniegiem.
Brrr, jak to dobrze, że kupiłam już sobie te zimowe botki.
Kurtkę puchową też mam, tę z zeszłego roku, ale cóż, nie będę co rok wymieniała przecież garderoby, wszak nie nazywam się Carringhton.
Sweterki, spodnie ciepłe też mam, czyli można powiedzieć, że jestem do zimy przygotowana, niestety nie jestem na nią jeszcze  duchowo gotowa.
Wciąż jeszcze tkwię myślami w tej pięknej i ciepłej porze roku, nawet jeżeli jest to tylko słoneczna jesień. 
Ale tak prawdę powiedziawszy, nigdy nie jestem pozytywnie do zimy nastawiona, zupełnie jej nie lubię, brrr, śnieg, wiatr, zawieje, ślisko.......
Ja już chcę wiosny........
A jeszcze trzy dni temu zachwycałam się pożółconym moim parkiem.Na jednym ze spacerków spotkałam tego malutkiego pieseczka, słodki i piękny jak mała sarenka, nawet go dobrze pośród tych listów dobrze nie było widać, musiałam moje zdjęcie tak sformatować, by ta drobinka znalazła się w środku obiektywu , żeby była widoczna.

A wczoraj na Żabiniec przyszła Magda z Abrą.




Jaka to słodziutka sunia.
Ma co prawda dopiero 3 miesiące, ale już wygląda całkiem dostojnie, chociaż wciąż psie figle ma w głowie.
A że akurat wczoraj przyszłam dużo wcześniej, miałam czas chwilkę z nią się pobawić. No i oczywiście musiałam jej parę fotek zrobić.
Słodka sunia.Wczoraj uczyłyśmy ją komend siad, daj łapę, leżeć. Oczywiście stosując przekupstwo, ale takie psie dziecko musi być nagradzane za każdą dobrze wykonywaną komendę.
Po prawdzie, uczyła ją tego pełna poświęcenia i cierpliwości Kasia, my z Magdą tylko podziwiałyśmy obie i uczennicę i nauczycielkę. Podziwiałam, gdy obie siedziały cobie na chodniku i ćwiczyły komendę leżeć, czołgaj się.Tylko co Abra z tego naprawdę pojęła? Dopóki  w ręku Kasi były przekupne chrupki cała nauka szła pomyślnie, potem już różnie było.
Zresztą i tak nadszedł czas, że Kasia i Magda z Abrą musiały już jechać do domu, a ja musiałam zająć się w końcu za swoją pracę, bo akurat już przyszli moi pacjenci.Tym razem wszystko obeszło się bez żadnych przykrych wypominków mojego wieku, jak to było w poniedziałek.
Miałam samych kulturalnych pacjentów, przejętych zresztą  bardziej swoją chorobą, niż moim wiekiem :-)

No i wczoraj zauważyłam, jak szybko  już wieczór nadchodzi. Ponieważ jedno badanie nieco się przedłużyło, wracałam już zmierzchem i ledwo zdążyłam zjeść swój podgrzany barszcz ukraiński, a za oknem zrobiła się już noc. No tak, za tydzień zmieniamy czas i ta noc nadejdzie jeszcze o godzinę wcześniej niż teraz.
Jakby to powiedział Smerf Maruda??? Jak ja nie cierpię, gdy tak szybko ciemno się robi.Od razu człowiekowi wydaje się, że jeżeli jest ciemno za oknem, to trzeba iść spać i oczy same zaczynają się kleić do snu.

A z zasypianiem nie mam żadnych kłopotów. Co prawda ze dwa, trzy razy w nocy się przebudzam, pewnie dlatego, że za gorąco mi pod moją nową kołderką, zwłaszcza, gdy włączony piec mam za głową, ale potem szybciutko znów zasypiam.
No ale przecież nie mogę nie włączać pieca, bo bym nie tylko kichała, ale gdy jest zimno wszystkie kostki zaczynają mnie boleć.
A może dlatego tak często się w nocy budzę, bo już mój organizm przyzwyczaja się do myśli, że w te niedzielę będę o czwartej rano wstawała. Tak wcześnie, żebym mogła potem jakoś wyzbierać się na godzinę szóstą, bo o tej porze muszę być już obecna w Lokalu Wyborczym, a ja rano zawsze te chwilkę na rozruch mieć muszę .
Ale spokojnie, dam sobie radę. Jutro zresztą też muszę około 6 rano wstać ( w sobotę??????  tak wcześnie???? makabra!!!!), bo zbiórkę przedwyborczą w mojej Komisji mam już o 8.30 i muszę być  tam obecna i ciałem i duchem, czyli muszę rano mieć czas na wypicie kawusi, bo bez niej ani. ani.
A może nawet i dwie kawy będę musiała wypić, żebym była całkiem w tej Komisji kumata?????
O takiej pory roku jedna kawa może być  stanowczo za mało.

Dzisiaj na słoneczko raczej nie ma co liczyć, chociaż.....ABRA KADABRA, słoneczko obudź się, uciesz nasze liczka,  jeszcze zanim ta niedobra jesień w pełni nadejdzie.

Życzę przyjemnego i spokojnego piątku, przeplatanego słonecznymi promyczkami.


A ja idę napić się drugą kawusię

czwartek, 18 października 2018
nie mogę się powstrzymać !!!!!

Muszę  koniecznie  zamieścić  ZDJĘCIE ROKU 2018:

 





Pozostawiam bez komentarza.......

Żegnaj Unio?????

 

To  niestety jest bardzo możliwe do przeprowadzenia.

I wcale nie ma tu żadnego znaczenia, że około 75-80 procenty popiera nasz udział w Unii, wystarczy tylko, że  Pol exit zostanie przegłosowany większością głosów w Parlamencie, a jak wiemy, Pis niestety taką większość posiada i wystarczy, że te ustawę podpisze prezydent, a wiadomo, że on wszystko podpisuje, co mu pod nos podstawią i....
Mamy pozamiatane.
I to nie są wcale strachy na lachy, to nie jest żadna czarna moja wizja, ani nie jest to wizja "totalnej" opozycji, czy wrogich mediów i zagranicy, o tym  ostatnio niestety głośno mówiła Była Rzecznik pani Ewa Łętowska, o tym wspominała nasza euro posłanka Róża Thun, teraz mówią o tym i politycy (oczywiście nie pisowscy), Sędziowie, dziennikarze, ludzie światli, naprawdę inteligentni, którzy widzą do czego Pis chce doprowadzić.
A wczoraj minister sprawiedliwości zgłosił do Trybunału Konstytucyjnego pytanie o niezgodności  Traktatu Unijnego z naszą Konstytucją  Ale.....
Gdy ówczesny prezydent Lech Kaczyński przy zgodzie ówczesnego premiera Jarosława Kaczyńskiego podpisywali Traktat Lizboński  jakoś nie wnosili możliwości takiej niezgodności, problem ten wypłynął własnie teraz, gdy wiadomo, że Unia broni naszej Konstytucji, broni niezależności naszych Sądów i jedyną metodą, żeby Pis przeprowadzał swoje autorytarne zapędy będą  możliwe  przez nich do przeprowadzenia tylko w momencie, gdy wyjdziemy z Unii.
Ludzie to się dzieje naprawdę!!
Najpierw zniszczyli KRS, zniszczyli Sąd Najwyższy, podeptali Konstytucję, a teraz prą do przodu, bez żadnych oporów, czują się bezkarni.
Podobny przypadek pisiej bezwzględności zarysował się ostatnio  zresztą w Łodzi, gdzie wiadomo, że obecna pani prezydent Zdanowska ma olbrzymią przewagę nad pisowskim przeciwnikiem w nadchodzących wyborach, więc starają się ją sekować ogłaszając, że nie może brać udziału w wyborach, ponieważ została skazana. Owszem, ale nie dostała wyroku więzienia, dostała tylko   grzywnę, zresztą za potwierdzenie nieprawdy w całkiem prywatnej sprawie, którą spłaciła, a to nie jest wcale wystarczający powód, by ją odsunąć od wyborów, nie przekroczyła prawa, którym podlegała by wyrokowi karnemu.
Wredota Pisu przeraża, nie tylko mnie, coraz więcej ludzi na oczy przejrzało, ale niestety, Pis jest tak zdeterminowane, że gotowi są do posunięcia się do każdego świństwa, aby te wybory  wygrać, każdy szwindel w ich wykonaniu jest możliwy, dlatego musimy  odkładnie patrzeć im na ręce.
A co do Unii?? No cóż, wiadomo już od pewnego czasu było, do czego Pis dąży, nie powinniśmy się dziwić, co najwyżej powinniśmy naprawdę bardzo silnie uderzyć się w nasze piersi, bo to MY JESTEŚMY WINNI TEMU, ŻE "DOBRA ZMIANA" 2 LATA TEMU WYGRAŁA!!!!!
Przez nasza głupotę, gnuśność,  przez nasz grzech zaniedbania Pis dostał niestety tyle głosów, że teraz mogą sobie podporządkować całą Polskę.
I robią to bez żadnych skrupułów,  według swojej pisiej modły.

