http://mail.google.com/mail/?attid=0.1&
romantycznie i normalnie
RSS
piątek, 20 listopada 2009
Ile można spać?

No nie wiem, ja ostatnio śpię i śpię i wyspać się nie mogę.

Znowu całe popłudnie oddawałam się rozkoszom przebywania w ramionach

Morfeusza - cóż jak nie można w innych.....

A swoja drogą, może mnie jakis wirus dopadł i zaczyna dręczyć?

Mam nadzieję, że nie ten z grupy A ileśtam?

Ostatnio chorowała u nas w domu Monika, może i coś podłapałam,ale fakt,

nie był to napewno ten świński wirus, bo bardzo szybko ,na szczęście, się

pozbierała.

Przeciez nie będę z każdym kichnięciem do lekarza biegała.

Kicham nawet tylko od czasu do czasu, ale jakaś taka słabawa jestem.

Na szczęście przedemną już weekend, będe mogła znowu sił

na nowy tydzień nabierać.

Grunt to nie poddawać się.

A co do komentarza mojej koleżanki: no cóż nigdy nie mogłamsię za długo

silną wolą pochwalić, stąd papierosy rzucałam tylko na chwilkę.

Kiedyś Jacek, mąż Magdy, zadał mi pytanie: Czy powiedziałaś sobie, że już

wszystkie swoje papierosy w życiu wypaliłaś?

Odpowiedziałam : zdecydowanie nie, więc...wiadomo.....

 

czwartek, 19 listopada 2009
Pozdrowienia dla Ulki

Przeczytałam Ulu Twój wpis na gg dopiero rano, pewnie już smacznie spałam

wczoraj jak pisałaś. Cieszę się, że regularnie mnie  tutj odwiedzasz i żeby Cię nie

zawieść skoro świt wpis robię :-)

Wczoraj miałam dzień śpiocha - całe popołudnie przespałam ( po przyjściu z pracy), co

wcale nie przeszkodziło mi już o 23, nadal smacznie spać ( przerwa była tylko od 20- 23).

Dzisiaj za to czuję się jakos bardziej rześka.

Dzisiejszy dzień jest dla mnie bardzo smutny.

19 listopada 49 lat temu odeszła moja Mamusia.Była taka młoda, miała zaledwie 50 lat.

Zniszczyły Ją papierochy,a ja juz tak podobnie jak i Ona kaszlę,,,

Wniosek nasuwa się sam........

Cóż, skoro głupota bierze górę nad zdrowym roządkiem.

Ech, próżno mnie przekonywać i tak jestem uparta.....

A może, a raczej na pewno jeszcze nie mam "charakteru".

Muszę nad tym ostro popracować, ale nie teraz. (cukier też niestety znów mi

podskoczył ...)

Zaraz do pracy idę Cześć.

 

środa, 18 listopada 2009
zawiedziona???

Przez jakiś moment czułam się wczoraj milionerką.

Czemu? Bo postawiłam na następną złudę totolotkową i oczywiście jak zwykle ani jednego

numerka nie trafiłam.

Fakt stawiam tylko jeden zakład, bo po co więcej, skoro i tak nie udaje mi się nic trafić?

A było tego wczoraj troszkę, no ponad 10 milionów nawet.

A komuś się udało jednak. Była tylko jedna  trafiona  szóstka na kwotę: 9 192 809.90 zł.

Ale ktoś dzisiaj jest happppy.Pewnie cała noc nie spał.

Że to nie byłam na przykład ja......

Pomarzyłam chwilkę i...boleśnie spadłam na ziemię.

Bo to jest tak jak w tym porzekadle; jak ktoś się urodzi pod stołem, to chociaż

niewiem co by robił i nie wiem jak się spindrał, zawsze z powrotem pod ten

stół spadnie.

No dobra, pieniądze szczęścia nie dają, a nietórzy muszą na nie cieżko(?) zapracować.

A więc przedemną kolejne wyzwanie zdobywania pieniążków własnymi rękami

i nóżkami ( bo się nieco nachodzę w tej pracy)

A wiec miłego dnia.

 

wtorek, 17 listopada 2009
Brak systematyczności

Czemu nie piszę regularnie blogu?

Trochę za tym przemawia lenistwo, trochę brak odpowiednich tematów...

No dobra, jestem leniwa, przyznaję, chociaż i tak sporo czasu przy komputerze spędzam.

Ba, nawet powiedziałabym, że stanowczo za dużo,

Czasami staram się nawet ograniczać, ale.... komputer działa na mnie jak magnes...przyciąga.

Ale tym razem nieco przesadziłam z tym brakiem wpisu ( Darka dzięki za przypomnienie).

Ostatnio zaczytuję się w stronie mojego bratanka.

Oczywiście adresu strony nie podaję, bo nie jestem do tego upoważniona,ale

dla mojej rodziny podam małą wskazówkę, a potem niech sobie sami radzą,

trzeba wpisać imię i nazwisko tej osoby jednym cięgiem a potem dodać tylko małpę i pl.

Kto dociekliwy dojdzie.

