type="application/x-shockwave-flash"> http://mail.google.com/mail/?attid=0.1&
romantycznie i normalnie
RSS
poniedziałek, 20 listopada 2017
A w Krakowie, nie tylko na Brackiej, pada śnieg.....

 

 

 

HURRA!! Pada śnieg!!!!
Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr , ZNÓW pada to białe świństwo z nieba !!!!!
Wcale się nie cieszę z tego powodu, nawet ani troszeczkę, ani odrobinkę. Nie cierpię zimy i  śniegu,  ani gdy gdy jest mokro i cierpię ... gdy bolą wszystkie kości.
Własnie, bolą mnie nóżki, oj bolą, chyba zapowiadały ten śnieżne opady już co najmniej od 2 dni, dlatego tak te nożyska   mnie rwały i nadal rwą.
Zaraz po porannej kawce wypiłam....poranny Nimesil, jakoś muszę do południa się pozbierać, żeby do pracy dotrzeć.
Obawiam się, że znów czas taksówek nastał, co wyraźnie nadszarpnie mój budżet, ale zawsze lepiej bezpieczną nogą dotrzeć do pracy, niż gdzieś znów zaryć nosem w jakiś beton.
Odbiję sobie te finansowe niedobory na wiosnę, gdy już bezpieczna będzie moja droga.
Co mam poradzić, że te moje nogi są takie niesprawne i oporne?  Jakoś człowiek musi się ratować.
A zresztą tak sobie pomyślałam, że przecież nikt (na szczęście) w mojej kieszeni nie siedzi i moich funduszy nie podlicza, nie muszę się też z nikim nimi dzielić. Co najwyżej pod koniec miesiąca, a ten już tuż tuż, będę chleb z Ramą wpieprzała. A co? Nie koniecznie mięsko i kiełbaskę trzeba konsumować, zresztą ostatnio i tak prawie żadna kiełbaska, prócz tej morlińskiej z piersi kurczaka, mi nie smakuje.

Jakby to powiedział V.I.P???  -  bo ty jesteś Ewa W.  Tak zgadza się, jestem Ewa W., jestem już (niestety) starszą panią (naprawdę? niemożliwe, a wczoraj jeszcze byłam małą Ewunią) i  muszę w miarę komfortowo układać swoje życie, wszak ono mam tylko jedno i to nie wiadomo, jak jeszcze długie.....
Zresztą każdy układa swoje życie według swojej modły i tak jak ja nie krytykuję kogoś innego sposób na życie, tak i nikt niech nie krytykuje mojego życia, prawda?
l
Wczoraj, późnym popołudniem miałam niespodziewaną wizytę Maćka. Tak po prawdzie, to czułam, że on przyjdzie, bo jednak raz na 2 tygodnie starą ciotkę odwiedza, porządny siostrzeniec z Niego.
I bardzo dobrze, bo zawsze jest w czymś pomocny, a to trzeba słoik odkręcić, butelkę z olejem otworzyć ( ach te moje niezbyt sprawne ręce), albo baterię w glukometrze wymienić, co prawda próbowałam ją wymienić sama, ale jakoś niezbyt zgrabnie mi to wyszło.
Szkoda tylko, że nie miałam już ani precelków, ani paluszków, które on lubi (jakoś dziwnie szybko mi w tym tygodniu  "wyszły"), ale posiedzieliśmy przy kawce i trochę pogadaliśmy o tym i owym, głownie o kłopotach w Służbie Zdrowia, bo przecież oboje jesteśmy to z racji wykonywanych obowiązków zainteresowani.
Na szczęście "politycznie" jesteśmy po tej samej stronie, więc do żadnych konfrontacji we wczorajszych dysputach nie doszło.

A gdy Maciek już sobie poszedł, usiadłam na kanapie w nieoświetlonej kuchni, bo własnie zbliżała się godzina 19 -sta i oddałam się rozmyślaniom o tych smutnych chwilach sprzed 57 lat. Pomodliłam się za moją Mamusię, poprosiłam tez Ja o opiekę nie tylko nade mną, ale przede wszystkim nad jej wnukami i prawnukami, każdy z nich na swój sposób takiej opieki potrzebuje. Wspominałam moich Rodziców, moje Rodzeństwo, Dziadków i te wszystkie szczęśliwe chwile, które już przeszły.
Ale nie mogę powiedzieć, że teraz nie jestem też szczęśliwa.
Mam przecież koło siebie tyle Siostrzeńców, Bratanków, którzy jak wiem, o mnie myślą i się o mnie troszczą, za niedługo zostanę Ciocią Prababcią.....  
Czy to nie jest szczęście, że ma się tak liczną i wspaniałą Rodzinę???
Oczywiście, że z nimi przeżywam wszystkie ich kłopoty, upadki, ale cieszę się także i ich radościami, każdą ich szczęśliwą chwilą.
Bo  życie takie już jest, musi w nim być przysłowiowa kropla goryczy, żeby potem móc doceniać to, co w nim jest dobre.

No to mamy znów poniedziałek i przed nami znów długi i niestety zaśnieżony tydzień.
A tak w ogóle, to kto zimę wymyślił? i po co???
No dobra, są tacy, którzy nią się   niej cieszą, bo znów na nartach i na sankach sobie pojeżdżą, więc nie będę już taką malkontentką i miłego poniedziałku i  szczęśliwego całego tygodnia Wszystkim życzę.

niedziela, 19 listopada 2017
Bardzo smutna dzisiejsza data

 

 

 

Każdy 19 sty dzień listopada jest dla mnie bardzo smutnym dniem.