Znowu politycznie zabrałam zdanie, ale naprawdę musiałam. Przyznam, jestem bardzo zatrwożona tym, co się w naszej Polsce dzieje.
Tyle lat marzyliśmy, żeby być w Europie, a gdy nam się to nareszcie udało, przyszedł taki jeden człowiek, któremu się wydaje, że jest bogiem i wszystko może i mówi: Polska jest moja i będzie w niej tak, jak ja chcę!!!!!!
My, starsze pokolenie, już to przerabialiśmy, żyliśmy w Polsce pod dyktando PZPR i wydawało nam się, że gdy wreszcie tej hydrze urwaliśmy łeb, ona już nie odżyję. Niestety, odżyła!!!! I to w dodatku w jeszcze bardziej groźnej postaci, niż poprzednio.

Kiedy ludzie naprawdę się obudzą? Ano wtedy, gdy te kije dobrze ich po plecach pobiją, gdy będzie już tak źle, że wreszcie rzucą się pisowskim gadom do gardła.
Nie wiem, jakim cudem udało się nam Polakom przeprowadzić te kilkadziesiąt lat temu bezkrwawą rewolucję, niestety, teraz już tak nie będzie.
Bój to będzie straszny, bo Pis się nie podda tak łatwo, jak kiedyś ulegli walczącym z komuną PZPR- owcy.
Tylko ciekawa jestem po  której stronie stanie nasze wojsko, nasza policja?????????
Gdy Pol exit się dokona, Unia nam już nie pomoże. Nikt wtedy nam nie pomoże, będziemy samu pazurami musieli wyrywać im władzę i potem znów wszystko znów będziemy  zaczynać od początku, bo obecna Konstytucja, obecne Sądy , wszystkie rządowe urzędy i prawa są niestety przez pisowców skutecznie zniszczone.
Straciliśmy co najmniej 40 lat, o tyle  lat cofnęliśmy się przez obecnie panujące bezprawie, a niestety naprawić wszystko będzie naprawdę bardzo trudne.
A miało być tak pięknie..........


Wczoraj była prześliczna i ciepła środa. Wczesnym popołudniem dostałam telefon od V.I.P -a: jadę autobusem w kierunku Parku Krakowskiego.
To zaraz tam będę, odpowiedziałam.
Parę dni temu drzewa jeszcze były zielone, teraz niestety  w parku króluje żółć i brąz. Alejki i trawniki już gęsto pokryte są suchymi liśćmi, które tak pięknie pachną jesienią i które tak wspaniale pod nogami szeleszczą.
Oczywiście zrobiłam kilka zdjęć, które umieściłam na Facebooku, a jedno z nich umieściłam też i  tutaj, w swoim blogu.
I znów to był bardzo udany dzień. Oby  takich było jeszcze jak najwięcej......

W dodatku pod zdjęciem, które umieściłam na Facebooku podpisał się pan Adam, z takim samym nazwiskiem, jak moje.
Nie wiem, czy to tylko zbieżność nazwisk, a może to jednak jakaś dalsza rodzina, której jeszcze nie znam?
Mam nadzieję, że sprawa się wyjaśni.

A co z dzisiejszym dniem???
Ano mamy już czwartek, podobno jeszcze też ciepły i słoneczny, oby tak jak najdłużej było.
Na szczęście obok mojej pracy jest Restauracja, przed którą zawsze postawione są ławeczki(oczywiście w takie ciepłe dni jak ostatnio), więc można sobie na nich chociaż na chwilę przysiąść, odpoczywając moment od pracy na świeżym jednak powietrzu.
A co mi się tak jeszcze podoba? Zawsze w takie ciepłe dni przed ogródkiem restauracji  wystawiona  jest miska z wodą dla przechodzących czworonogów.
Oczywiście nasze milusińskie zwierzątka bardzo chętnie korzystają z takiego poczęstunku, zwłaszcza gdy zziajane od ciepła tamtędy przechodzą.
Niby nic, miły gest,  jedna nieduża miska, ale zawsze jest pełna wody, właściciele restauracji są miłośnikami zwierzątek i zawsze o nie dbają.
A ja zawsze twierdzę, że  nasz stosunek do zwierząt jest miernikiem tego, jakimi jesteśmy ludźmi.
Niestety na Facebooku często podawana są wiadomości o niebywałym bestialstwie niektórych właścicieli zwierząt. Pomysły w ich brutalności wobec naszych przyjaciół mniejszy nieraz przechodzi ludzkie pojęcie, jak trzeba być złym człowiekiem, żeby takie pomysły mogły ludziom do głowy przychodzić.
I to nie jest niestety tylko porzucanie piesków przez właścicieli na pastwę losu ( chociaż taki porzucony w lesie piesek jest wręcz zrozpaczony, nie rozumie, dlaczego ktoś, kogo on kocha, go porzucił), to również brutalne ich kaleczenie.
W świecie natury zabijanie jednych  zwierząt przez drugie jest dopuszczalne, ale zwierzęta nigdy nie czynią tego z okrucieństwa, to jest tylko ich walka o przeżycie, robią to z chęci zdobycia pożywienia.
My niestety też niejednokrotnie zdobywamy nasze pożywienie w podobny sposób, aby móc zjeść pyszna szyneczkę, czy kotlecik na obiad, niestety jakieś zwierzę musi stracić życie - taka jest  smutna prawda.
Ale w żadnym wypadku nie możemy dawać przyzwolenie na bestialstwo, ani wobec ludzi, ani wobec zwierząt.
Zawsze powinno się stosować w miarę humanitarne sposoby zdobywania pożywienia, zwierzę nie powinno cierpieć!!!!!
A zresztą co raz częściej słyszy się o dietach wegetariańskich, które stosują ludzie  tak kochający zwierzęta, że nie zgadzają się na ich zabijanie. 

A ja?...cóż, przyznaję, lubię sobie od czasu do czasu zjeść jakieś pyszne mięsko......ale co raz częściej myślę o tych biednych zwierzątkach, które przeze mnie życie utraciły....... tylko czy potrafię to zmienić???