A tam są fajne opowiadania i anegdotki dotyczące jego dzieci:Franka i Weroniki zwanej

Niśką.

Trochę pośmiać się można.

Dzisiaj dzień z serii tych lejących ( zaczarowywałam oczywiście deszcz,ale moje

czary jakoś ostatnio marnie działają).

Trudno, będę moczyła swoje nogawki spodni, czego wybitnie nie cierpię, gdy

coś mokrego majta mi się wokoło moich nóg, ale...

Jak się nie ma co się lubi (czyli słonko) to się lubi co się ma( czyli deszcz)

O ile oczywiście deszcz można polubić.

Acha, jeszcze jedno moje spostrzeżenie:

Skoro część mojej kochanej rodzinki  podobno martwi się brakiem mojego wpisu

i niewiedzą co u mnie się dzieje, wystarczy do mnie zatelefonować i już wszystko

będzie jasne.

Prawda, że proste?????

 

czwartek, 12 listopada 2009
w czwartek zupełnie jak w poniedziałek

No tak dziwnie jakoś dzisiaj, zupełnie jakby po tym święcie był już poniedziałek,

na szczęście nie, już blisko weekendu.

Rozleniowiłam się okrutnie.

Ponieważ mam ostatnio pecha,a jutro jest piątek i to w dodatku trzynastego,

postanowiłam sobie, że jutro wezmę urlop. ( he he, tak jakbym ostatnnio go za

mało miała).

Nie szkodzi i tak nie można narazie zdjęć robić, a zresztą dzisiaj będzie roboty

za onajmniej 2 dni, mam sporo porejestrowanych pacjentów do prześwietleń

( które na szczęście działają), w tym zastępcę Dyrektora Szpitala zaprzyjaźnionego nam,

więc juz się boję, zeby ta aparatura kawału znowu jakiegoś nie zrobiła.

Już wszyscy wiedzą, ze aparat mnie po prostu nie lubi

i żadne moje próby przymilania się do niego nie skutkują.

Dlatego poprosiłam, żeby dzisiaj sam Szef aparaturę włączył, potem juz będzie o.k.

Przynajmniej taką mam nadzieję.

Trzymajcie za mnie dzisiaj mocno kciuki, bo chociaż to nie moja wina, że aparat

takie hopsztosy czyni, zawsze i tak czuję się winna.

No i jak tu się nie stresować??

Już w domu, prawie skoro świt myślę, co będzie dzisiaj popołudniu w pracy???



poniedziałek, 09 listopada 2009
to wcale nie prima aprilis

Mogę mieć auto.

To wcalre nie primaaprilisowy kawał

Maciek zaproponował mi, że mi da swoją corsę.

Pomysł dobry, tylko co dalej?

Raczej nie odważę się na samodzielną jazdę.

Co prawda moja starsza o 10 lat bratowa  i starsza o 7 lat sąsiadka jeżdżą.

Ale już jeżdzą lata.

A ja?

Trudno wrócić do jazdy, skoro jeżdziłam autem bardzo krótko i to w dodatku jakieś

no około 15-20 lat temu.

Za długa przerwa no i za duży teraz ruch na ulicy.

Raczej sobie odpuszczę,bo to bez sensu.

Ale jakże by mi się auto przydało, oj przydało.

Pomarzyć zawsze można.

Chyba, że rozpiszę konkurs na prywatnego kierowcę.

Tylko, że wtedy bardziej chyba opłaciłoby mi się jeździć taksówkami.

Gdyby to było właśnie jakieś 20 lat temu......

A tak moje prawo jazdy dalej poleży sobie bezużytecznie

 

sobota, 07 listopada 2009
Haloween 2009

Dzisiaj u nas w domu haloweenowy kinderball

wszędzie zalęgły się czarownice wiedźmy i nietoperze.

Wiszą sobie w pokojach i przedpokoju i straszą ludzi.

 

 

Ładne nieprawdaż?

Dzisiaj je sfotografowałam, żeby udokumentować na moim blogu,

że pisałam prawdę.

Trochę już co prawda po czasie, ale widać wcześniej nie było okazji.

Ale się będzie działo, jak te 10-15 dzieciaczków razem do kupy się zbierze.

Rajwach będzie jak cholera.

Oj, biedna moja głowa, biedna.

Trzeba było gdzieś się wynieść, ale nie bardzo miałam gdzie.

Nie bedę czyjejś gościnności nadużywać, bo i tak jej ostatnio sporo  już nadużyłam.

A tak się cieszyłam na spokojną sobotę.....

Acha,w Krakowie nastąpiła jakaś poważna awaria w MPEC i wiele mieszkań. w tym i moje jest

bez ogrzewania.

Okropnie mi zimno...br.....

Wieczorem podobno awarię  mają usunąć.

Ale tylko podobno !!!!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

piątek, 06 listopada 2009
niech będzie

Niech będzie nowy wpis, chociaż nic specjalnego się nie dzieje.

Rano wstaję, idę do pracy, wracam, coś tam oglądam, a raczej przesypiam kolejny

odcinek "Klanu", coś gram na kompie i idę spać.

Dzień jak codzień.