W tym dniu, w 1960 roku odeszła od nas moja Ukochana Mamusia.
Samo Dobro, chodzący Anioł, nie tylko dla nas, dzieci, nie tylko dla męża i rodziny, ale i dla wszystkich, którzy do niej się o pomoc zwracali.
Nigdy nikomu jej nie odmówiła. Była łagodna, spokojna  i bardzo cierpliwa.
Nawet w swojej strasznej, śmiertelnej chorobie wykazywała swoją łagodność, nie dlatego, że łatwo pogodziła się z chorobą, ale po prostu nie chciała swoimi boleściami frapować innych.
Miałam wtedy 10 lat i nie wyobrażałam sobie ogromu tragedii, którą przechodzili moi Rodzice.
Mama doskonale sobie zdawała sprawę z tragizmu swojej choroby, wszak była osobą bardzo inteligentną, ale również i wraz z moim Tatą pracowała wśród chorych osób, przypominam, robiła zdjęcia rtg w pracowni mojego Ojca. Mój Tata po prostu szalał z niemożności  radykalnej pomocy w Mamy chorobie.
Bezsilność go wprost zabijała, szukał wszędzie dla Niej ratunku, niestety, bezowocnie.

Czego on dla Niej nie robił, razem jeździli do Warszawy do Instytutu Onkologicznego, do znanej sławy, mimo, że przecież sam Tata był lekarzem radiologiem - onkologiem, pracował i kształcił się w tym kierunku w Paryżu. Gdy rodzima pomoc zawiodła, Tata szukał ratunku właśnie  w Paryżu , w Instytucie Marii Curie Skłodowskiej, w którym kiedyś był asystentem.. Tam oczywiście przyjęli Mamę na leczenie onkologiczne, ponieważ  Mama nie zgodziła się na igły radowe, gdyż była wielką estetką i nie chciała, żeby sznurki wystawały Jej z buzi, sprowadzili specjalnie dla niej złoto radioaktywne z Anglii. Niestety, na radykalne leczenie było za późno, pozostało tylko leczenie paliatywne, przeciwbólowe.
Leczenie Mamy w sumie trwało troszkę ponad rok, 19 listopada całkowicie się poddała i przy obecności swojego Męża, swoich dzieci i swojej Mamy od nas odeszła.
Pamiętam ten moment, gdy wieczorem, około godziny 19-stej  Tata przyprowadził mnie do łóżka umierającej Mamusi, ale nie zdawałam sobie do końca sprawy z powagi chwili, nie rozumiałam, czym jest śmierć. Byłam przy Jej ostatnim tchnieniu, pamiętam tę straszną chwilę, gdy Mama wzięła ostatni głęboki oddech i........zamilkła na zawsze, odeszła.......
Płakałam wraz z najbliższymi, ale chyba jednak nie do końca zrozumiałam, co się właśnie stało. 
Mamusia umarła w swoim domu, w swoim łóżku i tam pozostała przez najbliższe 3 dni, otoczona kwiatami, które przynosili znajomi i Rodzina, a ja siedziałam wraz ze swoimi lalkami koło Niej i pokazywałam Jej swoje zabawki. Myślałam, że  Ona tylko zasnęła na trochę, ale wierzyłam, że się obudzi i znów będzie się ze mną bawiła.
Nigdy już razem nie spędzałyśmy wspólnego czasu, ale przychodziła dosyć często do mnie w śnie i zawsze wtedy byłam bardzo szczęśliwa, zawsze mówiłam Jej: "tak bardzo Cię kocham Mamusiu", ale niestety nie mogłam się już do niej przytulić, była dziwnie nieobecna, taka daleka......

Od tamtego 19 listopada minęło już 57 lat, ale wciąż myślami wracam do tamtych chwil, a przede wszystkim do tych wcześniejszych, gdy byłyśmy razem takie szczęśliwe. Boże, jak Ona kochała i mnie i swoje pozostałe dzieci: Anię i Krzysztofa. Na pewno bała się o nas, bała się, jak sobie damy radę w życiu, chociaż Krzysztof był już osobą dorosłą, miał 20 lat, Ania miała już lat 17, ale najwięcej chyba bała się o swoją córeczkę Ewę, byłam przecież wtedy wciąż dzieckiem. Ale pozostawiła mnie w dobrej opiece swojej Mamy, czyli Tamtej Mamy i w opiece swojego męża, a mojego Taty.
Cóż z tego, serca Matki nigdy jednak nikt nie zastąpi......

To jest SKARB NIE DO ZASTĄPIENIA, JEDEN, JEDYNY TAKI W ŻYCIU.

Pozwólcie, że dzisiaj nie będę pisała o innych sprawach, są dla mnie w tym szczególnym dniu zupełnie mało ważne.
Dzisiaj wracam myślami do 19 listopada 1960 roku i znów jestem małą Ewusią, która jest przy swojej Ukochanej Mamusi.....

Pozwolę sobie tylko na jedno małe ustępstwo, a mianowicie Koleżanka prosiła mnie w swoim komentarzu o adres tej gry internetowej, która ostatnio mnie pochłonęła. Odpowiadam więc Jej: gram w nią na Facebooku, ale wystarczy, że w Googlach wpiszesz Wiejskie życie i dostaniesz odpowiednie odnośniki.

Życzę wszystkim przyjemnej niedzieli.

sobota, 18 listopada 2017
zabrali, jak swoje

 

 

 

To już chyba jakiś szczyt bezczelności "naszego " rządu,  chociaż właściwie to  on nie jest wcale nasz, a pisi.
Więc ten pisi rząd uzurpował sobie prawo do Krakowskiego Przedmieścia.
Ogłosili mianowicie, że niby jest to obiekt strategiczny, więc będzie terenem zamkniętym.
Kurcze, jaki strategiczny ????, czy tam armaty będą  stawiali?, czy tam wojsko będzie stacjonowało?
A może KACZE JEZIORKO, otoczone pomnikami  Największych Kaczorów tam zamontują?

