type="application/x-shockwave-flash"> http://mail.google.com/mail/?attid=0.1&
romantycznie i normalnie
RSS
sobota, 27 maja 2017
MOJRY


 

Nawiedziły mnie wczoraj w chorobie Trzy Mojry, czyli trzy Ukochane Moje Dziewczyny Oliwia, Daria i Wiktoria.
I od razu poczułam się lepiej, o wiele zdrowsza.
Posiedziały, pogawędziły, zrobiły biednej chorej Cioci kawusię i popędziły do apteki po antybiotyk.
Jednak bez antybiotyku się nie obeszło, choró0bsko co chwile wracało. I od razu przypomniałam sobie czasy, gdy ja, jeszcze wtedy piękna i młoda w drodze ze szkoły odwiedzałam Ciocię Jankę i Babcię Helenkę. Też zawsze były bardzo zadowolone z mojej wizyty, bo to tak miło jest na chwilę samotność przerwać i porozmawiać z kimś młodszym.
Nie, żebym na samotność znowu narzekała, ale przyznam się, że ostatnio w tej mojej chorobie się zaniedbałam, jakoś całkowicie w niej zatopiłam, zapominając, że jest przecież wiosna. No tak, ale ledwo na świeże powietrze na chwilkę wyszłam, nów czułam nawrót tej mojej grypy.
Mam nadzieję, że teraz, po zażyciu antybiotyku, będzie o wiele lepiej. Nie mogę przecież przespać wszystkich popołudni pod kocem.
A poza tym, taka wizyta tych właśnie moich Panien przyprowadza mi moje wspomnienia, te dobre, wspaniałe lata, gdy żyła moja siostra, gdy jeździłam do Modlnicy..... Wtedy pewnie miały więcej wolnego czasu, teraz zajęte nauką, egzaminami, czy treningami nie za bardzo mają czas, by się do mnie wybrać.
A jednak wczoraj umówiły się wszystkie trzy i radość wielką mi przyniosły swoją wizytą.
Przykro mi tylko, ze nie miałam ich czymś poczęstować, ale to się zmieni, następnym razem zaproszę Je na obiad własnego wyrobu. Tylko wcześniej muszę już całkowicie wydobrzeć.
Właściwie to już dawno obiadków nie gotowałam. Z  V.I.P:.em mamy teraz ciche dni, nie utrzymujemy ze sobą kontaktów, tak jakoś się porobiło dziwnie.
Co prawda nie zarzekam się, że tak już będzie zawsze, bo to już nie pierwsze takie nasze dłuższe rozstanie, zawsze potem jakoś znów wracaliśmy przyjaźnie do siebie.
Ale na razie jest jak jest i nic nie wskazuje, by w najbliższym czasie zmienić się mogło.
W związku z tym, jeżeli nawet obiadki gotuję (a zawsze jednak coś ciepłego przydałoby się zjeść), są one bardzo skromne i raczej jednodaniowe, czyli albo zupa, albo jakieś niewielkie drugie danie. Zresztą przy tej ostatniej mojej infekcji przyznam, że apetyt raczej ode mnie odszedł, jeżeli cośkolwiek jem, to raczej  z rozumu, że jednak organizm trzeba trochę odżywić, niż z uczucia głodu.
Ale znów tak bardzo tym się nie martwię, przecież w moim założeniu jest jeszcze "zbicie" około 5 kg żywej wagi.
Dzisiaj już skromne zakupy w pobliskim sklepie porobiłam. Najważniejsze, ze kupiłam swój ulubiony ciemny chleb "Bochenek", właściwie jedyny, który mi smakuje.
No oczywiście czasami przegryzam go "tekturą", też jadalna, chociaz już troszeczkę mi się znudziła.
Pogoda trzeba przyznać jest troszkę dziwna, niby nie jest zimno, ale też jakiegoś upału nie czuć. Inna sprawa, że teraz dosyć specyficznie odbieram temperatury, nie narzekam na jakieś niebotyczne upały, raczej jest mi ciągle chłodno, nawet w domu.
Grypa to, czy już starość - sama nie wiem, pewnie niedługo o tym się przekonam.
Życzę Wszystkim przyjemnych ostatnich dni miesiąca maja. Znów kolejny miesiąc tak szybko przeleciał, już pomału będziemy wkraczać w drugie półrocze, potem tylko lato i......
Ale co się będę martwiła na zapas. Na razie miłego weekendu wszystkim życzę.

piątek, 26 maja 2017
słowo

 

Jest takie jedno słowo :  MATKA

najdroższe najbardziej cenne dla każdego.
Nasza pierwsza i do końca przyjaciółka naszego życia, uczestnicząca w każdym jego dniu, od początku do końca.
Nie mogę powstrzymać się od łez, gdy o Niej wspominam,
Może dlatego, że zbyt krótko obecna była w moim świecie, zbyt szybko odeszła. Ale zawsze potem, a nawet i teraz jeszcze  czuję Jej wszechmocną opiekę nad sobą.
Nawet teraz, gdy już mam siwy włos, gdy cokolwiek mi się  dzieje, przywołują Ją swoim głosem "MAMUSIU!! MATEŃKO,  pomóż.