Bardzo przyjemnego czwartku wszystkim życzę, przede wszystkim słoneczka i ciepełka, który musimy  zmagazynować w sobie na długie, chłodne jesienne i zimowe dni

środa, 17 października 2018
Dzień dobry Uleczko

 

 

Przecież wiesz, że dzisiaj znowu jest nasza ulubiona środa.
Czyli nadeszła chwila na dusery, jak mawia V.I.P.
A niech sobie mówi, zarówno Ty i ja czekamy z niecierpliwością na ten dzień i na te kilka słów, które do siebie wtedy skierowujemy.
No więc ( Ewa, nie zaczyna się zdania od no więc), jak w każdą środę, posyłam Ci całe mnóstwo całusków z mojego kochanego i wciąż ślicznie w słonku skąpanego Krakowa.
Gdyby nie to, że wieczór tak szybko już zapada, pewnie myślałabym że mamy wiosnę.
Ale cóż, liście, które już coraz liczniej leżą na alejkach mojego ulubionego parku świadczą wyraźnie, jaką to porę roku teraz mamy.
Chociaż niektóre muchy i osy chyba też jeszcze nie wiedzą, że to już pora dla nich dobra do zimowego uśpienia się i złośliwie jeszcze bzykają gdzie nie gdzie i patrzą tylko, gdzie kogo jeszcze na koniec ich działalności złośliwie  użądlić.
Ale cieszę się, że Tobie ta jesienna pora  odpowiada, bo jest pełna nie tylko słonka, ale pewnie i pełna wspaniałych spacerów.
I życzę Ci Uleczku, żeby trwało taka wspaniała  pogoda jak najdłużej, chociaż podejrzewam, że w Twojej pasji ganiania z kijkami,nawet deszcz Ci nie przeszkodzi, ubierzesz kalosze, pelerynę i już hulaj dusza na Frische Luft  - tak podobno właśnie w Poznaniu się mówi, wiem, bo kiedyś, gdy byłam w sanatorium w Ciechocinku, mieszkałam w pokoju z pewną Poznanianką i zawsze przekomarzałyśmy się, czy się wychodzi na pole (w Krakowie tak się mawia), czy na dwór, jak mawiają w innych częściach Polski, wtedy własnie ta pani mi powiedziała, że w Poznaniu się mawia na Frische Luft. 
No tak, po prostu w Poznaniu wychodzi się na świeże powietrze i bardzo dobrze, u Was chyba nie ma tyle smogu, ile jest na przykład w Krakowie.
No, ale skoro na Wawelu u nas króluje Smok Wawelski, to trudno, żeby nie produkował on smogu, pewnie ze złości, że tak mało dziewic już w Krakowie mieszka????
Więc jeszcze raz do Ciebie Uleczko się uśmiecham i....czekam na kilka komentarza słów od Ciebie :-)

Dzisiaj mamy środę, a więc przed nami jeszcze tylko trzy dni wyborczej kampanii i trzy dni wysłuchiwania obietnic bez późniejszego niestety  pokrycia faktami.
Bo obiecuje się łatwo, gorzej potem ze spełnieniem tych obietnic, zawsze po drodze są jakieś przeszkody, a skoro nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze.
Fakt, zaplanowanych inwestycji jest wiele, gorzej z zapewnieniem odpowiedniej na to kwoty pieniężnej. No i też trzeba wyczuć, która inwestycja jest ważniejsza, czy na przykład walka ze smogiem (oj w Krakowie to jest jednak wielki problem), czy budowanie przedszkoli i żłobków, aby tym maluchom zabezpieczyć jakoś opiekę przedpołudniową, gdy rodzice pracują,  Warto zastanowić się czy budować jednak, (skoro do tej pory się podobno nie budowało) te drogi, autostrady i mosty, Co prawda zawsze można wpław Wisłę przepłynąć - pamiętam, że gdy jeszcze chodziłam na Koletki i wracałam Bulwarami Wisły, obserwowałam przeprawy niektórych ludzi tratwą na drugi brzeg Wisły, bo było za mało wtedy mostów nad naszą wspaniałą rzeką przepływającą przez Kraków, potem wybudowano wspaniały Most Grunwaldzki, który obok niedaleko położonego Mostu Dębnickiego zapewniał lepszy transport z północy na południe Krakowa.  Zresztą potem wybudowano jeszcze kilka innych ważnych mostów w Krakowie, ale jakoś uciekło to ludziom ze świadomości, nie wszystkim, ale na pewno tym wyznawcom pewnej, znajomej nam  idei - fix.
A ja jeżdżąc po naszym Krakowie jestem dumna, że mamy tak wiele wspaniałych dróg, zresztą ciągle coś w Krakowie remontują i naprawiają, a potem te ulice przybierają całkiem nowoczesny wygląd. Czasami warto się przemęczyć, nawet postać nie raz  w korkach, by potem jeździć komfortowymi arteriami. Zresztą wiele jest problemów samorządowych nie tylko w Krakowie, czy innych większych miastach, problemy dotyczą każdej polskiej gminy i wydaje mi się, że pomysł centralizacji i podporządkowania rządzącym tych małych naszych Ojczyzn jest pomysłem chybionym.
Przecież każdy dobry, oczywiście gospodarz, będzie najlepiej wiedział, co w danym momencie dla jego "gospodarstwa" będzie najważniejsze, nie może decydować o tym rządowa "góra" - taki sposób rozdzielnictwa już ongiś przeżywaliśmy i doskonale wiemy, że nie zdał on egzaminu.

Dlatego po raz kolejny raz apeluję: Ludziska!! idźcie na wybory, to jest przecież takie ważne!!!! 

To Ty wybierzesz gospodarza Twojego regionu  i jeżeli  zwycięży Twoja gnuśność i nie pójdziesz do lokalu wyborczego, nie weźmiesz czynnego udziału w wyborach albo  jeżeli wybierzesz źle, będziesz mógł mieć pretensję tylko sam do siebie!!!!!!
Ale taką samą pretensję do Ciebie będą też mieć : Twoja żona, czy Twój mąż, Twoje dzieci, sąsiedzi, znajomi i przyjaciele, dla których życie będzie pasmem przeszkód i kłopotów.
Czy odważysz się jednak podjąć takie ryzyko, żeby narazić się tylu ludziom na raz??????
Rozważ to dokładnie. Masz na to jeszcze tylko 4 dni !!!!

Te wybory będą bardzo ważne, ale i od następnych, czyli parlamentarnych i prezydenckich zależą losy naszej Polski. Decyzja, czy zostajemy w Europie,
czy ....w czarnej dziurze.
I to nie jest już wcale straszenie złym, niedobrym Pisem, to są już fakty, które świadczą wyraźnie o tym, że teraz zadaniem Pisu jest wyprowadzenie nas z Unii.
Dzisiaj przeczytałam na przykład w Onecie artykuł  o poddawaniu przez jakby nie było ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę  wątpliwości dotyczących 
zgodności art. 267 Traktatu o Funkcjonowaniu UE z polską Konstytucją Gdyby  Polski Trybunał Konstytucyjny uznał, że ten artykuł nie jest zgodny z naszą Konstytucją (a przecież wiadomo, kto "rządzi" naszym  Trybunałem), okazałoby się, że dla Polski prawo unijne nie jest już nadrzędne.
Jest to następny i to już bardzo jawny krok do Polexitu, jako że wstępując do Unii   d o b r o w o l n i e   podpisaliśmy wszelkie unijne prawa, do których będziemy się stosować, a teraz je negujemy.
Czy myślicie, że Putin w Moskwie już otwiera szampana????
Jest jednak zasadnicza różnica pomiędzy Brexitem, a Polexitem, Anglicy świetnie sami sobie dadzą radę bez reszty Europy, my pozostaniemy sami, rzucenie na pastwę losu.


No to mamy znów dzisiaj kolejny słoneczny i raczej ciepły dzień. Jesień nadal dla nas jest łaskawa i oby tak jak najdłużej pozostało.
Chociaż....niestety na weekend zapowiadają pewne niezbyt przyjemne pogodowe zawirowania, może jednak ta prognoza się nie spełni???
Oby, bo trudno mi będzie w niedzielę pomiędzy tymi Komisjami Wyborczymi (czyli moją, tam, gdzie będę pracowała i tę w której będę głosowała) gonić, gdy z góry będzie kapało.
Ale to są już tak zwane przeciwności losu, na które czy chcę, czy nie, zgadzać się muszę.