I wszyscy będą wtedy mogli sobie zaśpiewać znaną kiedyś z dziecięcych lat piosenkę :

Nad jeziorem rodzina Kacza, Kaczy kuper w wodzie macza
A że macza, w tym jest sęk
ŻEBY KACZY KUPER ZMIĘKŁ :-) :-) :-)


Warszawiacy! Jak możecie sobie odebrać kawałek Warszawy w imię jakiś wyimaginowanych rządowych fantasmagorii???
Dzisiaj zabiorą Plac Zamkowy, jutro wezmą resztę. A czemu by niby nie? Przecież cała Stolica to wielki obiekt strategiczny, bo tam rządzą przecież  ci najważniejsi z najważniejszych na całym świecie!!!
Słyszycie Warszawiacy to tupanie?? TUP...TUP....TUP???????
TO WŁAŚNIE KRAKOWSKIM PRZEDMIEŚCIEM PRZECHODZI LUDZKIE POJĘCIE!!!
Nie wyobrażam sobie, żeby Krakowiacy dali sobie odebrać WAWEL. Walczą o niego jak lwy każdego 18 stego dnia miesiąca. Co prawda Wielki Nadęty Wódz niewiele z tego sobie robi i jak to panisko przez bramę autem wjeżdża na samo pod dworze, ale zawsze jednak spotyka  go w tej drodze wiele nieprzyjemnych chwil, bo Krakowiacy pokazują mu jak marnym i wrednym egoistą jest ten człowieczek.
Przyjdzie pora, że i reszta Polaków, no może z wyjątkiem tych całkiem ogłupionych, też pokaże mu środkowy palec, chociażby przy wyborach
I oby stało się to jak najszybciej, bo inaczej zaanektują nam całą Polskę i będziemy mieć nowy rozbiór Polski  -  IV-ty PISI ROZBIÓR  POLSKI!!!  
Nie mogę o tym ani pisać, ani nawet myśleć, bo po prostu krew mnie zalewa na ich arogancję i zachłanność tej hołoty, która przypadkowo przy sterach rządów przebywa.. 

Oj, kiedyś dobrze za to bekną I zamiast na Wawelu JEGO NADĘTOŚĆ  w więzieniu gnić będzie. 

DAJ PANIE BOŻE AMEN!!!


A co po za tym?
W tych trudnych czasach różnie sobie ludzie radzą, raz lepiej, raz gorzej, ale zawsze idą do przodu.
Przeczytałam wczoraj opowiadanie starszej pani, która pozbawiona środków do życia, bowiem jej emerytura nie wystarczała na zakup lepszego jedzonka, a zapasy finansowe zostały wyczerpane przez pożyczkę dla jej wnuczki, która wcale babci nie miała ochoty długu oddawać.
Przypadek zrządził, że kobiecina wpadła na fajny pomysł, w jaki sposób  można przynajmniej dwa razy w tygodniu zjeść porządny obiadek.
Otóż kiedyś właśnie przez przypadek znalazła się na całkiem obcym pogrzebie i przez rodzinę zmarłej została uznana za daleką krewną, a więc została zaproszona na stypę. Przynajmniej raz porządnie się najadłam do syta- pomyślała, ale chwilę potem uznała, że taką okazję nie  można przegapić.
Od tego czasy regularnie dwa razy w tygodniu chodziła na pogrzeby obcych jej osób, oczywiście odpowiednio ubrana na czarno i z kwiatkami, które brała z czyjegoś grobu,  w rękach i udawała, że jest osobą bliską z rodziny, albo przyjaciółką zmarłej osoby.  Widać wspaniale grała swoją rolę, bo zawsze zapraszana była w związku z tym na stypy. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie wścibska sąsiadka, która przejrzała chytrą grę starszej pani i sprawę u księdza nagłośniła.
Niestety nasza bohaterka księdzu kłamać już nie bardzo mogła, więc na jakiś czas zaniechała swojej stypowej działalności, ale zmusiło ją to do wymuszenia na swojej wnuczce zwrotu pożyczki, co jej się oczywiście udało. Łatwo nie było, jednakże wnuczka nieco postraszona przez babcię zdecydowała się dług w ratach oddawać. Czas minął, na jedzenie starszej pani już starczało, ale wciąż korciło ją, żeby chociażby raz jeszcze swój chytry plan darmowego posiłku przeprowadzić.
Jestem ciekawa, czy w tym przypadku zwyciężyła chytrość, czy strach przed reperkusjami ekskomuniki.
Ale czym jest życie bez ryzyka????

No to z takim  życiowym dylematem  życzę Wszystkim przyjemnej soboty, choć ponura ona jest, oj ponura.
Dlatego to ślicznie lśniące słoneczko dzisiaj w moim blogu zamieściłam

piątek, 17 listopada 2017
opóźnienie nie z mojej winy

    

 

 

 

Wczesnym porankiem internet działał jeszcze bez zarzutu. No i własnie miałam zabrać się za pisanie mojego blogu ..... a tu nagle....PUFF, internet zaniknął.
Poczekałam  sobie kwadransik, oczywiście wcześniej po majstrowałam przy ruterze, ale nic to nie pomogło. Więc sięgnęłam po telefon i zatelefonowałam do mojego ukochanego Orangu, a tam....
Tam nagrana była wiadomość: jeżeli dzwonisz w sprawie problemów z internetem uprzejmie informujemy, że własnie rozpoczęliśmy rozwiązywanie tego problemu,. No i oczywiście grzecznie przeprosili i poprosili o cierpliwość?
Trudno, pomyślałam, najwyżej dzisiaj blogu nie będzie, a raczej będzie dopiero popołudniową pora napisany, ale co z moją fermą, na której co prawda bez mojego udziału i tak wszystko sobie rośnie, tylko zbierać nie będzie miał kto.
Pocieszające było tylko to, że nikt nie twierdził w tym komunikacie, że naprawa będzie rozwiązana do 72 godzin.
Dobra jest, pomyślałam, chociaż trzeba przypomnieć, że nawet poprzednią usterkę stosunkowo szybko, bo w 24 godziny usunęli.
Cierpliwość to bardzo ważna cecha, z którą wcale nie jest łatwo konkurować, zwłaszcza, gdy ktoś jest tak nadpobudliwy, jak ostatnio ja.
No cóż, wyraźnie listopadowa aura nie służy mi  i albo dopada mnie depresja (zwłaszcza wieczór, gdy już ciemno i głucho za oknem), albo napada na  mnie fala złości i wtedy wcale nie żałuję, że jestem sama, bo pewnie temu, kto byłby koło mnie, uszy musiałyby zwiędnąć.
Co do tej ciszy, to wcale nie powinnam narzekać, bo już niedługo taką błogą ciszą pewnie cieszyć się będę, a to z tytułu tego, że cały plac dziecinnych zabaw w Parku zrobili prosto pod moimi oknami.
Już sobie wyobrażam te wrzaski, piski i płacze, które przez calutki dzień będą stamtąd dochodziły. No, ale dzieciaki przecież gdzieś wyżyć się musza, tylko dlaczego pod moimi oknami?
Co prawda okna mam nowe, dosyć szczelne i nadmiar harmideru powinien wyciszyć, ale przecież trudno w lecie, a wtedy będzie  na pewno w parku dziecinny  ruch od rana do wieczora, siedzieć przy zamkniętym oknie, zwłaszcza, gdy temperatury będą dosyć wysokie, a takie kiedyś będą prawda????