Gdy byłam jeszcze dzieckiem, przychodziła do mnie w pięknych snach. Zawsze byłyśmy w ogrodzie pełnym kwiatów, ja do niej się przytulałam i mówiłam : Mamuś, jak ja ciebie bardzo kocham Mamusiu. A ona tajemniczo do mnie się uśmiechała i...odpływała w dal, której już poznać nie mogłam, była poza moim zasięgiem. Potem już śniła mi się coraz rzadziej, chociaż zawsze o Niej marzyłam. Ale zawsze czułam i czuję, że jest koło mnie.
I że coraz bardziej zbliża się czas, gdy znów będzie  bardzo blisko, gdy razem będziemy zwiedzać rajskie ogrody.......

Brakuje mi mojej Mamy każdego poranka, każdego dnia. Przykro mi, że los tak moje życie ułożył, że sama nie mogłam zostań matką, chociaż kiedyś tak bardzo tego chciałam, tyle miałam związanych z tym planów - nie wyszło, niestety.

Dzisiaj chylę czoła przed Wszystkimi Mamami, tymi szczęśliwymi i spełnionymi i tymi, które może czują niedosyt życia, niedosyt matczynej miłości, bo nie zawsze układa się nasze życie według naszych marzeń, naszych zamierzeń.

I raz jeszcze Tobie Mamuś powtarzam : Kocham Cię Mamo, zawsze Cię kochałam i zawsze będę Ciebie kochała nadal, aż do końca moich dni.

Życzę wszystkim przyjemnie spędzonego Dnia Matki i wspaniałego weekendu.

czwartek, 25 maja 2017
witam w czwartek

Byłam wczoraj na lekarskiej wizycie i okazało się, że na szczęście jest to tylko wirus, który jak dotąd nie zaatakował moich płuc, moich oskrzeli.
Ot taka sobie zwyczajna infekcja, tylko, że ona trwa i trwa.
Co prawda mam zapisany na wszelki wypadek antybiotyk, ale postaram się jakoś bez niego obejść, bo mój brzuch nie najlepiej na wszelakie antybiotyki reaguje, po prostu ich nie lubi i już.
Dzisiaj wpisuję nieco później mój blog, bo rano ogarniałam z Renią moją chałupę, trzeba było te wszystkie zarazki z mieszkania powyrzucać, może się udało?
A zza okna słychać stuki i huki, tak rozpoczął się właśnie remont w parku.
Dokładnie nie widać z mojego okna, co oni tam wyprawiają, ale idąc do pracy pójdę na mały rekonesans.
Najważniejsze, że jednak już się coś zaczęło. Potem będzie już z górki.

W polityce tez się zaczęło. właśnie wczoraj, dzięki bardzo impertynenckiemu przemówieniu pani premier, chociaz trudno powiedzieć, że to było przemówienie, raczej było to groźne  pouczanie nieposłusznego suwerena, dowiedzieliśmy się, że Unia Europejska nie ma do nas żadnych praw (no z wyjątkiem obowiązku dotacji polskiego państwa) do pouczania, co i jak mamy robić i w ogóle to pani premier kazała Unii wstać z kolan. To może był nasz pierwszy krok do opuszczenia Unii, Tak żądał Jarosław, a co z tego, że zdecydowana większość nie chce, by Polska Unię opuściła. Suweren się nie liczy, ważne jest to, co powie Kaczyński.
Oj, żeby to dla nas nie było początkiem nieszczęścia.
Takie wrzaski w kierunku Polaków, w kierunku Unii, takie bezpardonowe pouczanie nie może się dla Polski dobrze skończyć.
Kogo myśmy wybrali do rządzenia??? Skandal za skandalem nie jest dla nich żadną przeszkodą. Kiedyś mówili, że Polska pod rządami PO jest teoretyczna, a teraz jaką mamy Polskę?
Butną, chamską, a przede wszystkim głupią, bo samym pyskiem wszystkiego w życiu nie załatwisz.