Póki co pięknej środy życzę.







wtorek, 16 października 2018
daj babie elektrona......

 

 

.....to zaraz grzałkę spali,tak, tak, poddaję siebie dzisiaj bardzo nawet  ostrej krytyce, czasami trzeba.
Moim wytłumaczeniem jest to, tylko to, że te papierosy są inne i dziwne.
Ale fakt, pan w sklepie przy zakupie elektrona  dokładnie mi pokazywał, jak  go się napełnia, co trzeba odkręcić i gdzie wlewać trzeba ten nieszczęsny  liquid. Oczywiście ja wszystko pokręciłam i skutek był taki, że paliłam tego papierosa przez te kilka dni  praktycznie bez koniecznego płynu, więc grzałka musiała się spalić.

I dobrze, że tylko grzałka, bo w sumie nie kosztuje on dużo, tylko 9 zł.
Pan aż za głowę się chwycił, gdy zobaczył, w jakim stanie jest ten mój elektron po tych kilku dniach używania, ale bardzo cierpliwie wszystko mi wytłumaczył, ba, nawet przy nim sama musiałam odkręcać ten zbiorniczek i potem go napełniać. Chociaż zakręciłam go tak mocno, że wieczorem znów miałam trudności z jego odkręceniem (oh, te moje słabe ręce), musiałam prosić sąsiada o pomoc.
Zresztą po prawdzie ta grzałka od czasu do czasu się przepala i trzeba ją wtedy wymieniać.
Ale póki co, papieros działa.
I co ważne, wcale mnie do normalnych papierosów jakoś nie ciągnie. Mam co prawda na wszelki wypadek schowaną paczkę, ale leży sobie ona w szafce i czeka na lepsze czasy, obym to nie ja musiała znów być ich użytkownikiem.
I tu moja odpowiedź do wczorajszego komentarza: przeczytałam blog poświęcony papierosom E (dziękuje Ewciu za link) i okazuje się, że wcale nie są one aż tak bardzo szkodliwe, jak niektórzy twierdzą. Na pewno mają tę przewagę nad normalnymi papierosami, że nie tworzą się niebezpieczne dla zdrowia substancje smoliste, za to w tym liquidzie jest zawarty olejek, glikol i woda, które przemieniają się w parę wodną. Ten glikol może trochę i drażni śluzówkę górnych dróg oddechowych, ale i tak jest mniej szkodliwy niż smoła,  powstająca ze spalonego papierosa i osiadająca na płucach i na oskrzelach.

A  co ma do tego mój wiek?  Wiek nie ten?? No własnie, wiek..........
Miałam z nim wczoraj trochę małą przeprawę.
Wczoraj miałam pacjenta, który chciał bardzo mi się podlizać, albowiem spóźnił się na badanie ponad pół godziny, praktycznie byłam gotowa już do wyjścia, ale cóż,  nasz klient nasz pan, a pacjent swoje prawa ma, musiałam wszystko od początku włączać i aparat i dekoder, co chwilkę trwało.
No ale pan mnie tak pięknie przepraszał, że prawie, że uległam jego czarowi, ale tylko do czasu..... gdy tak bardzo chciał mi się przypodobać, aż lekko przesadził. Zaczął mi mówić, jak wspaniale mimo mojego wieku wyglądam (a on miał około 42 lat), że jestem taka przystojna (??). nic to, ale gdy koniecznie zaczął dociekać mojego wieku i spytał, czy jeszcze nie dobiegłam do osiemdziesiątki, myślałam, że go kopnę w łydkę.
Panie, ja nawet nie mam jeszcze siedemdziesięciu lat - odpowiedziałam oburzona, ale on zaczął obracać ten  swój nietakt w żart,  więc w sumie musiałam mu przebaczyć. Zresztą i tak nie miałam czasu na dalsze z nim dywagacje, za to łaskawie dałam się wycałować (i to kilkakrotnie) w obie ręce. Sam już nie wiedział, jak mnie ma przepraszać za to faux pas.
Osiemdziesiąt lat, też coś!!!!!!!To ja już tak strasznie staro wyglądam?????? Obejrzałam się potem bardzo dokładnie w lustrze, no spokojnie, może pierwszej młodości nie jestem, ale naprawdę nijak na osiemdziesiąt lat nie wyglądam!!!!! Nawet pewnie i na siedemdziesiąt lat też nie wyglądam, szczególnie z tą moją nową, młodzieżową fryzurką na jeża ( tak mi się przynajmniej wydaje!!!)
A kto by zresztą taką osiemdziesięcioletnią kobietę chciał zatrudniać???? Pewnie nawet jako babcia klozetowa by się  w takim wieku nie nadawała, a co dopiero zatrudnić ją  przy tak odpowiedzialnym stanowisku jako technik rtg :-)
Oj przesadził facet, bardzo przesadził, ale jakoś muszę to przeboleć.
Zresztą każdy wiek ma swoje dobre i złe strony, a ja i tak wcale nie czuję się na tyle lat co mam, no chyba, że akurat kręgosłup lub kolanko mi dokuczają.
Ale na pocieszenie dodam, że i kręgosłup i kolanka doskwierają też  osobom całkiem jeszcze młodym osobnikom, wiem coś o tym, bo mam przecież takich pacjentów.
Ale się tłumaczę, co????? Jednak troszkę mnie to ubodło, nie da się ukryć.Teraz już rozumiem, czemu moja Babcia kazała się nazywać Tamtąmamą, a nie babcią,  ona zawsze chciała być młoda!!!!!!

A może nie powinnam była o tym pisać?????
Ale czemu nie, trzeba mieć do siebie odpowiedni dystans przecież. Wszak nie same komplementy człowiek musi całe życie słuchać, czasem i zimny prysznic, tak dla higieny życia, też się przydaje od czasu do czasu. Byleby nie za często :-) :-) :-)

A co się jeszcze ciekawego  działo wczoraj? Było pięknie i słonecznie i milutko i...imieninowo.
Wczoraj w pracy nasza Jadzia poczęstowała nas imieninowym ciastem. Przyznaję się bez bicia, tym razem jednak uległam pokusie, niestety.
Tort był domowej roboty, co prawda nie przez samą solenizantkę zrobiony, ale przez jej sąsiadkę, więc był jak najbardziej bez tych cukierniczych, tłustych mas. Był to taki podobny trochę  tort do czarnego lasu, z tym, że czarny las jest zrobiony na ciemnym, kakaowym  spodzie, a masa do niego jest czekoladowa, z wisienkami w środku.
Jadzi tort był zrobiony z białego biszkoptu, ale przełożony był masa kokosową, i również w środku zawierał wisienki. Przez te wisienki nie był taki bardzo mdło - słodki, był lekko kwaskowaty i przez to pyszny. Pierwotnie miałam tylko zjeść pół kawałka tego tortu, nawet pół z jego kawałka odcięłam i położyłam na drugi spodek, ale.......chyba łakomstwo zwyciężyło, bo tort był naprawdę przepyszny. Drugą połowę też skonsumowałam !!!
Ale  ponieważ ostatnio bardzo się pilnuję i słodyczy nie jadam (z wyjątkiem lekko osłodzonej kawy), więc raz na jakiś czas zgrzeszyć można, prawda?
Zresztą teraz już nie ma co nad tym tortem deliberować, był, już jest zjedzony, koniec dyskusji.