Wszystko dobre, co się dobrze kończy, więc internet nawet w dosyć przyzwoitym czasie mi przywrócili i dzisiaj znów mogę się w nim do Was odezwać.

Dzisiaj rano oglądałam sobie ciekawy program Galileo, w którym miedzy innymi tłumaczono, dlaczego guziki do  męskich ubrań są przyszywane po innej stronie, niż jest to w ubraniach kobiet. Związane jest to z dawnymi czasami, gdy mężczyźni w rękach trzymali broń w prawej ręce, a guziki po lewej stronie przeszkadzały by im w z wyjmowania jej zza pazuchy. Odwrotnie było u kobiet, ponieważ dawne damy na ogół ubierane były przez swoje damy dworu i łatwiej było im własnie zapinać guziki  umieszczone własnie po lewej  stronie szaty.
A  tak w ogóle to skąd się wzięły guziki?  Były   ozdobami , na początku stosowano w tym celu muszelki, które stopniowo własnie guzikami zastąpili, dopiero potem zauważyli, że można je stosować do spinania dwóch brzegów materiału.Fajne są takie programy, człowiek całe życie dowiaduje się bardzo interesujących rzeczy, o których nie  miał pojęcia, obojętnie jak długo by nie żył.

Dzisiaj znów piątek, czyli zaraz rozpocznie się weekend, tylko... jaki on będzie?
Zapowiadali niby, że będzie on słoneczny, ale jakoś ponuro to na razie widzę.
Ale i tak wiele pogody ducha na te dni odpoczynku życzę.

czwartek, 16 listopada 2017
o tym i o tamtym

 

 

Tak Anno, masz rację, "M jak miłość" jest   takimi telewizyjnymi Matysiakami. Kto ich nie słuchał, wtedy telewizja jeszcze nie była taka popularna no i nie było w niej tych  przeróżnych seriali. Otwierało się wtedy odbiornik radiowy i żyło się bogatymi w przeżycia losami rodziny Matysiaków. Byli wtedy bardzo popularni, prawie jak dzisiejsi Mostowiakowie, czy Lubiczowie.
Jednym z pierwszych seriali które pokazywało życie zwykłych ludzi był serial "W labiryncie"Kiedy to było? ho ho, wiele lat temu, teraz mogę sobie przypomnieć losy tej "farmaceutycznej rodziny" w TVP Historia. Żałuję tylko, że wiele fajnych seriali w tej chwili nie są dostępne w internecie. Ongiś można było wszystko  na necie odnaleźć, teraz wprowadzili zaostrzenia i mimo, że niby zaznaczone jest, że taki serial jest, niestety jest on niedostępny.
Szkoda, bo już kilka odcinków "przegapiłam". A może na VOD  TVP będą te odcinki znów dostępne?
Owszem, niektóre ze starszych seriali powtarzają nie tylko w TVP, ale również i są umieszczane własnie na Vodzie, tego akurat tam nie umieszczono.
No i potem już seriale jakoś posypały się dosyć hojnie. Pamiętam, jak  przezywaliśmy losy niewolnicy Isaury, ulice wtedy pustoszały, a kobiety z chusteczkami przy oczach rozczulały się nad trudnym losem ulubionej niewolnicy i wściekały się na poczynania niegodziwego  i okrutnego Leoncia, który wręcz pastwił się nad tą biedną dziewczyną. A w serialu "Korzenie"losy śledziliśmy  Murzynów, którzy żyli w Stanach w czasie niewolnictwa.
Mieliśmy tez wiele naszych rodzimych seriali. W tym samym czasie konkurencyjnie został wyemitowany "Klan", który  zresztą do tej pory jest wciąż chętnie oglądany i serial "Złotopolscy", który gdzieś kiedyś się wykruszył.... no a potem wiele jeszcze innych seriali, które albo nadal są kontynuowane, albo podobnie jak Plebania doczekały się swojego końca, widać koncepcja scenariuszów już się wyczerpała. Zresztą  pozostałe stacje telewizyjne też dosyć hojnie  swoje seryjne opowieści podłączali, na dobrą sprawę człowiek musiałby cały dzień siedzieć przy telewizorze i tylko pilotem  przełączać kanały.
Tylko ile takich seriali można oglądać? Trzeba pośród nich wybrać takie, które nas interesują, chociaż w każdym z nich poruszane są problemy naszej codzienności.
Telewizja Polska wzbogaciła jeszcze swoje  programy popularnymi tureckimi serialami, wręcz ich nimi zalewają, pewnie kupują je za "psie pieniądze" i mają czym wtedy zapychać swoje programy.
Przecież  samo TVP ma kilka kanałów, TVP 1, TVP 2 TVP seriale TVP (bez numeru) Seriale. Historia i jeszcze pewnie kilka, tylko na dobrą sprawę wciąż na nich powtarzane są w koło Macieju te same seriale. Jeżeli nie oglądniesz któregoś na jedynce, czy dwójce, to odnajdziesz go na Serialach czy na tym bez numerowym programie.
Nie rozumiem, po co tyle tych kanałów włączają, skoro nie mają na nich nic ciekawego i nowego pokazywać??A potem tylko narzekają, że stacja jest bez funduszy, bo niestety mało jest ludzi, które takie "badziewia" chcą opłacać abonentami.
Powinna być jedna opłata na wszystkie ogólnie  dostępne  stacje, a jeżeli ktoś chce oglądać jakieś extra programy, niech je sobie sam opłaca.
Niestety jest tak, że płacimy za Cyfrę Plus, czy za  Cyfrowy Polsat całkiem niemałą miesięcznie sumę, ale okazuje się, że i tak jesteśmy narażeni na zapłacenie kary za brak wpłaty abonamentu dla TVP, bo stacje, które od nas biorą pieniądze wcale z Polską Telewizją dzielić się nie chcą.
Uważam, że nie jest to w porządku w stosunku do Klientów, którzy kupują w Stacjach abonamenty, to ich zadaniem jest podzielić się zyskiem z pozostałymi stacjami (również z wciąż niedofinansowaną TVP ) bez wciągania w swoje finansowe labirynty biednych klientów. Przecież nie może być on zmuszany do płacenia po raz wtóry za taki sam program, za który już przecież zapłacił.
Najlepiej byłoby, żeby takie nierentowne stacje po prostu wyłączyć z oglądania, a nie zmuszać do płacenia za coś, czego się nie ogląda, a niestety ostatnio oglądalność TVP bardzo spadła. I nie pomogą tu seriale, ani polskie, ani tureckie, ani żadne inne, skoro jest to wyraźnie tendencyjna politycznie stacja i tak przez większość jest odbierana.