Za chwilę będę już wychodziła do pracy. Dzisiaj znów chłodno, a całe szczęście deszcz już chyba przestał siąpić. Ale niestety cieplejszą kurtkę znów dzisiaj trzeba ubrać.
No i dobrze, bo przy moim stanie zdrowia taka deszczowa przechadzka nie za bardzo może dla mnie być szczęśliwa.
Życzę powodzenia na dzisiejsze popołudnie

środa, 24 maja 2017
delikatna jak aksamit

Z najlepszymi pozdrowieniami z Krakowa Ulu dzisiaj posyłam Ci samą delikatność, jedwabno - muślinową różę, jako wyraz ciągłej, a nie tylko środowej sympatii dla Ciebie.
Wiem, że już niedługo. za kilka dni, planujesz swój urlop nad morzem, mam nadzieję, ba, życzę Ci, aby ten czas  był dla Ciebie i Twoich Przyjaciół wyjątkowy, miły, ciepły i pełen serdeczności i dobrej zabawy.
Będę tu na Ciebie Uleczko czekała, w każda środę, obojętnie, czy będziesz tu zaglądała, czy nie, zawsze dla Ciebie pozostawię różę, zawsze będę o Tobie pamiętała i myślała, bo na tym nasza Przyjaźń właśnie polega, z daleka, a jednak blisko......
Baw się dobrze, śmiej, spaceruj i ciesz się, ze życie jest takie piękne.

Bo życie jest piękne, nawet gdy.....wirus jakiś człowieka omota i nie chce sobie odejść precz.
Ale dzisiaj powiedziałam mu już : DOSYĆ !! Nie będziesz mnie nadal dręczył i...zdecydowałam się, że idę jednak do lekarza. Sama dalej sobie nie poradzę, wirusisko jest silniejsze i atakuje dokładnie wszystko : i nos i głowę, oskrzela, brzuch i wszystkie kostki, nawet palce u rąk.
Pewnie dostanę jakiś antybiotyk, który pochłonie tego szalejącego  w moim organizmie dziada i wszystko wróci do normy.
Bo w chorobie świat tak pięknie jednak nie wygląda, a przecież nie można cały czas tylko narzekać i narzekać...
A właśnie, nawet miałabym jeszcze jeden ku temu powód. Właśnie rozpoczęto remont w moim Parku i na początek otoczyli go ohydną, falistą blachą. Wygląda to bardzo nieładnie i przykro się robi, gdy ta blacha jest widokiem z mojego okna.

Sami przyznacie, że nie wygląda to sympatycznie, ale taką decyzję na remont parku podjęto  i nie mam nic do gadania w tej materii.
Będę się przez ponad rok (bo na tyle zaplanowano ten remont) czuła się, jakbym zamieszkała na placu budowy, za to potem......
Ma być cudownie, ogrody kwiatów, ślicznie wyposażone w ławki i kolorowe kosze alejki, miejsca zabaw dla dzieci i dla dorosłych, czyli coś, na co ten Park w zupełności zasługuje. Mam nadzieję, ze doczekam się tej chwili, gdy tu, w swoim blogu będę już mogła te wszystkie wspaniałe zmiany udokumentować.
Ale jak już pisałam, to trochę niestety potrwa, na razie więc w tej "budowlanej formie" będę musiała jakoś przetrwać przez tę wiosnę, jesień, zimę, następną wiosnę i kawałek, a może nawet i całe następne lato ten niezbyt sympatyczny czas. Jakoś to będzie..... z czasem nawet pewnie przywyknę do takiego, a nie innego widoku.
Bo co to jest czas jednego roku? Niewiele, przecież już niedługo powiem, mieszkam tu, na swoim nowym mieszkaniu  już rok, szybko to minęło.
Więc i ten następny rok wyczekiwania na piękne widoki za oknem też przeminą jak zły sen.

A deszcz sobie chlupie i chlupie. Takie chlup, chlup w mojej głowie szumi, denerwuje, z niepokojem patrzę za okno, na ten deszczowy świat, w który za niedługo będę musiała iść. Nie czuję się na tyle dobrze, żebym szła rześkim krokiem, przyznam, że ta choroba dosyć mnie osłabiła i mam wrażenie, że za chwilkę się wywrócę. Ale nie, nie poddam się przecież tak łatwo!. Jakoś trzeba się w sobie zebrać, to, że teraz jest nie najlepiej, wcale nie oznacza, że jutro, już po zażyciu antybiotyku, będzie weselsze i bardziej dla mnie łagodne do przetrwania.
Życzę wszystkim pogody ducha w ten deszczowy dzień, zawsze przecież jest jakieś jutro, prawda? Oby było lepsze!

wtorek, 23 maja 2017
nie jestem sam

 

 

Nie jestem sam, gdy śpiewam Wam, szczęście jest we mnie.....