Tak więc poniedziałek (czyli pierwszy dzień nowego tygodnia) miałam taki słodko - kwaśny ( i wcale nie chodzi tu o te wisienki w torcie), może pozostałe dni tygodnia będą bardziej udane???
Katar dalej mi średnio dokucza, na szczęście całkowicie się nie ujawnia, pewnie dlatego, że mam już znów cieplutko w domu ( nawet chodziłam  po domu w sukience i miałam zarzucony tylko lekki sweterek), piece lekko grzeją, a i wczorajsza pogoda też sprzyjała wczoraj mojej walce z katarem.
A i oczywiście jeszcze na noc zażywam APAP, nie mówiąc o piciu herbaty ze zbawiennym sokiem malinowym - chyba jednak powyżej skłamałam z tym nie docukrzaniem się , bo przecież sok malinowy też jest słodki, ale  piję go tylko dla zdrowotności.
Trochę tego katarku jednak nadal  w nosie siedzi, trochę sobie nawet kicham od czasu do czasu, ale do niedzieli muszę go zdecydowanie z nosa wyrzucić.


Pamiętacie tę datę sprzed 40 lat? 16 październik 1978 rok.!!!!
To był pamiętny dzień, zwłaszcza dla Polaków, a szczególnie dla Krakowian. W tym dniu na papieża został wybrany krakowski kardynał, arcybiskup Karol Wojtyła, który przybrał imię Jana Pawła II go.Wszyscy byliśmy wtedy tacy dumni, że Ojcem Kościoła został Polak.
Tylko co nam teraz, po 40 latach pozostało?
Niestety nasz kościół nie jest już tym samym Kościołem, jak wtedy, teraz stał się polityczną instytucją, myślę, że Janowi Pawłowi II wcale ta sytuacja w naszej polskiej katolickiej rzeczywistości by się nie spodobała.
A tak po Jego śmierci przyrzekaliśmy wierność Jego ideałom.
Niestety, rzeczywistość nas przerosła, może nie nas wszystkich, ale niestety większości, a przede wszystkim większości oficjeli polskiego Kościoła.Nie mniej nie można zapominać tej daty, stała się ona  przełomem w naszym życiu, tylko niestety........... coś znów się załamało i to w całką niedobrą stronę.

Pomału słonecznie robi się znów dzisiaj za oknem.
Trwaj nasza piękna jesieni, trwaj jak najdłużej.
Wczoraj widziałam nawet osoby ubrane w bluzeczki z krótkimi rękawkami. Fakt, temperatura przekraczała, zwłaszcza popołudniu 20 parę stopni.
Tylko....... nie wiem, czy tak letnio ubrane osoby nie zaczną za kilka dni tak samo kichać jak ja? Wszak jesień już mamy.........

Miłego, wesołego i pogodnego wtorku

poniedziałek, 15 października 2018
i znów ten poniedziałek

 

 

 

 

 

Ale czy rzeczywiście musi to być taki zły dzień tygodnia?
To przecież zależy od nas, no i trochę od układu dnia, naszego szczęścia itp.
Wszystko? No to moje nastawienie do dzisiejszego dnia nie jest szczególnie pozytywne. A wszystko dlatego, że jestem przeziębiona.
Jeszcze na razie wszystko siedzi mi w nosie i w gardle, ale czuje się nieco podle.
Dlatego wczoraj wieczorem jednak włączyłam sobie ogrzewanie.
Mieszkania w starym budownictwie szybko się wyziębiają. Wczoraj na przykład miałam niższą temperaturę w domu, niż była za oknem.
Wczoraj sobie trochę polegiwałam, dzisiaj niestety muszę iść do pracy, może jutro i w środę uda mi się troszkę podkurować.
Przecież na sobotę, a szczególnie na niedzielę muszę być całkiem zdrowa.
Nie mogę napuchniętym nosem i czerwonymi oczami wyborców przecież straszyć.

A niech wreszcie będą te wybory, niech te wariactwa, które się obok nas dzieją przynajmniej na jakiś czas się skończą.
Nie mam dobrych przeczuć, mimo licznych wpadek rządzących, nadal cieszą się największym poparciem.
Pewnie tylko dlatego, że ludzie nie mają już całkiem zaufania do PO, do Nowoczesnej również, a te dwie partie przecież tworzą Koalicję Wyborczą, przeciwną Pisowi, a niestety jeszcze nie powstała nowa całkiem nie skompromitowana formacja polityczna, która mogłaby odesłać Pis do narożnika.
Taka jest niestety polska rzeczywistość. Część Polaków jest zniechęcona, ci mogą do wyborów mimo wszystko nie iść, część ślepo  zauroczona jedną słuszną partią, ci do wyborów polecą na skrzydłach....wiary, bo kościół kazał, a reszta......
Kiedyś przeczytałam na Facebooku fajne stwierdzenie: gdyby Polacy tak chętnie i tak licznie poszli do wyborów, jak poszli na film "Kler", Pis zostałby pokonany i odsunięty od władzy.
Tylko.... tak jak pisałam powyżej, dużo jest tych osób może zniechęconych nawet rządami Pisu, ale nie mający dla nich żadnej alternatywy.
Może do następnych wyborów, parlamentarnych i prezydenckich cokolwiek się zmieni, może wreszcie lewica się podniesie, chociaż oni też niezbyt wielkim zaufaniem się cieszą po nieudanych i też skompromitowanych rządach SLD, może jednak powstanie całkiem coś nowego.
Tylko kto miałby być przywódcą tej nowej formacji? Nie widzę, no, może prócz Biedronia nikogo, kto umiałby Polaków pociągnąć za sobą. 
Ale na razie w tę niedzielę wybieramy swoje własne małe Ojczyzny, prezydentów, wójtów, gospodarzy gmin i radnych, które w tych naszych własnych małych regionach będą walczyć o naszą codzienność. To też jest przecież bardzo ważne kto i jak będzie zarządzał naszymi dobrami.  Ważne, czy będziemy mieć dobre drogi, dobre powietrze, czy powstawać będą nowe inwestycje , parki, miejsca krzewienia kultury, nawet nowe sklepy.
Ważne, czy nowy gospodarz Twojego rejonu będzie dbał o dzieci, zapewniając im nowe miejsca w żłobkach, czy w przedszkolach, będzie dbał o seniorów, zapewniając im należytą ochronę i pomoc, czy będzie dbał w końcu o niepełnosprawnych, ułatwiając im życie przez wprowadzanie dla nich świata bez barier. 
Tak jak już pisałam, ta niedziela to walka o nasze małe Ojczyzny i dlatego bardzo ważne jest, by iść do wyborów,, wybrać tych, na których będziemy mogli polegać, żeby nigdy potem nie mieć pretensji i powodów do narzekania.
Ja oczywiście stawiam na profesora Majchrowskiego. Nie podoba mi się, że pani Wasserman znów używa dla swojego poparcia  autorytetu kościoła, bez żenady robiąc swój wiec wyborczy własnie w  jednym z krakowskich kościołów.
Nie mam nic przeciwko Kościołowi, ale powiedziane jest: co Boskie Bogu, co cesarskie cesarzowi.
Jeżeli pani Wasserman jest taka pewna swojego programu, nie powinna podpierać go księżmi, a ci też nie powinni wcinać się do polityki.
Owszem, mogą, a nawet powinni, tak jak inni, zagłosować, ale decyzja każdego z nich powinna być ich własną tajemnicą, nie mają prawa go uogólniać, przynajmniej w taki sposób, w jaki to robią, tym bardziej nie powinni agitować.

No to rozpoczynajmy ten nowy tydzień, na szczęście wciąż jeszcze ze słonecznymi promieniami, wciąż jeszcze całkiem ciepły.
I uważajcie na siebie, teraz najłatwiej własnie jest się przeziębić, rano temperatury są niskie, w południe i popołudniu znacznie podskakują w gorę, by znów chłodem nas noc owiała. Takie skoki temperatury to wcale nic dobrego dla organizmu nie wróży.
Ja już niestety się poddałam,   APSIK,  APSIK,  APSIK.
Tylko, żeby ta głowa nie była jeszcze taka ciężka, nie wiem dlaczego jeszcze i mój brzuszek przyłączył się do stanu alarmowego, też niestety dokucza.
Ale kiedyś będzie lepiej, prawda?