A w Krakowie od rana słonko świeci wesoło. Jakie to przyjemne, tylko...już mnie |Magda poinformowała, że niestety przyszły tydzień przyniesie znów jesienne   deszczowo- śniegowe pluchy.
Póki co, cieszmy się dobrą pogodą i słonkiem, ono tak bardzo nam potrzebne jest do życia.
Dobrego dnia.

środa, 15 listopada 2017
a dzisiaj......

      

 

.....dla mojej Kochanej Uli wspaniała kawka wraz z bukietem róż.
I oczywiście, jak zwykle, z całym mnóstwem pozdrowień i całusów z Krakowa, bo bez tej całej rożano - "całuśnej" oprawy nie mogła by przeminąć  żadna środa, Prawda Ulu?
Wczoraj świeciło w Krakowie słonko. Patrzyłam przez okno na mój Park, skąpany w słoneczno - jesiennych promieniach i tak sobie wyobrażałam, że gdy ten cały Park już rzeczywiście będzie czynny, będę mogła zaprosić Cię Uleczko do Krakowa i razem po nowych alejkach sobie pospacerujemy, usiądziemy na ławeczce i będziemy podziwiać piękne nowe krzewy i kwiaty, które tam zasadzą.
No i na pewno będą tam też  obowiązkowo rosły róże, już ja tego na pewno przypilnuję :-)
A więc do miłego spotkania w Parku Krakowskim Uleczko , a na razie ślę słoneczny promień i olbrzymiego całusa dla Ciebie.

Wczoraj oglądał odcinek "M jak miłość", związany ze śmiercią seniora rodu Mostowiaków - Dziadka Lucjana. Smutny to był odcinek, wiedziałam, że taki będzie i na wszelki wypadek przygotowałam sobie chusteczkę, którą nota bene kilkakrotnie do otarcia łzy użyłam.
Jak wielkim i wspaniałym musiał być aktor Witold Pyrkosz, skoro tak ciepłego, w przepięknej oprawie pożegnania się doczekał. Widać, że pan Witold cieszył się pośród twórców serialu i pośród występujących w nim  aktorów olbrzymim szacunkiem, stąd te przepiękne sceny wspomnieniowe z odcinków, w których kiedyś występował, rozegrany głównie w ulubionym sadzie  Dziadka Lucjana i w dodatku przy akompaniamencie przepięknie wykonanej przez  Marka Grechutę, do słów wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego piosenki "Ocalić od zapomnienia".


Ile razem dróg przebytych, 
ile sciezek przedeptanych, 
ile deszczów,ile śniegów, 
wiszących nad latarniami,
ile listów,ile rozstań, 
ciężkich godzin w miastach wielu, 
i znów upór żeby powstać, 
i znów iść i dojść do celu. 

Ile w trudzie nieustannym, 
wspólnych zmartwień, 
wspólnych dążeń, 
ile chlebów rozkrajanych, 
pocałunków,schodów,książek, 
oczy Twe jak piękne świece, 
a w sercu źródło promienia, 
więc ja chciałabym 
Twoje serce ocalić od zapomnienia! 

U Twych ramion płaszcz powisa, 
krzykliwy,z leśnego ptactwa, 
długi przez cały korytarz, 
przez podwórze aż gdzie gwiazda Wenus(Mars?!),
a Tyś lot i górność chmurną, 
blask wody i kamienia, 
chciałabym oczu Twoich chmurność 


Tak, wczoraj staraliśmy się ocalić od zapomnienia tę wspaniałą postać pana Witolda Pyrkosza, który odszedł od nas w kwietniu w tym roku, ale jego postać Lucjana Mostowiaka została dopiero wczoraj tak pogodnie  pożegnana. Na pewno swoją postawą życiową, swoimi rolami, zasłużył na takie własnie pożegnanie.
Witold Pyrkosz był dokładnie taki sam w życiu jak jego bohater Lucjan, spokojny, opanowany, bardzo życzliwy ludziom, służący dobra radą i  chociaż był troszkę skryty, jednak był osobą bardzo  lubianą i bardzo szanowaną, również i przez nas wszystkich.
Będzie brak nam na pewno tej postaci, zarówno w tym serialu, jak i na co dzień.