Było, ale zgasło, zabrało nam najpiękniejszy z istniejących głosów, pewny, silny, przemawiający do nas swoim brzmieniem i swoją miłością.
Taki był właśnie Zbigniew Wodecki, Mistrz- wirtuoz głosu, fortepianu, skrzypiec i trąbki.
Wspaniały człowiek, którego głos w Polsce wszyscy znali, począwszy od dzieci, którym piosenką opowiadał o przygodach wspaniałej, rezolutnej pszczółki Mai, skończywszy na nas wszystkich, dla których wszystkie wyśpiewane i wygrane Jego piosenki są często nauką dnia powszedniego.
Zacznij od Bacha, bo on właśnie swoimi dziełami daje nam piękno tego życia, ciesz się z każdej chwili na tym świecie, ceń muzykę, bo ona jest i będzie mottem naszego życia - to wszystko jest, a raczej niestety już było, mottem  życia Mistrza Zbigniewa Wodeckiego.
Wspaniały Krakowianin, który kochał swoje miasto, bo tu czuł się najlepiej. Czasami, gdy pracowałam jeszcze w Szpitalu Kolejowym, spotykałam Go w naszym Szpitalu,  do którego wpadał, odwiedzając po przyjacielsku Oddział Chirurgiczny. Przenikał przez t korytarze, umykał nimi. a Jego charakterystyczna, bardzo bujna fryzura powiewała w powietrzu.
Co można powiedzieć więcej?
Żal, olbrzymi żal, odszedł następny Wielki Człowiek, Prawdziwy Mistrz tego, co ukochał już w swoim dzieciństwie - Muzykę. Ona brzmiała każdego dnia bardzo pracowitego Jego życia, a to wszystko co robił, śpiewał, grał, było Jego wielką pasją.
Był moim rówieśnikiem, urodził się dokładnie w tym samym roku co ja w 1950. Nie był więc stary, jeszcze miał przed sobą wiele zadań, jeszcze tyle mógł osiągnąć, tyle wygrać, wyśpiewać, serce niestety odmówiło mu posłuszeństwa, był zmuszony go "zreperować" i ta operacja przyniosła mu niestety tragiczne skutki, udar mózgu i śmierć.
Pozostawił nas samych, już tylko w archiwalnych clipach będziemy mogli posłuchać Jego głosu, już tylko na archiwalnych filmach będziemy Go mogli oglądać... Żal, olbrzymi żal....
Nie rozpieszcza nas ten rok, odchodzą od nas sami Wielcy, wspaniali Artyści, jeszcze nie pozbieraliśmy się po śmierci Wielkiej aktorki Danuty Szaflarskiej przezywaliśmy śmierć mistrza Młynarskiego i naszego ulubionego aktora Witolda Pyrkosza, teraz przyszła kolej na następne smutne rozstanie.
Bardzo to smutne, z każdą taką śmiercią odchodzi od nas piękna cząstka naszego życia, naszych radości, wspomnień.....
Nie spodziewałam się tej śmierci, bo którą zresztą śmierć można przewidzieć, gdy przychodzi nie o czasie,  stanowczo za wcześnie.......
Wydawało mi się, że Wodecki będzie zawsze, że jest nieśmiertelny....niestety, gra i śpiewa teraz w tym lepszym świecie, przed tronem Boga daje swoje wirtuozowskie koncerty......
Nam tylko pozostaje tylko...ŻAL.....

Wstał  nowy, piękny, słoneczny dzień. Dla nas słoneczny, dla nas radosny, chociaz tak wiele osób w ten poranek się smuci.
No to może zacznij  ten dzień  od Bacha, jak radził Mistrz :

Gdy musisz wstać,
choć tulisz tak pod głową obłoczek snu
i słów tyle znasz uczonych cicho przez noc,
a tu dzień wstaje już kolorowo - witaj!

Gdy musisz wstać,
bo słońce już zawiesza na szczytach wież
poranny swój szal i rusza, cień długi marsz,
wokół drzew krząta się ptaków rzesza - witaj!