Miłego poniedziałku i miłego całego tygodnia


niedziela, 14 października 2018
A wczoraj popsuł mi się Elektron

 

 

Wiadomo, trzynastego zawsze jakiś pech człowieka dopaść musi.
Moim pechem był wczoraj ten nieszczęsny E - papieros, po prostu się zepsuł, nie palił!!!!!
Spokojnie, udało mi się go naprawić, ale co się wydenerwowałam przy tym, to moje.
Okazuje się, że po prostu tak się dokładnie rozładował, że bardzo dużo czasu potrzebował, by znów zacząć działać.
Ale ja oczywiście zaraz popadłam w ciemny dym i już przesądziłam, no tak, ledwo dwa dni miałam papierosa i już go popsułam.
Pewnie, że to nie była jedna tylko przyczyna złego działania, bo chyba mi się pokręciło miejsce wlewu liquidu, musiałam papieros  potem rozkręcać i suszyć.
Na całe szczęście istnieje coś takiego, jak internet, ta, znalazłam odpowiedź na moje papierosowe bolączki, okazuje die typowe dla nowych użytkowników.
Co prawda kiedyś używałam już takiego papierosa, ale po pierwsze to już było dawno temu, a poza tym, teraz te papierosy są jednak całkiem inne,
No dobra, przyznaję, wypaliłam wczoraj jednego, ale tylko jednego normalnego papierosa, po tym gdy się zdenerwowałam tą moją papierosową przypadłością, musiałam upust swoim nerwom gdzieś dać.
Ale nie dość, że ten normalny papieros wcale mi nie zasmakował, przynajmniej nie tak, jak kiedyś, to jeszcze potem miałam cholerne wyrzuty sumienia pod tytułem: po co ja po tego papierosa sięgnęłam?
No i zastanawiałam się też nad tym, co zrobię, gdy mi się tego  papierosa nie uda naprawić, chyba  będę do poniedziałku paliła normalne papierosy, a w poniedziałek pójdę do tego punktu, w którym kupowałam E-papierosa i poproszę o pomoc?
Zawsze była taka możliwość, tylko....... nie po to przecież kupowałam papierosa E, żeby znów zacząć palić te normalne i mieć potem wyrzuty sumienia.
No, ale na szczęście problem sam się rozwiązał, teraz już wiem, jak on działa, jak ładować, to znaczy jak nie rozładować go do końca. Mam jeszcze trochę kłopotów z wlewem tego płynu, bo butelka jest bardzo nieporęczna, to znaczy twarda, trudno ją tak nacisnąć, by napełnić cały zbiorniczek, przynajmniej dla  mnie trudne, bo przecież mam tak bardzo mało siły w moich rękach, nie potrafię porządnie butelki ścisnąć.
Kiedyś radziłam sobie przy pomocy strzykawki, kto wie, czy nie powrócę do tamtej metody.
A tak po prawdzie, to ten E papieros wcale nie jest smaczny, zostawia taki posmak chemii w buzi, więc może i jego uda mi się rzucić? kto wie ??
Własnie wczoraj Ksawer powiedział mi, że E- papieros jest po to, by pomału od palenia się odzwyczajać.
Bardzo bym chciała, żeby mi się i to udało.
Ale jak na razie będę przy tym elektronie tak długo trwała, aż poczuję, że jestem gotowa na pozbycie się tego okropnego i zgubnego  nałogu palacza.
Tym bardziej, że papierosy już bardzo podrożały, a ich cena ma jeszcze bardzo wydatnie podskoczyć do góry.
Co prawda potem znów się zaczęły dziwne rzeczy z moim papierosem wyrabiać, więc znowu  się zdenerwowałam (na niego oczywiście), podłączyłam do ładowarki i...poszłam spokojnie spać.
Raz tylko w nocy, gdy poszłam do toalety, przy okazji sprawdziłam, czy papieros działa, na szczęście znów się naładował, tylko nie wiem, dlaczego tak krótko trzyma tę swoja  energię????

Dzisiaj przynajmniej porządnie się wyspałam. Mogłam sobie na to pozwolić, bo w następny weekend będę bardzo zapracowana.
Jak już wiecie, w sobotę idę o godzinie 8 na zbiórkę przedwyborczą, już w moim Komitecie Wyborczym, a w niedzielę.... oj chyba będę musiała gdzieś około 4 rano wstać, żeby się na czas wygrzebać, będę w Lokalu Wyborczym już obecna, o zgrozo, o 6 rano, a to przecież środek nocy jest!!!!
A po nocy niestety zawsze jestem nieco zdrętwiała i potrzebuje co najmniej godziny na to, by moje mięśnie rąk, nóg, kręgosłupa zaczęły porządnie pracować. Straszne jest to poranne wstawanie, dla osób starszych szczególnie, najpierw trzeba usiąść na  brzegu łóżka, pomachać nóżkami i rączkami i dopiero pomalutku można wstawać.
No może nie każda starsza osoba tak ma, ale przy wszystkich moich niestety zwyrodnieniach poranek zawsze jest dla mnie problemem, szczególnie jesienną i zimową porą roku.
No i rano będę musiała kawusi się napić ( bez niej nie mam co nawet za zewnątrz się wybierać - chyba w drodze zasnęłabym ), oczywiście oczka podmalować, żeby jakoś przed ludźmi do człowieka podobnym być, oj niełatwo będzie, nie łatwo...........
Najgorsze, że trochę mnie przeziębienie męczy. Co prawda mam katarek jeszcze niewielki, na razie jestem tylko  "pociągająca nosem",  ale już podejrzanie zaczyna mnie drapać w gardle, mam nadzieję, że to nie objaw grypy, tylko podrażnienie po tym elektronie.
Przecież nie mogę zawieść Koleżanki i Kolegów z mojego Komitetu i nie mogę tak po prostu sobie nie przyjść.
Podjęłam zobowiązanie i teraz muszę z niego się wywiązać!!!!

A zresztą kto nam powiedział, że życie ma po różach płynąć?
Ba, nawet każda róża ma swoje kolce, więc....... na różne różności  i przeciwności człowiek musi być nastawiony.

Ale na razie wstała piękna i słoneczna niedziela trzeba będzie na chwilkę mój Park odwiedzić, jakieś ładne zdjęcia porobić, sprawdzić, czy kaczuszki pływają.......

A tak między nami mówiąc zastanawiam się, czemu w moim parku nie ma wiewiórek?? To już moja trzecia jesień w parku (no właściwie to rok temu jesienią park był nieczynny) i jeszcze tego ślicznego stworzonka w nim nie widziałam.

Życzę przyjemnej, słonecznej niedzieli i pięknych jesiennych spacerków.
Dzisiaj już jest 14 dzień miesiąca, więc pech poszedł już sobie spać. 

sobota, 13 października 2018
piękna jest ta jesień w moim Parku






Kapiące złoto, płynące z drzewa wprost poraża, zwłaszcza, gdy jeszcze słonko otula go swoim blaskiem.Tak własnie było wczoraj, żal by było nie przysiąść na chwilkę na ławeczce.
Napawałam się wprost tym jesiennym ciepłem, radując się, że nie pada deszcz, że świeci słonko, że dzieci na placu zabaw szaleją.
Ale jednak jesień nie powoduje wielkiej rujnacji tego parku. Widać, że obsługa bardzo o niego dba. 
A wczoraj ze zdziwieniem zobaczyłam, że zmienił się wystrój czerwonego klombiku na okrągłym  parkowym skwerku tuż koło mojego domu.
Teraz posadzone są tam piękne, kolorowe bratki i klomb naprawdę ślicznie nadal wygląda, zresztą oceńcie sami:

 





Umieściłam oczywiście zaraz zdjęcie tego nowego klombu na Facebooku, wiedząc, że zadziwię tym zdjęciem Maję, z którą kiedyś przy jeszcze czerwonym klombiku zrobiłyśmy sobie razem zdjęcie - wtedy spotkałyśmy się z Mają po raz pierwszy w realu, dotąd znałyśmy się tylko z Facebooka.
Prawda, że nadal jest tam pięknie i kolorowo???