Smutny to był rok, tylu wspaniałych Artystów w nim od nas odeszło, a jeszcze dwa dni temu przyszła smutna wiadomość o śmierci wspanialej Aktorki, Aliny Janowskiej. Pamiętam Ją w roli młodej, pięknej dziewczyny, w której podkochiwali się młodzieńcy, występowała wtedy w jednym z pierwszych polskich filmów Skarb, pamiętam Ją w wielu innych rolach, chociażby w Czterdziestolatku, czy w roli apodyktycznej Eleonory w serialu Złotopolscy.
Wiedziałam o Jej chorobie, zresztą doczekała się i tak pięknego wieku, ale zawsze jednak smutek w sercu pozostaje, że Jej już z nami nie ma.

Odchodzą sami wspaniali..........

I to jest własnie to przemijanie.... ucieka czas, ucieka to, co jest naszym świadectwem od najmłodszych lat, ludzie, fakty, dobre i złe zdarzenia.....
Czas przeszły minął, ale liczy się teraz tylko czas teraźniejszy, dla nas, starszego już pokolenia, no i czas przyszły dla tych, którzy dopiero się urodzili, dopiero dorastają. Co im po sobie pozostawimy? Jakie wzorce, na których kiedyś będą mogli się opierać, będą ich mottem życia?
Jak na razie, patrząc na nasza teraźniejszość, ciemno to widzę. Nie ma ideałów, czas romantycznych uniesień już przeminął, ale czy już na zawsze?
A może znów kiedyś się odnowi, może znów znajdzie się ktoś, kto nas porazi swoją romantyczną wizją życia i pokaże, że istnieje świat lepszy, wspanialszy, bez przemocy i nienawiści, z wzrokiem skierowanym  na to, co jest piękne wokoło nas. A tyle piękna przecież można by się wokoło doszukać, tylko trzeba chcieć.
Piękne krajobrazy, piękno przyrody, wspaniali ludzie o naprawdę pięknych ideach (jeszcze bywają tacy), czy musi to być naprawdę dla nas nieosiągalne?????
Spytajcie się chociażby tych, którzy wspinają się na najwyższe szczyty gór, aby stamtąd podziwiać to, co nas otacza, czuć przy tym radość z życia i wzbudzać w sobie najwspanialsze odczucia estetyczne, moralne, czuć po prostu głębię i sens tego naszego życia.
Nie jest łatwo osiągnąć taki szczyt, ale od czego mamy nasze marzenia, które przecież możemy realizować, tylko....
..I tu przytoczę cytat z wiersza Juliusza Słowackiego:


Lecz zaklinam - niech żywi nie tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,
jak kamienie  przez Boga rzucone na szaniec



Nie traćmy nadziei, bo to, co teraz zrobimy z naszym życiem nie zniknie wraz z nami, pozostanie dla następnych pokoleń.

Dobrej środy życzę.

wtorek, 14 listopada 2017
KULSON - co z Ciebie wyrosło?????

 

 

No tak  kłamliwej  propagandy to już chyba nawet komuniści nie szerzyli. Pis przerósł już w tym sam siebie, ale wcale nie dziwota, skoro takich miernych, ale wiernych KULSONÓW  prezes zatrudnia.
Inna sprawa, że takimi półinteligentami na ćwierć etatu lepiej jest dowodzić, zrobią wszystko za judaszowski grosz. No i za "karierę", bo bez posłuszeństwa prezesowi mógłby być co najwyżej jakimś sprzątającym w markecie, albo co? A tu jakby nie było ma tytuł  MINISTRA.
Szkoda tylko, że ten tytuł pełniącej funkcji tak okropnie się zdewaluował.
Tłumaczenie Błaszczaka, że słowa" ty ku...wo" nie były skierowane do zaaresztowanej za udział w antyrządowej demonstracji, tylko do jakiegoś tam innego policjanta są śmieszne, nie wiem, czy ten chłop nie widzi, że się zbłaźnił (nie pierwszy zresztą raz), że wszyscy z niego się po prostu nabijają?
Ja ze wstydu chyba bym do mysiej dziury wlazła i już stamtąd nawet głowy nigdy nie wychyliła.

No cóż, czasy mamy całkiem podłe, pewnie nie o taką Polskę walczyli nasi pradziadowie i dziadowie, nie za taką przyszłość nasi Ojcowie na frontach krew przelewali.
A teraz ta "młodzież". wychowana w warunkach prawie że cieplarnianych, bez skazy wojny, o której nawet najmniejszego pojęcia nie mają, no chyba, że w grach internetowych, gdzie można życie wielokrotnie tracić,  "rozwija buńczuczne skrzydła", podlewane jakimiś narkotykami, bo wydaje im się, że są panami tego świata.
Nie ten jest panem, kto pałę przemocy w ręku trzyma, jest nim ktoś, kto umie coś z siebie dawać, dzielić się z innymi, pokazywać miłość i to nie tylko w najbliższej rodzinie, ale i pośród innych, którym ta pomoc jest potrzebna.
Osobiście znam taką Osobę, nie chcę Jej wymieniać z imienia, pewnie domyśli się, że to o Niej piszę. Mogę tylko dodać, że jestem dumna, że jest Ona w mojej najbliższej Rodzinie i te wszystkie dobre rodzinne cechy nadal powiela. Dziękuję Ci za to :-)

Zmieniając temat : wczoraj rozmawiałam telefonicznie  z moją Renatką, która mieszka koło Myślenic, a więc tylko 30 kilometrów od Krakowa i dowiedziałam się, że u niej wczoraj padał regularny śnieg. A w Krakowie na szczęście tylko deszcz, ale za to  przez  calutki dzień i całą noc z nieba kapał, pewnie już się troszkę wykończyła deszczowa jego możliwość, zapasy wody w niebie "wyschły", bo dzisiaj na razie jest sucho, ale...zimno.
No tak, wyszłam wczoraj do pracy w półbutach i przyznam, że stopy mi nieco zmarzły, jednak trzeba już w moje nowe botki wskoczyć, najwyższa ku temu pora.  Jest tylko jedno pytanie : czy dam rady w nich chodzić?????
Na wszelki wypadek przez dwa, trzy pierwsze dni będę w siatce nosiła zapasowe buty na ewentualną zmianę, ale  moze jednak nie będzie aż tak źle????