Zacznij od Bacha, nim słońce po dachach
zeskoczy, jak kot po nocy ćmej...
I zacznij od Bacha, gdy w progu się waha
ktoś, kto winien wejść, a może nie...


poniedziałek, 22 maja 2017
i znów od początku la la la





Wstał nowy dzień, wstał nowy tydzień, trzeba jakoś się pozbierać.
Choróbsku mówię zdecydowanie NIE
Zaścielę to moje łoże boleści, w którym prawie że dogorywałam w ostatnich dniach i zaczynam wszystko od początku.
Co prawda jeszcze tak całkowicie nie wydobrzałam, jeszcze katar męczy mnie w moim nosie, jeszcze kaszel otula moje oskrzela, ale ile można chorować?
Fakt, że leczyłam się drogą naturalną, czyli nic nie zażywając, nawet ani jednej aspirynki, Rutinoscorbinu, czy nawet apapu, bo doszłam do wniosku, że jak samo weszło, to i (kiedyś) samo wyjdzie.
A ja mam czas, ja poczekam, przecież nie idę nigdzie na konkurs piękności, żebym czerwonym nosem miała kogo straszyć.
Pacjentów też mam nadzieję straszyć nie będę, ani nikogo zarażać, chociaz może i przydałoby się troszkę kataru komuś sprzedać? Szybciej może by mnie wtedy opuścił.
Znalazłam świetną metodę na smarkatki, ręcznik papierowy jest akurat do takich spraw nieodzowny. Już nawet nie powiem ile rolek takiego papieru zużyłam, sporo mam tylko przez to śmieci, ale to nic, tych zawsze można się przecież pozbyć.
Co prawda nieco jeszcze mi się w głowie mąci, bo fakt, że przez ostatnie 3 dni przyjmowałam głównie pozycję horyzontalną, ukrywając się pod kołderką i pod kocykiem, ale teraz z tej kryjówki już pora wyjść i zobaczyć, jak ludzie po ulicy sobie radośnie chodzą, a ja będę kroczyła razem z nimi, może uda mi się jednak pionowa pozycję otrzymać, tylko, żeby nikt z kolei nie podejrzewał mnie, że jestem w stanie pokazującym na użycie alkoholu, gdy mi się jednak w główce zakręci.
Dzisiaj muszę wyjść nawet troszkę wcześniej z domku, bo już po godzinie 13 stej powinnam być w przychodni, a jednak dzisiaj na dojście do pracy pozostawiam sobie ciut więcej czasu, niż zazwyczaj, żebym powolnym i statecznym, żółwim  krokiem, bez żadnego pośpiechu tam doszła.

A co robiłam ciekawego przez te dni? Właściwie to przyznam, że nawet nie oglądałam telewizji, może tam jakiś jeden odcinek, ale ponieważ najlepiej czułam się w pozycji poziomej, wolałam sobie oglądać jakiś filmik w łóżeczku, na moim komputerze.
Tym bardziej, że w sobotę był u mnie pan Józiu i naprawił mi komputer, już teraz  się nie wyłącza.
Wystarczyło tylko go trochę w środku odkurzyć (zawsze przecież łapie mnóstwo kurzu) i zmienić pasek, który ułatwia wentylację wewnątrz komputera. Widocznie się przegrzewał i dlatego nagle się wyłączał. Teraz mam już z tym spokój, mam nadzieję, że na dłuższy czas. Mogłam nawet oglądać film na całym ekranie, a nie na małym okienku, jak ostatnio.
Jak więc widać, pomału wracam do świata żywych. Bardzo się tylko cieszę, że tyle osób wspierało mnie w tych dniach mojej choroby, bo zawsze z Przyjaciółmi choruje się o wiele łatwiej.

I co jeszcze ciekawego ? Właściwie nie powinnam sobie psuć tak pięknego poniedziałku politycznymi wywodami. I nie będę, niech się dzieje co chce, tylko mówię, że mi się to co się dzieje akurat nie podoba.
Pewnie nie tylko mnie, ale.... na razie musimy żyć w takiej post PRL-owskiej rzeczywistości, z nadzieją, że ona minie jak zły sen.
Niestety dużo jest tych omotanych kłamstwami, a rząd nawet nie mrugnie okiem przy każdej swojej następnej rewelacji, którą do tego bukietu nieprawdy można włączyć. Gdy czytam niektóre fora, za głowę się łapię, gdy przeglądam niektóre komentarze, czysto brzmią one jak tam spod Pałacu Prezydenckiego i czytam zwyciężymy, a przecież nie ma żadnej wojny, w której naród udział bierze, więc kto i z kim chce zwyciężać? .
Tak niestety jeden mściwy człowiek poprzewracał  wielu normalnym ludziom w głowach, teraz cierpimy wszyscy.
 Mam tylko pytanie :jak to długo ta szopka  trwać będzie????
Ile jeszcze dowodów trzeba przytaczać na to, że nie było zamachu, że nie było wybuchów, że ta okropna katastrofa samolotowa  spowodowana był pychą i chciwością na władzę człowieka, który teraz swoje kompleksy, że brata na śmierć wysłał, leczy dręczeniem nas wszystkich.