Maja, do tego imienia mam specjalny sentyment, kiedyś moja koleżanka z młodzieńczych lat nosiła to imię. Poznałyśmy się na Koletkach, czyli w tej naszej pomaturalnej "uczelni" Techników Elektro-radiologii.
Co prawda budynek ten jeszcze tam istnieje  - był to stary, poklasztorny  budynek, odebrany księżom w czasach "słusznych" i przerobiony na szkołę.
Takie wtedy czasy były, odbierano księżom ich dobra i przerabiano na szkoły, szpitale (Szpital Kolejowy, w którym kiedyś pracowałam też był budynkiem poklasztornym), teraz znów czasy się zmieniły i księża odzyskują to co kiedyś mieli, a czasami nawet zyskują o wiele więcej, ale to  jest już całkiem inna historia.
Ale wracając do wspomnień.
Przyznam, że trochę się zdziwiłam, gdy zobaczyłam wtedy  w naszej sali Majkę po raz pierwszy, albowiem wcześniej pracowała ona jako sekretarka tej szkoły, ktoś namówił ją, żeby zdawała egzamin, rzeczywiście się na te nasze studium dostała.
Bardzo szybko okazało się, że Majka mieszka bardzo blisko mnie, więc zaczęłyśmy razem wracać z uczelni do domu, to były piękne spacery bulwarami Wisły, a potem zaczęłyśmy się odwiedzać w domu, razem uczyć do egzaminów  i tak jakoś zaprzyjaźniłyśmy się, zaczęłyśmy bywać w tym samym naszym koleżeńskim kręgu. 
To na którejś u mnie urządzanej  imprezce  Majka poznała swojego przyszłego męża Mundka.
To własnie dzięki Majce zaczęłam pracować w Szpitalu Kolejowym, ona mnie do tego namówiła. Pracowałyśmy tam wspólnie długie lata, ona odeszła na emeryturę 2 lata przede mną, zresztą później Szpital Kolejowy przestał już  istnieć..
Potem Majka przeprowadziła się na obrzeże Krakowa i  chociaż nasze kontakty w związku z tym stały się nieco luźniejsze, jednak nadal ją na Kurdwanowie odwiedzałam.
A potem niespodziewanie przyszła ta  straszna  choroba, białaczka i w listopadzie 2010 roku Majka odeszła....
I wtedy zrozumiałam, że  nawet wspomnienia z moich  młodzieńczych lat uciekają.......
A gdy niecały rok temu odszedł jeszcze Janusz, z którym razem tworzyliśmy te wspaniałą młodzieńczą paczkę: Majka, Janusz, Mundek, jego siostra Ala, i ja,  trzeba było zapakować wszystkie wspaniałe wspomnienia i mocno je gdzieś w zakamarkach swojej pamięci zakamuflować i czekać, że  może własnie w takiej chwili, jak dzisiaj, znów chociaż na moment one powrócą. znów odżyją????? 
Dwie Maje i dwie historie. Ale na pewno to co je obie łączy to  dobro, serdeczność, wielkie serce i ta chęć pomocy tym, którym jest ona potrzebna.
Teraz przed tą obecną  Mają bardzo ważne zadanie, bowiem startuje jako radna do Małopolskiego Sejmiku Wojewódzkiego. Czytałam jej program, w którym bardzo klarownie i przejrzyście opisuje, w jaki sposób ona tę pomoc widzi i w jaki sposób chciałaby swój program wprowadzić w życie.
Trzymam za nią kciuki, bo ona startuje do tych wyborów nie dla poklasku, nie dla pieniędzy, czy dla zaspokojenia swojego EGO, ona po prostu chce coś dla ludzi robić, chce pomóc osobom najbardziej potrzebującym, czyli osobom niepełnosprawnym i osobom starszym.

Dlatego uważam, że musi się to jej udać, bo to będzie właściwa osoba na właściwym miejscu.
Bo nie jak nie Maja, to kto??????

Mówią -  dobro powraca, a ja teraz mogę powiedzieć....... Maja powraca.........Może jedna Maja, ta w niebie (a wiem, że tam na pewno jest) pomoże teraz tutaj tej ziemskiej Mai w spełnieniu jej zadania???


Wczoraj oglądałam debatę wyborczą kandydatów z  Warszawy. Jednym z z poruszanych tematów był smog, tak przecież wszechobecny również i w Krakowie. Padł w związku z tym  fantastyczny pomysł podłączania wszystkich domów  do miejskiego ciepłownictwa, bardzo mi się ten pomysł spodobał, szkoda, że tyczył na razie tylko Stolicy.
Nie wiem, czy krakowscy kandydaci na prezydenta, czy nawet na radnych  również podniesie podobny pomysł, byłabym bardzo zadowolona, bo może wtedy i moja kamienicę udałoby się podłączyć do takiego ogrzewania. Ha, ile bym wtedy na elektryce zaoszczędziła....Ale pewnie to tylko marzenie ściętej głowy......
Ale przecież byłaby to wielka oszczędność dla ludzi którzy przecież płaca całkiem niemałe podatki w Krakowie i coś za to powinni otrzymać.
Co prawda już wprowadzili obniżki za opłaty MPK w Krakowie dla osób tam zameldowanych, więc płacących podatki. Nie są to może wielkie sumy, ale pewnie że jakaś oszczędność już jest zaznaczona.
Zdaję sobie sprawę, że zarówno Tauron, jak i inne energetyczne zakłady przedstawiają interesy państwa, są to Spółki Skarbu Państwa, ale państwo nie może przecież bogacić się na biedzie mieszkańców.Więc jeżeli rzeczywiście prezydentom miasta zależy, jak głoszą , na polepszeniu życia Polaków, powinni zastanowić się, w jaki sposób ograniczyć pazerne wręcz zakusy takiego na przykład Tauronu.
Przypominam: mieszkam sama w mieszkaniu około 40 m, a ogrzewanie kosztuje mnie, jedną tylko osobę 450 zł miesięcznie - ZGROZA!!!!!
Na pewno za opłaty ogrzewaniem miejskim byłoby o wiele taniej. Zresztą podobna sprawa jest przy ogrzewaniu gazem z PGNiG 
Ale wiadomo, takie debaty są tylko, żeby opowiadać  ludziom bajki, które potem znikną w przestrzeni.

Ta sobota, ba, ten weekend też podobno ma być ciepły i słoneczny.
I oby tak było, czego Wszystkim serdecznie życzę.



P.S. A wczoraj nie wypaliłam ani jednego normalnego papierosa, paliłam tylko mojego elektrona
A pokusa pewna była.......
Ale już zaoszczędziłam prawie 34 zł za dwa dni  niepalenia, a wczoraj zaoszczędziłam następne 50 zł na tym, że  nie kupiłam  sobie na weekend  następnych 3 paczek papierosów. Zawsze coś.


Byle do przodu....... 