A w parku koło mnie praca wre całą para, chłopaki starają się zrobić jak najwięcej przed zimą.
Ciekawe, czy zdążą nowe alejki ułożyć, żółciutki piasek, ułożony w kopki już czeka.

No to miłego wtorku życzę, może troszkę i słonka, bo po tym deszczowym wczorajszym dniu trzeba troszkę się osuszyć, ocieplić i rozweselić duszę.



poniedziałek, 13 listopada 2017
BURO - PONURO

 

 

Niestety deszczem rozpoczęliśmy nowy tydzień. Nie jest to wcale optymistyczna wiadomość, ale różnie może jeszcze być.
Może na przykład śniegiem poprószyć, może i słonko nam na niebiesie zabłysnąć.
Na razie trzeba zaopatrzyć się w cieplejsze kurtki, szaliki no i oczywiście w parasole.
Już pisałam, że jest to najbardziej znielubiona przeze mnie pora roku. Wtedy i myśli moje są tak ponure, jak dzisiejszy dzień i nawet dwie kawy nie wiele mogą to zmienić.
Ale przeżyć te dni jakoś trzeba.
Wczoraj popołudniu jakaś chandra znów siadła na moim nosie i dosyć radykalne kroki przeprowadziłam, szczególnie wobec pewnej osoby. Nie wiem, czy to dobre, jeszcze dzisiaj nie rozważałam tego faktu, muszę sobie dać na to czas.
Możliwe, że ta osoba ma rację, że jestem nieco kapryśna, ale to nie o kaprysy chodzi, po prostu czasami już cierpliwość się wyczerpuje i nadchodzi czas, gdy wiesz, że i tak, choćbyś nie wiem jak się starał, nic nie zmienisz.
Widać akurat takie myśli wczoraj napłynęły do mojego mózgu i stąd takie były moje decyzje. Nie ważne, czas pokaże, czy mam czego żałować, czy nie.
W każdym bądź razie za oknem buro- ponuro i podobna w mojej duszy "pogoda" panuje.
Już pisałam, byle do wiosny.
I to by było na tyle na dzisiaj, jakoś do pisania długich wynurzeń  też dzisiaj modły nie mam.
Zresztą, o czym tu pisać, jak jest, wszyscy widzą i wiedzą, jest delikatnie mówiąc, nieciekawie.Może ten tydzień przyniesie jakieś "polepszenie doli"???
Powodzenia.
A ja uzbrajam się w ciepły szalik, parasolkę i wyruszam w ten deszczowy świat.

niedziela, 12 listopada 2017
Przyznam szczerze....

 

 

 

 

...że nie oglądałam wczoraj ani jednej transmisji w żadnej z telewizji, dotyczących wczorajszego święta. Ale te wzmianki, które przeczytałam na Facebooku wystarczyły mi, żeby odpowiednio się wkur....w?ż)iić
No, rzeczywiście Polacy pokazali "kaczą klasę w obchodach swojego święta niepodległości,  Amerykanie na pewno nam zazdroszczą. Oni latają w tym dniu z balonikami i z uśmiechem na twarzach, a my z transparentami precz z komuną, ze swastykami i z hasłem BÓG HONOR OJCZYZNA, z oczami przepełnionymi złością, pogardą nienawiścią.
Tylko co ten biedny Bóg ma do tej wielkiej nienawiści, która była wczoraj tak  hojnie w Warszawie rozsiewana? 
Chwilę wcześniej Narodowy ( i nie tylko) "modlili się" w kościołach, a potem z wielkimi bluzgami po ulicach latali.
Biedny ten nasz Pan Bóg, że na takie przeinaczanie Jego prawdy patrzyć musi. Ale pewnie kiedyś i jego cierpliwość się wyczerpie.
No i te wspaniałe gwizdy, gdy nasz były premier, a zarazem Przewodniczący Rady Europy, Donald Tusk składał wieniec pod pomnikiem Nieznanego Żołnierza !!
To już był pisowski klasyk, pewnie cała Europa oniemiała  ze zdziwienia, jak wielką "kulturę polityczną" przedstawiają niektórzy Polacy.
Ciekawa jestem, ile tym gwiżdżącym wczoraj za to zachowanie zapłacili, no, wódkę na pewno im za to postawili, a może i dołożyli jakąś kaszankę na zagrychę? Chłopaki się napracowały przecież, tak głośno gwizdać to nie lada sztuka.
Jest jeszcze pytanie: dlaczego tak wiele słomy na placu przy Pałacu Prezydenta pozostało?? Widać wielu "Polakom" z butów ona powychodziła......
Oj moja biedna Polsko, zupełnie na psy (a właściwie na kaczki) zeszłaś :-( :-( :-(
Ale co tam, święto było i się skończyło, rządząca partia czuje pełne zadowolenie w kupowanym przez siebie poparciu, i w przekonaniu, że są tacy wspaniali,  a że Polak głupi?????
To już jest przecież takie powiedzenie, że nowe przysłowie Polak sobie kupi, że i przed szkodą i po szkodzie głupi.

TAKA JEST NIESTETY PRAWDA.

No więc nie będę się dłużej egzaltowała wczorajszym dniem, bo naprawdę nie było czym, można najwyżej co z politowaniem na niektórych głową pokiwać i w czoło palcem postukać.
Za to dzisiaj wstał nowy i pięknie słoneczny listopadowy poranek. Przyjemnie, gdy za oknem słonko świeci, nawet jeżeli temperatura nie jest zbyt wysoka. Ale to taką własnie porę roku mamy, no i taki klimat mamy, powtarzając za klasykiem, a raczej za klasyczką.
Co prawda wciąż nas straszą śniegiem, ale kiedyś ten moment musi przecież nastąpić, tak kalendarz nam dyktuje.
A jakie mam plany na dzisiaj?
Może zrobię jakiś malutki spacerek do sklepu, mam nadzieję, że jest dzisiaj czynny, bo chlebusia troszkę mi brakuje, a potem znów oddam się mojej ukochanej grze. Oczywiście w TV nie ma tradycyjnie co oglądać, bo na ogół są same powtórki, dobrze, że ewentualnie coś na necie można znaleźć ciekawego.
No to całkiem spokojnie idę wypić drugą kawę (bez niej ani, ani) a Wam życzę samych przyjemności na ten jesienny niedzielny dzionek :-)

sobota, 11 listopada 2017
tak się zastanawiam właśnie......