Dość, już nie pisze dalej, wszystko to wiecie sami najlepiej.
Życzę miłego poniedziałku, bo taki, jaki on będzie, będzie cały następny tydzień

niedziela, 21 maja 2017
ale heca

 

 

 

 

Koncert w Opolu ma tradycje od wielu, wielu lat,
Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu zainaugurował swoją działalność w 1963 roku, dwa lata po Międzynarodowym Festiwalu Piosenki, który po krótkim epizodzie gdańskim znalazł swoje miejsce w sopockiej Operze Leśnej.
Zawsze było to wielkie wydarzenie dla naszej polskiej publiczności, zawsze z biciem serca czekaliśmy na czerwiec, gdy najlepsi polscy wykonawcy występowali na Opolskiej scenie.
Zawsze, ale tak nie będzie w tym roku.
Prezes TVP, niejaki Jacek Kurski, wymyślił, że trzeba upolitycznić to spotkanie, tym samym trzeba wygumkować ze sceny artystów, którzy zdecydowanie są antyrządowi.
Pewnie myślał, że to mu się uda, tym bardziej, że w tym roku miało odbyć się 50 lecie  działalności artystycznej Maryli Rodowicz i XX lecie działalności Andrzeja Piaska.
No i co mądrego Jacuś wymyślił (oczywiście, żeby podlizać się swojemu guru, który łaskawie dał mu pracę, bo to do końca nie było takie pewne) ???
Otóż nie spodobała mu się postawa polityczna Kayah, jako, że zdecydowanie popierała on KOD, więc Jacek skreślił  ją z listy uczestników Festiwalu Anno Domini 2017.
No i zro0biła się chryja na całego, bo co prawda pierwotnie Maryla Rodowicz jeszcze rozpatrywała możliwość dyskutowania z Kurskim w sprawie występu Kayah, ale sama Kayah zrezygnowała z występu na znak solidarności z osobami wykluczanymi przez Pis. Potem do Kayah dołączyli i inni znani artyści, Piasek, Kasia Nosowska, w sumie i sama Rodowicz, a po niej już inni liczni artyści.
No i co teraz Jacek zrobi, skoro położył plajtę na jedna z najbardziej znanych imprez polskich?
Śmiech ogarnął wszystkich i dezaprobata dla "najlepszego z wszystkich prezesów Telewizji Polskiej", który już nieraz musiał wycofywać się ze swoich decyzji, chociażby z problemów finansowych, teraz obawiam się, że zbliża się nieuchronny koniec panowania Kurskiego w Telewizji Polskiej, nawet nie wiem, czy Jaruś gotowy jest go wybronić z tego okropnego blamażu. No cóż, trzeba jednak być chociaz troszkę inteligentnym, gdy chce się kogoś w konia zrobić, bo inaczej samemu można wyjść na idiotę roku.
Ale myślę, że powyższe zdjęcie trafi Wam do przekonania, jakie są obecnie obowiązujące klimaty w pisowskiej plątaninie absurdów. Absurd goni absurd i absurdem pogania.
Kaczyński ostatni żalił się, że Donald Tusk czuje się nad obywatelem, bo nie chce przyjechać do Polski na jego wezwanie (de facto wezwanie prokuratury) i znów w jakiejś absurdalnej sprawie zeznawać. Oj szuka Jarek bata na Tuska, tylko niestety sam niedługo po plecach tym batem bardzo boleśnie zostanie uderzony.
I najwyższa pora, bo dokąd może prowadzić taka niesamowita wręcz nienawiść do innego człowieka? Tylko do samounicestwienia.
Nie ma co już deliberować na polityczne tematy, wszystko i tak zmierza w jednym kierunku, aby jak najszybciej trach nastąpił.

Dzisiaj już czuję się zdecydowanie lepiej, chociaż katar mnie dławi, kaszel mi przeszkadza, ale myślę, że już wszystko złe za mną, teraz będzie już tylko dobrze.
Pogoda do niczego, niestety, chociaż to niedziela i powinno być cieplutko i milutko.
Może coś od przyszłego tygodnia się poprawi?
Życzę jednak miłej niedzieli.

sobota, 20 maja 2017
chorutka, biedniutka

 

 