Tylko co ja teraz z tym nadmiarem pieniędzy robić będę???? - aha, zapłacę sobie przecież ogrzewanie!!!!!  

piątek, 12 października 2018
Kupiłam se elektrona





Nie będzie dzisiaj żadnego mojego politycznego zdania.
Zamiast tego polecam bardzo ciekawy artykuł Jakuba Bierzyńskiego ,   zawarty na stronach  W.P.
Dla zainteresowanych podaję link  -   naprawdę warto poczytać, bo może to jednak koniec wielkiej partii PIS i koniec Jarusia??


http://bierzynski.pl/publikacje/prezes-postawil-na-zlego-konia-teraz-nie-potrafi-przyznac-ze-przegral-wirtualna-polska/



A jak nie o polityce, to trzeba napisać cos z życia wzięte.

No to informuję: KUPIŁAM se ELEKTRONA.

Specjalnie napisałam se, a nie sobie, bo to tak wyraźnie i charakterystyczne  krakowskie powiedzenie - "se" Na przykład u nas w Krakowie (jak to dumnie brzmi, prawda?) mówi się: idże se, zrób że se, .........  ot taka krakowska gwara.
Jeszcze jedno takie charakterystyczne  powiedzenie : idże, idże,  kto chce przeczytać o ciekawostkach krakowskiej mowy, polecam Gazetę Krakowską, a w niej jest zawsze taki specjalny artykuł dotyczący krakowskich powiedzonek - ciekawie i zarazem dowcipnie podane słowa, czasami nawet sama z niektórymi miałam kłopoty, chociaż przecież z dziada, pradziada jestem rodowitą Krakowianką.

No dobra, wracam do tego nieszczęsnego elektrona.
Kiedyś, gdy mieszkałam jeszcze na Smoleńsk, św Mikołaj przyniósł mi właśnie taki elektroniczny papieros, żebym za bardzo nie zasmradzała mieszkania, w którym z innymi współmieszkańcami dzieliłam i....wtedy mnie to nawet zainteresowało. Paliłam tego elektrona około 2 lata, nie patrząc nawet na normalne papierosy, nie miałam zresztą takiej potrzeby.
Potem, przyznaję, że z głupoty, sięgnęłam po tego jednego, jedynego (tylko) normalnego papierosa i....
Okazało się, że elektrony mi już nie smakują. Fakt, były raczej liche, bardzo często ten liquit wyciekał z niego do mojej gębusi i miałam bardzo niemiły jego smak przez cały dzionek.
Teraz wiem, źle zrobiłam, trzeba było po prostu...przestać cokolwiek palić, ale cóż, przyznaję, głupia byłam.
Jednak teraz kłopoty finansowe (kto ich nie ma?), a szczególnie wizja opłacania tego bardzo drogiego ogrzewania zmusiła mnie do ponownego rozpatrzenia mojego dylematu: palić papierosy, czy cierpieć z chłodu?
Wybrałam jednak tę lepszą alternatywę:  bez papierosa da się jakoś żyć (ale co to jest za życie????), a jednak ciepełko w domu jest bardzo ważne.
No tak, paliłam około 1 paczkę Vogue dziennie, czyli 16.80 wydawałam codziennie na dym, który unosił się w domu, już nie mówiąc o smole, która osiadała w moich oskrzelach i w płucach, czyli miesięcznie wydawałam na papierosy około 500 zł.
Prosty rachunek: papierosy 500 zł, ogrzewanie 450 zł, czyli jeszcze 50 zł zostaje mi w kieszeni.
Wniosek jest chyba prosty i słuszny : trzeba to zmienić 
Tylko czy i ile tym razem wytrzymam?
No właśnie, chyba dwa dni temu napisałam :  duch ochoczy, a ciało mdłe..........
Jednakowoż pomyślałam, że jeżeli nie spróbuję, nic samo się nie zmieni, to jest moja decyzja i ja ja podded muszę.
No to poszłam wczoraj do sklepiku z takimi różnymi  elektronicznymi akcesoriami.
Co prawda nie musiałam zadawać sobie aż tak wiele trudu, bo taki kiosk z między innymi papierosami elektronicznymi, jest na mojej drodze do pracy, a dokładnie przy przystanku, na którym wsiadam do autobusu jadącego do pracy.
Już parę razy przymierzałam się, aby tam zaglądnąć, ale ponieważ wczoraj wyszłam stosunkowo wcześniej niż zazwyczaj, podjęłam taką decyzję : dzisiaj, albo nigdy.
Przyznam, że trochę mnie zdziwiły całkiem nowe modele tych elektronów. Dawniej były mniejsze, miały kolor typowego papierosa: biała góra i żółty filtr i miały całkiem inne ładowarki. Tylko ten smak pozostał taki sam......
Teraz podobne tamte papierosy zostały już dawno z handlu wycofane ( no fakt, minęło przecież sporo czasu, gdy przestałam je palić), teraz wprowadzane są całkiem inne modele, nie wiele zresztą papierosa przypominające. I to jest ich wielki minus. Człowiek ma zakorzeniony w mózgu wygląd typowego papierosa i gdy bierze takie dziwactwo do buzi przestaje czuć przyjemność używania takiego papierosa.
Ale trudno, coś, za coś.
Plusem tego papierosa jest to, że ma teraz już elektroniczną ładowarkę, to znaczy mogę ją podłączyć do komputera i ładować podobnie jak na przykład telefon komórkowy.
Niestety posmak chemiczny w buzi po nim pozostaje, a to jest następny minus używania tego gadżetu.
Na całe szczęście nie wycieka z niego już ten płyn i nie osiada na moim język - mały plusik.
Czyli reasumując :  używanie elektronu ma swoje plusy i minusy. Jednak nie można zapominać, że nadal człowiek truje sie nikotyną, która zawarta jest w tym liquidzie,  chociaż za to nie wydzielają się te osady spalanej nikotyny w płucach.
No i dla mnie wielki minus to to:, że ten papieros....po prostu mi nie smakuje!!!
To jest bardzo ważne, bo to może skończyć się dla mnie dwojako, albo powrócę (co nie daj Panie Boże) do normalnych papierosów, albo po prostu rzucę je całkowicie, a to by było najlepsze z najlepszych rozwiązań.
Na razie jakoś się trzymam. Co prawda wczoraj wieczorem troszkę się czymś tam zdenerwowałam i sięgnęłam (a jednak) po normalnego papierosa (ale tylko jednego, jedynego), ale przed snem kilka razy zaciągnęłam się już elektronem, zresztą podobnie  było i dzisiaj rano, zwyczajny papieros pozostaje na wszelki wypadek w schowku.
Tylko......zawsze lubię sobie rano wypić kawusię i zapalić przy tym papieroska, a jednak kawa przy elektronie wyraźnie mniej smakuje 
A tak po prawdzie, wcale elektrom mi nie smakuje, ale jednak po zaciągnięciu się nim jakoś  nie ciągnie mnie do normalnego papierosa, czyli jak na razie mi on wystarcza. Jak na razie........
Muszę się jakoś trzymać, bo albo będę Caringtonem  bez papierosa, albo palącym papierosy dziadem.

Decyzja należy do Ciebie Ewusiu :-)

A co jeszcze: Oczywiście słowo o pogodzie.

Rozpieszcza nas ta jesień, nie da się ukryć, ale lepiej jej nie za bardzo chwalić, bo jeszcze się ją zaziaje......
Wczoraj ranek był chłodny, za to popołudnie było iście letnie, nawet z temperaturą 24 stopni i dzisiaj zapowiada się podobny dzień.
Co tam dzisiaj, właściwie cały weekend taki ma być i bardzo dobrze !!!!!
NIECH TAK SIĘ STANIE!!!!!
Na razie u mnie w domku  ogrzewanie elektryczne  wciąż jest wyłączone , ale rano troszkę marznę.....
Lekki katarek i kichanie od czasu do czasu staje się moim towarzyszem dnia.


No to zwalniam Was już dzisiaj z mojej lektury, idźcie połapać trochę ciepełka.
Wspaniałego piątku i wspaniałego całego weekendu

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 559