Dzisiaj tygpdnica mojego "wypadku" z nogą.

Omalże wczoraj nie było powtórki z rozrywki - przed autobus, którym jechałam

gwałtownie wjechała jakaś osobówka, mój autobus w ostatniej sekundzie gwałtownie się

zatrzymał, a ja poleciałam na przód.Co prawda siedziałam, ale i tak tymi biednymi

kolanami walnęłam z całej siły w siedzenia przedemną, zabolało, aż głośno zaklęłam

Ale wstyd.Ale cóż ,jak zaboli to i gęba nie panuje nad tym, co wypuszcza.

Ale nie było to żadne bardzo ( chyba} soczyste przekleństwo, do którego i tak

ludzie się przyzwyczaili ( przerywniki na kur są normalnością w autobusach).

Okazuje się, że siedzenie w autobusie, które bardzo lubię, czyli pojedyncze "do przodu",

na przeciwko którego jest podwójne siedzenie, nie jest całkiem bezpieczne, leci

się na nie na kolana, stopy oraz na  łeb i szyję w razie gwałtowniejszych hamowań.

Muszę to wziąść pod rozwagę.

Podróze może i kształcą, ale nawet te po mieście okazuje się nie są  całkiem bezpieczne.

Widać nademną wisi jakieś fatum podróżnicze :-)

poniedziałek, 02 listopada 2009
od nowego tygodnia

Wypadałoby coś moze napisać w nowym tygodniu?

Magda i jej rodzina wprost mnie rozpieszczali swoja opieką i troskliwością za co bardzo im dziękuję.

Wczoraj ta noga jednak bardzo mie bolała i tylko dokuśtykałam do cmentarza

w Modlnicy ( no byłam podwieziona, to fakt), niestety do rodziców nie dotarłam,

zrobię to w późniejszym terminie, gdy mi  nóżka całkowicie wydobrzeje.

Na razie podjechałam do pracy dzisiaj z Magdą, ale noga jednak jest omalże na 85 procent sprawna,

nauczyłam się  zresztą chodzić na pięcie.

Ale dzisiajesze popołudnie jeszcze spędzę w Modlnicy ( dzieciakom na pociechę,

że muszą jeszcze Ciotkę Ewę znosić kupiłam lody - jakoś je muszę udobruchać) ,

a od jutra już będę na własną łapę sobie radziła.Kiedyś trzeba zacząć, co nie?

 

piątek, 30 października 2009
jestem sobie w Modlnicy....

Tak się stało, że w Modlnicy wylądowałam wcześniej niż planowałam.

Wczoraj wieczorem tak niefortunnie wysiadałam z tramwaju, że noga mi się

podwinęła, coś chrupnęło w stopie i...dalej już kroku zrobić nie mogłam.

Próba oparcia się na stopie kończyła się bólem takim, że naraz całą gamę gwiazd

i świeczek w mózgu mi się  zapalało.

Co było robić? do domu niby nie daleko,ale  nie dojdę

Więc za telefon i do Magdy dzwonię ( dobrze, ze akurat komórke miałam naładowaną)

Magda z Jackiem przyjechali jak się najszybciej dało,ale zanim z Modlnicy dojechali

dobrze namarzłam.Był zimny wiatr,a ławeczka naprzystanku była metalowa- ciekawe kto takie

wymyślił -  tak że mi i nawet dupka mimo spodni zmarzła

Jacek przytomnie wjechał na tory tramwajowe jako pojazd szynowo - ratowniczy, przecież nie

mogłam ani kroku zrobić, wpakowali mnie do auta i zawieźli na oddział SOR-u,tego samego,

gdzie kilka miesięcy temu jeździliśmy a naszą Anią.

Trzeba przyznać, że nawet niezbyt dłogu tam zmirtrężyliiśmy, zbadał mnie chirurg

ortopeda,kazał zrobić zdjęcie, więc pojechałam do RTG.

Jak przewidywałam wyrażnych cech złamania nie było ( To co chrupnęło??), stwierdzili,

że to chyba tylko zwichnięcie, kazali zimne okłady robić i już.

Ponieważ nie mogłam chodzić Magda i Jacek zabrali mnie do Modlnicy ( w domu nawet

do WC mam kawał drogi) Magda dała mi zimny oklad na nogę(specjalnie zamrożony

płyn w woreczku) i juz po 2 godzinach delikatnie na pięcie tylko się wspierając

do WC mogłam dojść.

Spałam nawet dobrze (chrapałam),ale dzisiaj nadal w Modlnicy się kuruję tym

zimnym okładem, bo jeszcze nie mogę dobrze na ta nogę stawać, chodzę tylko kawałeczek

na pięcie.

Miałam być tu w sobotę, by iść na Cmentarz, wylądowałam wcześniej....

Ciekawe jak te wizyty okołłozaduszkowe na cmentazu mam zrobić?

Na Rakowice do Rodziców raczej nie pojadę, bo zbyt mnie ta noga boli,a do Ani...

zobaczymy podwiozą mnie pod bramę, moze przez te 2 dni noga się "uspokoi"??

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 236