Dalej chora.
Wczorajsze popołudnie, wieczór i noc przeleżałam pod kołdrą i kocem, ubrana w 2 swetry i tak szczękałam z zimna zębami.
Może nawet miałam gorączkę, nie wiem, bo nie miałam siły nawet jej mierzyć.
Dzisiejszy dzień też poświęcam na kurowanie się w łóżeczku, nawet na zakupy sobie nie poszłam, trudno, będę żyła na resztkach, które mam w domu.
No nie, aż tak źle wcale nie jest, zawsze coś do jedzenia się znajdzie, przynajmniej schudnę troszkę. I tak już prawie 2 kg straciłam oszczędniejszym jedzonkiem.
Dzisiaj jednak musiałam pościelić na chwilkę łóżko, bo przyszedł pan Józio i oczyścił mi komputer, może dlatego czasami zasilanie siadało, zobaczymy.
Na razie komputer działa i całe szczęście.
A swoją drogą, kto choruje w taką pogodę?
Nawet papierosy mi nie smakują, ale od czasu do czasu sobie (z przyzwyczajenia) podpalam. Może to jest okazja, żeby to świństwo definitywnie jednak rzucić?
Tylko co ja będę wtedy robiła, jeść nie wolno, pić nie wolno, palić nie wolno - Armagedon !!
No nic, idę nadal się kurować Cześć  Do jutra

piątek, 19 maja 2017
moje na piąteczek

 

Kogo nie cieszy tak piękny i słoneczny dzionek, jak ten nasz dzisiejszy, zwłaszcza, gdy jest to piątek?
Od samego rana, a obudziłam się już po godzinie piątej, podziwiam słoneczko i pięknie oblany jego promieniami mój park.
Aż dusza się raduje. Szkoda tylko, że "coś" wlazło mi w prawa stopę i nie bardzo mogę ją obciążać, ale już ją nasmarowałam i może popuści?
To następny urok samodzielnego mieszkania, można się smarować rożnymi maściami,, o różnych zapachach i nikomu to nie przeszkadza.
Niech żyje wolność, wolność i swoboda.......
Znów popadam w okres apatii politycznej, po prostu już nawet nie mam co pisać, bo nic się nie zmienia i to jest całkiem zła wiadomość.
Co prawda wczoraj w Krakowie znów była manifestacja i kontrmanifestacja z powodu państwowego obchodu pogrzebu  prezydenta wszech czasów, pod Wawelem zebrali się wielbiciele i anty wielbiciele Jarosława i znów dochodziło do pyskówki. Ale to też robi się to nudne.
Jarosław ze świtą państwową (za nasze pieniądze zresztą) już obchodzi  w Warszawie miesięcznice katastrofy smoleńskiej, a w Krakowie miesięcznicę pogrzebu braciszka, zatrudniając w to masę policji, która z urzędu musi uspakajać nerwowy ciemny i nie ciemny lud.
Dobrze, że Jarosław jeszcze nie wpadł na pomysł obchodu miesięcznicy powtórnej ekshumacji zwłok prezydenckich i potem, kilka dni później, ponownego jego pochówku.
Ale w tej pisiej paranoi wszystko jest możliwe, wszystko przed nami.
Może jednak nikt z "pisiej rodziny" nie czyta mojego blogu i nie podrzuciłam im tym samym nowego pomysłu na nowa hucpę?
Na ogół każdy normalny człowiek w rocznicę, a nie w miesięcznicę) śmierci  idzie na grób  zmarłego najdroższego, a nie harcuje wtedy jak jakiś Lajkonik po warszawskim placu, toteż ten "Lajkonik"upatrzył sobie na harce Kraków kilka dni później, tylko raz jeszcze podkreślam, szkoda, że za nasze pieniądze.
Niestety ma ciągle ten warszawsko - krakowski Lajkonik swoich wyznawców, mimo, że coraz bardziej widać w jak jest okropnie zakłamany i w jak okropnie zakłamanym środowisku przebywa. Może kiedyś wreszcie jego wyznawcy zdejmą te różowe pisie okulary  i popatrzą normalnie na świat?
Wszystko zresztą na to wskazuje, bo coraz więcej pisich błazeństw i pisich ohydnych przekrętów na wierzch wypływa, poczekajmy cierpliwie.

I co to ja pisałam o pogodzie?
Może lepiej nie pisać, żeby nie zapeszać? niech świeci radośnie sobie to słonko, a moja prawa stopa niech się myli twierdząc, że jednak będzie padało, a może będzie i burza?

Na poprawę humoru może jakiś fajny kawał przytoczę?