 

 

 

 Święto Niepodległości, czy ulec dzisiejszej euforii, czy  mieć do niego stosunek raczej obojętny.
Z jednej strony, tej patriotycznej, wspaniałe jest uczucie, że mieszkamy w wolnej Polsce, nie jesteśmy uzależnieni od innych mocarstw, które dyktują nam warunki naszego życia,

To Święto w Polsce obchodzone jest corocznie 11 listopada dla upamiętnienia odzyskania w 1918r. przez Polskę po 123 latach zaborów, niepodległości
Odzyskiwane przez Polskę niepodległości było procesem stopniowym ,a wybór daty 11 listopada uzasadnić można było biegiem wydarzeń w związku z zakończeniem I-szej wojny światowej, gdy dzięki zawarciu rozejmu w Compiegne  własnie 11 listopada 1918 roku i  przypieczętowano całkowitą klęskę Niemiec. Dzień wcześniej do Warszawy przybył Naczelnik Józef Piłsudski, wzruszając w Polakach wielki entuzjazm u uświadomienie faktu odzyskania pełnej niepodległości.
Polacy zawsze marzyli o wolności, ale losy naszego państwa niestety był pełen ciężkich doświadczeń, zresztą tę wolność odzyskaliśmy wtedy tylko na trochę, późniejsze losy Polski znów przyniosły nam zniewolenie, najpierw przez wojenne rozruchy, a potem przez sytuację polityczną, która trwała przez długie lata powojenne.
Dopiero lata osiemdziesiąte zeszłego stulecia przyniosły znów zew wolności, z której znów Polacy zaczęli się cieszyć, ale  nie znaczy to wcale , że zaczęli ją szanować.
Niestety całkiem różne pojęcia wolności ogarnęły polityczne elity i zaczęli ją zawłaszczać według swojego modelu, przeinaczać, czynić sobie podległą.
Tak więc mamy pytanie, czy nadal mamy w Polsce wolność?
Teoretycznie tak, ale praktycznie znów jesteśmy zniewoleni przez pewną grupę polityków, którzy siłą narzucają wszystkim Polakom swoją własną wizję wolnej Polski, niestety wykorzystując ją dla własnych partykularnych interesów. Wiadomo, przy korycie dobrze się dzieje.
A przy tym , aby się utrzymać przy władzy trzeba im walki z przeciwnikami, stosując przy tym bardzo niskiego gatunku chwyty.
Tak więc nie mogę się cieszyć z wolności, która jest tylko połowiczna, nie daje poczucia radości wszystkim Polakom, brak w niej narodowej euforii, podobnej 1918 roku.
Może kiedyś, gdy znów w Polsce zapanują normalne stosunki, gdy nie będzie można w imieniu "wolności" niszczyć przeciwników, gdy słowo Żyd, albo Gej nie będzie miało wyrazu pejoratywnego, może Polacy wreszcie zrozumieją, że dojście radykalnej częścu młodzieżty ONR przynosi Polsce tylko szkodę, a nie chlubę, obojętnie jakiekolwiek by słowa głosili, słowa haniebne i kłamliwe niestety.

Więc dzisiaj powtarzam za słowami Szarego Człowieka, Piotra S, który oddał swoje życie za wolność, za Ojczyznę:

A JA KOCHAM WOLNOŚĆ PONAD WSZYSTKO 

Kocham moją Ojczyznę, Polskę, i nie mogę patrzeć na to, co w niej teraz się wyprawia.
I kiedy wróci ten czas normalności, a wciąż mam nadzieję, że się go jednak doczekam, ten dzień 11 Listopad będzie mnie  również radował.
Nie oznacza to wcale, że zdecydowanie optuję za jakąś konkretną partią, chciałabym jednak, żeby następne pokolenie miało poczucie bezpieczeństwa i radości z codzienności. Chciałabym, by każdy w Polsce czuł się potrzebnym by nie było pogardy i tylu krzywd wyrządzanych ludziom tylko dlatego, że ktoś nieprawnie czuje się wyższym niż inni.

Dzisiaj jest święto Św Marcina, który rozdawał biednym pieniądze, starając się im pomóc,
Jakże wymowna w tych naszych dziwnych czasach jest własnie ta postać. 
Z jednej strony nasi rządzący są takimi św Marcinami, którzy niektórym dają pieniądze, ale czynią to z bardzo niskich pobudek, kupując tym swoje poparcie.
W rezultacie obecny rząd więcej odbiera ludziom, niż im daje, niestety nie wszyscy to dostrzegają.

Wracając do św Marcina, który wjechał do miasta na białym koniu (symbol zimy???), niestety jego koń zgubił podkowę.
Te podkowę znalazł jeden z piekarzy, który na jej wzór zaczął wypiekać rogale i rozdawać je ludziom.
Do tej pory w Poznaniu, w mieście św Marcina, wypieka się te wspaniałe  święto marcińskie  rogale z białym makiem i z rodzynkami, które są symbolami dobrobytu. Co prawda teraz nikt nie rozdaje je plebsowi, ale ten wypiek cieszy się tak wielką popularnością, że ustawiają się po nią długie kolejki, każdy chce spróbować w tym szczególnym dniu takiej delicji.
Niestety, znów mi się nie udało zdobyć tych rogali, chociaż są one teraz dostępne nie tylko w Poznaniu, ale może za rok...
Pamiętasz Ulka? Tak samo pisałam rok temu :-)

No to życzę miłego odpoczynku i świętowania tym, którzy dzisiaj jednak tę kolejną rocznicę odzyskania wolności  obchodzą



 

..)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 525