- pani zawsze płaci u nas w sklepie takimi nowymi banknotami - dziwi się kasjerka w sklepie
- a bo mam w domu taką maszynkę do robienia pieniążków !
- a to jest legalne?
-jak najbardziej, tylko ma jedną wadę,  ona okropnie chrapie.

no to jeszcze jeden uśmiech:

Mąż spogląda na żonę i pyta;
- skąd masz nowy kapelusz?
- kupiłam - odpowiada zona
- a skąd wzięłaś pieniądze? - docieka mąż
- znalazłam odpowiada żona
- ciekawe gdzie ?
- jak to gdzie? w twoim portfelu :-)

No to teraz już całkiem uśmiechnięci możemy chwilkę jeszcze popracować, by z radością rozpocząć kolejny weekend.
Niech i on cały będzie taki piękny i ciepły  jak ten dzisiejszy poranek/

czwartek, 18 maja 2017
jakoś

 

Muszę się jakoś zmobilizować dzisiaj, żeby do pracy dojść no i trochę tam popracować, ale wcale to takie łatwe nie będzie, bo od samego rana ból rozsadza moją napuchniętą od kataru głowy.
Wyraźnie ten katar nie odpuszcza, do tego zaczynam jeszcze kaszleć, oj, żeby znów nie zakończyło się, tak jak ostatnio, zapaleniem oskrzeli, albo jeszcze gorzej, zapaleniem płuc.
Słabiutka przy tym jestem , tak więc chyba do pracy dzisiaj pojadę taksówką i podobnież będę wracała, nie ma co się narażać, mimo, że pogoda jest raczej cieplutka, tylko ta kręciołka w głowie.......

Wczoraj telefonowała do mnie Maryla, koleżanka jeszcze Liceum, żeby potwierdzić nasze klasowe spotkanie  w związku z 50 - leciem naszej matury, które odbędzie się 3 czerwca.
Nie jestem pewna, jak mam postąpić, bo przyznam, że wcale mnie w tej klasie nie lubili, zresztą i vice versa. Dzieci ówczesnej nomenklatury zawsze uznawały się za kogoś lepszego i zadzierały nosa, przy okazji poniżając innych. Tak niestety te lata wspominam.
Co prawda ja byłam córką znanego i bardzo cenionego w Krakowie  radiologa, widać jednak że w szranki z  dziećmi dyrektorów, czy innych prominentów nie miałam co stawać.
Trochę to nie jest słuszne, bo przecież jaką ich zasługa było to, że ich rodzice byli na  wysokich stanowiskach? Ja co najwyżej mogłam i zawsze byłam dumna z mojego Ojca, nigdy nie starałam się wywyższać, a to, kim był mój Tata, było tylko Jego zasługą, nie było w tym żadnego mojego udziału, a mój wspaniały Tata całą swoją postawą, swoją wiedzą, swoją dobrocią na  takie uznania sobie zasługiwał
Nie wiem, może coś się zmieniło przez te 50 lat, teraz już wszyscy jesteśmy jednakowo w podeszłym już wieku, zapatrywania są może i inne, gdy nikt z rodziców, ani oni sami nie piastują już zaszczytnego stanowiska, mogącego pozwalać patrzeć na innych z góry.
Więc nie wiem, jaka będzie moja decyzja 3 czerwca, może wejdę na chwilę do tej kawiarni, usiądę, wypiję  dobrą kawę, poobserwuję czy i na ile oni wszyscy się pozmieniali i sobie pójdę do domu.
Na pewno na żadne wspólne długie chwile sobie nie pozwolę.
Chcę tylko, by zobaczyli, że ta niezgrabna, gruba kiedyś dziewczyna jest całkiem przystojną starszą, już nie grubą  panią, tylko tyle i aż tyle.
A zresztą, czy to jest ważne, jak ktoś wygląda? Przecież i one i oni też już nie są tacy sami jak przed pół wiekiem. Pesel również  działa i na ich niekorzyść. I to jest właśnie ta dziejowa sprawiedliwość.  HE  HE  HE   (jakże gorzkie to he he he!!)
Zresztą z wiekiem człowiek pokornieje, inaczej już myśli, ma inne priorytety....
No, ale na podjęcie ostatecznej decyzji mam jeszcze dwa tygodnie, może akurat wtedy będę miała jakąś inną, ciekawszą okazję do miłego spędzenia soboty?

Rzeczywiście prognoza pogodowa się tym razem spełnia i mamy piękny, słoneczny poranek, zresztą podobno cały dzień ma być taki cieplutki, nareszcie.
Wreszcie w ogródkach i na balkonach zazieleni się od pięknej roślinności i będzie i kolorowo i wesoło.
Przyjemnego czwartku zatem wszystkim życzę, z nadzieją, że i weekend nas pogodowo nie zawiedzie.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 508